piątek, 24 lipca 2015

Rozdział 5 "Moje serce rozpadło się na tysiące kawałków !"

Święta jak święta, chcę je się spędzić z najbliższymi. W pierwszy dzień świąt postanowiłem pojechać do Anety, do Gdańska! Rzeczywiście, to był niezły kawałek drogi z Warszawy, a warunki pogodowe nie były cudowne. Ale chciałem w końcu poznać jej rodziców i zrobić jej miłą niespodziankę! Nie widziałem jej dokładnie 4 dni, a już za nią tęskniłem. Wyruszyłem z samego rana, by dojechać jak najwcześniej. Po drodze musiałem zrobić 5 postoi przez ciągle padający śnieg. Na miejsce dotarłem o równej 14. Wiedziałem, że zrobię Anecie wielką niespodziankę! Przez dłuższą chwilę stałem na schodach, zastanawiając się jak mam się przywitać. Drzwi otworzyła mi starsza, elegancko ubrana pani. Musiała to być mama mojej dziewczyny!
- Dzień Dobry. W czym mogę Panu pomóc ? - zapytała.
- Dzień Dobry Pani. Nazywam się Michał Walaszek! Zastałem może Anetę ? - zapytałem uprzejmie.
- Tak, oczywiście. Proszę wejść zaraz zawołam córkę. - uśmiechnęła się.
Byłem strasznie zdenerwowany tą sytuacją. Zastanawiałem się czy nie powinienem od razu powiedzieć jej kim jestem. W sumie chciałem to zrobić z ukochaną. Kobieta powędrowała do dużego salonu i za chwilę wróciła w towarzystwie mojej dziewczyny! Gdy tylko pojawiła się w holu obiłem ją i pocałowałem. Jej mama patrzyła na nas zszokowana.
- Jestem Michał, chłopak pańskiej córki. - podałem jej dłoń
Starsza Pani piorunowała ją wzrokiem. Aneta wbiła wzrok w ziemie, a ja nie widziałem co się dzieje... Czułem, że coś jest nie tak, ale nie widziałem jak poważna jest sprawa! Może jej mama nie sądziła, że jej córka ma już chłopaka...Chociaż w tym wieku to już logiczne.
- Aneta, możesz na słówko? - popatrzyła na mnie. - Przepraszam na chwilę.
Kobieta wzięła córkę za rękę i wyprowadziła do pomieszczenia obok. Rozmawiały coś długo...Usłyszałem każde ich słowo.
- Kochanie możesz mi to wytłumaczyć? Kim jest ten Michał? Przecież masz już narzeczonego! To na pewno jest jakieś nieporozumienie. prawda ?
- Mamusiu, Michał jest moim przyjacielem i nie bój się nic mnie z nim nie łączy! Nie wiem co mu odbiło, że tu przyjechał i tak się przedstawił. Sama jestem w szoku jak widzisz... Zaraz to załatwię, dasz nam chwilę?
Aneta wyszła z pokoju, wzięła mnie za rękę i wprowadziła na górę. Weszliśmy do jej pokoju. Byłem w totalnym szoku. Jeszcze nie doszło do mnie to co usłyszałem. Objęła mnie i zaczęła całować.
- Kochanie, jaka cudowna niespodzianka! Cieszę się, że przyjechałeś. - mówiła, nadal mnie całując.
W tamtej chwili w głowie usłyszałem słowa jej matki... Odciągnęłam ją od siebie i podszedłem do biurka gdzie było zdjęcie jej i zapewne jej narzeczonego... Wpatrywałem się w nie. Czy to możliwe, że oszukiwała mnie od 2 lat? To dlatego nigdy do niej nie przyjeżdżaliśmy ? Miałem plany na przyszłość z tą dziewczyną... Chciałem się jej oświadczyć w sylwestra, a teraz wszystko się wali. Wali się moje cudowne, niesamowite życie. To była moja druga połówka! Aneta była osobą, którą kochałem najbardziej na świecie. Nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że to się właśnie skończyło... Nie dziś, nie teraz, NIE!
Walnąłem pięścią w biurko, zawalając przy tym zdjęcie zakochanej cudownej pary. W tamtej chwili nie czułem żalu, bólu, miłości. Czułem do niej nienawiść i wściekłość!
- Jak mogłaś mnie tak okłamywać ? Jak mogłaś być z dwoma na raz ? Przecież... przecież to obrzydliwe! - krzyknąłem.
- Michał, uspokój się...- kiwnąłem przecząco głową. - Nie rozumiesz.
- To może mnie oświecisz ?!
- Proszę kochanie... To nie jest tak jak myślisz. To...- zaczęła płakać.
- Koniec. Masz rację. To jest KONIEC. Definitywny koniec. - otworzyłem drzwi. - Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia. - wyszedłem.
Wybiegłem jak najszybciej z domu. Gdy tylko wsiadłem do auta z moich oczu popłynęły łzy. Nie mogłem uwierzyć, że moja ukochana tak mnie skrzywdziła.Czułem się potwornie źle! Nie chciałem wpoić sobie do głowy, że to już koniec. Kocham ją, tak bardzo ją kochałem... Nie mogłem pojąć jak można kogoś aż tak skrzywdzić! Najgłupsze było to, że ja ją nadal kochałem... Zdecydowanie to był najgorszy dzień mojego życia. Warunki pogodowe zepsuły się, co utrudniło mi drogę do domu. Wróciłem zmęczony i całkiem załamany dzisiejszym dniem. Nie chciałem nikogo widzieć, nikogo! Dosłownie w tym momencie do przedpokoju wbiegła moja siostra.
- Co się stało ?! - zapytała zszokowana.
- Jeśli pojawi się tu Aneta, nie wpuszczajcie jej do tego domu za żadne skarbu. Jasne?! - zapytałem.
- Tak, ale o co chodzi ?!
Nie miałem zamiaru się tłumaczyć, ani siostrze ani rodzicom. Chciałem zostać sam i pomyśleć! Zamknąłem drzwi na klucz, otworzyłem piwo i włączyłem jeszcze bardziej dołującą piosenkę Charlie Puth - Marvin Gaye ft. Meghan Trainor. Te wszystkie cholerne dni poszły na marne. Straciłem tylko swój czas. Włączyłem na telefonie folder z zdjęciami Anety i po kolei je usuwałem, każdemu się dobrze przyglądając. Przy każdym z nich serce pękało na tysiące kawałków! Musiałem się przejść. Dobrze zrobiłoby mi świeże powietrze. Ubrałem się w zimową kurtkę i ruszyłem ulicami Warszawy. Zatrzymałem się przy naszym stałym klubie, do którego zawsze przychodziliśmy! Napisałem SMS-a do Piotrka z prośbą " Cześć Stary! Wpadniesz na piwo do naszego klubu?". Na odpowiedź nie musiałem czekać długo. Za chwile przy barze pojawił się Jordan! Wierny przyjaciel zawsze na miejscu... Musiałem komuś o tym powiedzieć. Strasznie się cieszyłem, że przyszedł. Opowiedziałem przyjacielowi wszystko po kolei, ze szczegółami i  prosiłem o radę. Ale co on mów o tym wiedzieć...Jordan był wolny i nie bardzo interesował się dłuższymi związkami! Poprosiłem go by mnie przyjął pod swój dach na jedną noc. Przypuszczałem, że pod domem może być moja była dziewczyna. Próbowałem o niej nie myśleć i dzięki niemu mi się to udało! Spędziliśmy wieczór w Shinie. Przyjaciel zrobił nam śniadanie i pograliśmy trochę w Fifę. Widziałem, że chciał jeszcze porozmawiać ze mną na temat Anety, ale sobie odpuścił. Dzięki niemu dobrze spędziłem drugi dzień świąt. Na tą noc chciałem już wrócić do domu... Nie będę się ukrywać przed dziewczyną.
Miałem fajny plan z udziałem chłopaków i mojej siostry. Chciałem jak najszybciej zapomnieć o Anecie i z ich pomocą chyba powinno mi się udać! Włączyłem Jordana, Kamila i Sebastiana do jednej wiadomości.
- Cześć Lamy! Mam propozycję nie do odrzucenia. Jedziecie ze mną na sylwestra do Hiszpanii !? 
- Elo Ziomek! Wchodzę w to stary! :D - odpisał jako pierwszy Piotrek
- No jeszcze się pytasz głupio bałwanie ?! Jasne, że tak :) - następnie Seba.
- Ale jazda! - To była oznaczało potwierdzenie Kamila!
Zamówiłem 5 biletów i zapomniałem jeszcze powiedzieć o planach na sylwestra Agnieszce! Natychmiast do niej pobiegłem!
- Cześć młoda, mogę ? - kiwnęła głową. - Słyszałem, że jedziesz z nami na sylwestra do Hiszpanii. - uśmiechnąłem się gdy zobaczyłem jej minę.
Warto było powiedzieć jej to prosto w twarz. Zaczęła biegać po pokoju jak oszalała.
- Dziękuje! Dziękuje! Dziękuje! - pocałowała mnie w policzek. - Jesteś najlepszym bratem na świecie!
- Taaak, wiem. - uścisnęłam ją. - To jeden z twoich prezentów. - wyciągnąłem torbę zza siebie. - A to drugi. Rozpakuj - uśmiechnąłem się do siebie.
Uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy rozpakowała czarną torbę i wyjęła piękną czerwoną sukienkę i dużą kopertę. Powoli ją otworzyła nie odrywając ode mnie wzroku. To był skok ze spadochronem! Ponownie mnie przytuliła, rzucając kopertę na podłogę. Taką chwilę przerwał dzwonek do drzwi. Usłyszałem znajomi głos...
- Michał! Ktoś do ciebie! - Krzyknęła z dołu mama.
Zszedłem powoli na dół oczekując w przedpokoju Jordana, który przyszedł się przekonać o wyjeździe do Barcy. Ale w drzwiach stała ona... W oczach zebrały mi się łzy. Nadal ją kochałem! Wziąłem głęboki oddech.
- Co Ty tu do cholery robisz ? Wyjdź stąd! - mówiłem poważnie.
- Daj mi to wyjaśnić, proszę! To nie jest tak jak myślisz. - mówiła cicho.
- Chyba jeszcze nie ogłuchłem... Co chcesz mi wyjaśnić ? To że masz narzeczonego !?- Zaśmiałem się. - Wyjdź, dopóki ładnie proszę.
- Nie zrezygnuje z ciebie i będę o nas walczyć. - uśmiechnęła się.
- Nie ma już żadnych nas. Było o tym wcześniej myśleć. - pokazałem ręką drzwi. - Do wiedzenia ! 

***************************************

Nadszedł ten oczekiwany dzień, ostatni dzień tego roku... Ze strony sportowej ten rok był najlepszym jaki mógłby mi się przytrafić! Byłem w 100% zadowolony z mojej drużyny. Na pewno nie zamienił bym jej na żadną inną! Kochałem ten klub... To tu stawiałem pierwsze kroki z piłce nożnej, to oni mi zaufali i przyjęli do drużyny. Byłem im bardzo wdzięczny! Szkoda, że miłość jednak nie była dla mnie. Długo będę czekał ponownie by pokochać kogoś innego. Nie miałem pojęcia kiedy zapomnę o Anecie...
Ale postanowiłem, że od 1 stycznia 2017 roku rozpoczynam nowe życie! Spełnię wszystkie swoje marzenia i pokocham jeszcze jakąś kobietę!
Na lotnisku byliśmy 2 godziny przed odlotem. Wszyscy byliśmy zaspani, ale każdy z nas myślał o cudownym czasie, który spędzimy w Barcelonie. W samolocie siedziałem jak zwykle przy oknie razem z Sebastianem. Jeszcze przed startem założyłem na uszy słuchawki, włączyłem Jessie J - Flashlight i popadłem w głęboki sen. Śnił mi się mecz Ligi mistrzów w Barcelonie, którą wygrywamy. Stajemy się światowymi zawodnikami i klubu o nas walczą. Takie chwilę są na prawdę cudowne.
Z cudownego snu wyrwała mnie Agnieszka, siedząca z Jordanem. Spojrzałem w okno i ujrzałem piękną Barcelonę! Uśmiechnąłem się sam do siebie. Tak, to było miejsce, w którym spełniłem swoje marzenia, w którym poznałem niesamowitych ludzi i spędziłem tu niesamowite chwile. Katalonia to cudowne miejsce do spędzenia sylwestra. To jedyne miejsce gdzie czuje się bezpiecznie, miło i cudownie! Wiedziałem, że tu zapomnę o wszystkich moich problemach! Ten kraj był teraz moim drugim domem. Postaram się, żeby ten sylwester był niezapomniany! Zaraz z lotniska zawiozłem chłopaków i Agę do mojego domu, a sam pojechałem odwiedzić Neymara! Chciałem wiedzieć co u niego, jak się czuję.
Drzwi otworzyła mi Bruna z Davi Luccą na rękach. 
- Cześć Bruna.- powiedziałem nieśmiało.
- Hej Michał. - pocałowała mnie w policzek. - Proszę, wejdź. Zaraz zawołam Neya. Usiądź i rozgość się. - wskazała ręką salon.
Poszła na górę i za chwilę wróciła z nim na dół. Przyjaciel przywitał się ze mną...
- Co Ty tu robisz ? - zapytał.
- Chciałem się oderwać od rzeczywistego świata. Macie jakieś plany na dzisiaj ? - chwilę później uświadomiłem sobie, że to było głupie pytanie.
- W sumie to tak.. Wyprawiamy sylwestra. Może wpadniesz ? - poklepał mnie po ramieniu.
- Chciałbym, ale mam ze sobą 4 ciężkie bagaże! - uśmiechnąłem się.
- Jak to ? Nie rozumiem ? - zapytał zdziwiony
- Przyjechali ze mną moi kumple i siostra.
- No to co to za problem. Przyjdźcie wszyscy! - odpowiedziała Bruna.
- Nie będziemy się Wam zrzucać na głowę. Z resztą jak oni zobaczą ciebie albo Messiego to chyba się pozabijają... 
- Daj spokój. Poradzimy sobie! O 20 zapraszamy was wszystkich do siebie. - zaśmiał się, przytulając do Brunę.
Odpuściłem... Porozmawialiśmy jeszcze trochę, powiedziałem mu o mnie i Anecie. Zapytałem również o stan jego zdrowia. Wyszedłem od Neymara zastanawiając się jak mam im o tym powiedzieć i jak ich przygotować do starcia z piłkarzami Barcy. Po drodze kupiłem 3 wódki i coś do jedzenia. Byłem ciekawy jak zareagują chłopaki na plany sylwestrowe. Gdy tylko przekroczyłem próg domu usłyszałem krzyki Kamila : "Bałwanie bez wełny, Ja ci zaraz powieszę buty na żylandorze!!". Wiedziałem, że ten dzień nie będzie normalny. Chłopaki i normalność to dwa przeciwieństwa. Piotrek z Agą leżeli na kanapie i oglądali mecz siatkówki. Moja siostra bardzo lubiła siatkówkę, więc wiadome było, że Jordan z nią nie wygra! Oczywiście to ona decydowała czy będą oglądać mecz piłki nożnej czy siatkówki.  Taka już była moja siostra, nie do zgięcia... Gdy tak leżeli razem wtuleni w siebie, wyobrażałem sobie ich jako cudowną parę. Uśmiechałem się w myślach, że to był by na prawdę dobry pomysł! Sebastian gotował coś w kuchni, więc poszedłem do niego z zakupami.
- Uuuuu chyba będzie grubo! - powiedział patrząc na 3 litry wódki.
- Nawet jeszcze nie wiesz jak. - uśmiechnąłem się do przyjaciela.
Wykąpałem się, przebrałem i zawołałem wszystkich bałwanów do salony żeby powiedzieć im o propozycji Neymara. 
- Mam dla was ważną wiadomość. - zacząłem, ale od razu przerwał mi Jordan.
- Wiedziałem, że za mało flaszek kupiłeś ! - wszyscy się zaśmialiśmy.
- Nie, to nie to Piotrek. - uniósł jedną brew, jakby go to zaciekawiło. - Dobra, to bez żadnego wstępu. Idziemy na sylwestra do Neymara. - czekałem na ich reakcje.
- Że... że... że do tego Neymara ?- zapytał zdziwiony Piotrek. Pokiwałem twierdząco głową.
- No co Ty pierdolisz ?! - wyrwał się Kamil. - Nie, nie, nie! Wkręcasz nas, prawda ? - ponownie pokręciłem głową.
Byłem jak najbardziej szczery i chciałem zachować jak najbardziej poważną minę. Sebastian biegał po pokoju jak debil. Chyba ich trochę zatkało jednak. A Agnieszka pobiegła do swojego pokoju. Postanowiłem do niej zajrzeć i upewnić się, że wszystko w porządku. Siedziała na podłodze z ciuchami w rękach...
- Czego debilu nie powiedziałeś mi wcześniej, że spędzimy sylwestra u piłkarza?! W co ja mam się ubrać teraz ? Nie mam nic takiego ... - załamała się.
- Dobra, uspokój się młoda! Po pierwsze dopiero dzisiaj mi to zaproponował, a po drugie to masz... - rzuciłem w jej stronę czerwoną sukienkę, która ode mnie dostała. - Może być ?
- Taak, Jezu dziękuje Ci bardzo! - pocałowała mnie w policzek.
Jakie te kobiety były zmienne! Najpierw na mnie nakrzyczała a teraz nagle buzi daje. Ale czego się nie robi dla własnej siostry...
Po 19 wszyscy byli już naszykowani.Chłopaki założyli koszule, a Aga czerwoną cudowną sukienkę po kostki. Byłem dumny że miałem tak piękną siostrę! Przyjechaliśmy 30 minut wcześniej... Chciałem ich zapoznać z przyjacielem. Chłopaki patrzyli na piękną willę piłkarza. Gdy tylko się pojawiliśmy, w drzwiach przywitał nas sam gospodarz! Chłopakom opadła szczęka na widok Brazylijczyka. Wszystko już było gotowe, wszystko oprócz chłopaków, którzy nadal zachowywali się jak dzieci! Aga bawiła się z dzieckiem Neya, a ja zagrałem meczyk w Fifę! O 21 przyszli ostatni goście, Messi i Antoniela. Impreza rozkręciła się na dobre. 
- Siema stary! - przywitał się ze mną. - Jak zdrówko? Co tam słychać? Gdzie zostawiłeś Anetę ? 
- Cześć Leo! - uścisnąłem mu dłoń. - Dobrze, ze zdrowiem już wszystko dobrze. Aneta ? Anety już nie ma stary... To definitywny koniec. - uśmiechnął się sztucznie!.
Opowiedziałem mu o wszystkim, o tym co dowiedziałem się u mojej byłej dziewczyny w domu. Sebastian i Alexis przynieśli nam kieliszki z szampanem. Spojrzałem na zegarek... No faktycznie już za 5 minut północ! Fajnie znowu było zobaczyć wszystkich piłkarzy. Wiedziałem, że to poprawi mi humor. Stanąłem oddalony od tłumu na tarasie. Gdy fajerwerki wystrzeliły poczułem na ramieniu czyjąś dłoń...
- Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku Braciszku! - ucałowała mnie. - Niech Ci się już wszystko ułoży. Zasługujesz na to...
- Również Ci życzę wszystkiego dobrego w nowym roku Siostrzyczko! - uśmiechnąłem się.
Postanowiłem zostać sam na tarasie i pomyśleć. Chciałem od nowa ułożyć sobie życie. Nadszedł najwyższy czas, już 1 stycznia...Nie wiedziałem jeszcze jak sobie poradzę, ale jakoś dam radę. Mam cudownych przyjaciół i rodzinę, którzy mnie wspierają. W końcu to nie koniec świata! Jest tyle niesamowitych dziewczyn, że na pewno jakąś znajdę.
Niedługo po 1 w nocy wróciłem do środka! Wtedy zaczęła się prawdziwa impreza do samego rana. Wytańczyłem się za wszystkie czasy! Coś koło 5:30 rozeszli się wszyscy goście. Chłopaki pojechali taksówką do domu, a ja z Agą zostaliśmy u Neymara. Śniła mi się Aneta... Że wróciliśmy do siebie i na dodatek okazało się, że to wszystko było moja wina! Ona była w ciąży i uwierzyłem, że to moje dziecko. Niestety okazało się, ze to jednak tego skończonego dupka. 
Obudziłem się cały spocony i przerażony. Miałem potwornego kaca i strasznie bolała mnie głowa. Ubrałem się i zszedłem na dół. Pożegnaliśmy się z gospodarzami i wróciliśmy do domu.
Nie sądziłem, że powrót do domu może być aż tak bardzo przykry. Na sofie razem z Sebą siedziała Aneta.

________________________________________________

Długo mnie tu nie było, ale nie sądziłam, że nie będę miała tyle czasu. Mam nadzieje, że rozdział się podoba i zostawicie po sobie ślad!
Do zobaczenia niebawem :)

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 4 " Never stop fighting! "

Po dwóch tygodniach spędzonych w Polsce w końcu zaczynam treningi. Może nie są one jeszcze tak intensywne jak przedtem, ale nareszcie zaczynam ćwiczyć. Na szczęście wszystko szło po mojej myśli. Klubowi lekarze mówią, że jeśli wszystko pójdzie dobrze to za miesiąc wrócę do gry. Sam mam nadzieje, że w następnym meczu wyjdę na boisko. Staram się jak najwięcej czasu spędzać na siłowni, by zregenerować swoje siły. Na treningach wchodzę na niecałe 15 minut i tak by się zbytnio nie przemęczać. Bardzo dużo męczę się gdy gram w treningowych meczach. Anetę to śmieszy, bo dziwnie to brzmi gdy Piłkarza męczy kopanie piłki... Nadal boli mnie cały brzuch i nie mam wystarczająco siły. Lekarze mówią, że to normalne po takiej operacji i że cierpliwość to podstawa do osiągnięcia zamierzonego celu! Doskonale wiem, że muszę mieć do tego cierpliwość. Nikt mi nie powiedział, że będzie łatwo. Czasem sam nie wierzę, że może mi się to udać... Na szczęście mam przyjaciół, rodzinę i chłopaków z drużyny, którzy mnie ogromnie wspierają. Z dnia na dzień jest coraz lepiej i zaczynam coraz więcej  grać. Trener nadal jest na mnie wkurzony i twierdzi, że była to głupia decyzja. Uważa mnie za samoluba, bo zostawiłem swoją drużynę prawie na dwa miesiące. Chłopaki jednak podziwiali mnie, że zrobiłem to dla Neymara! Cieszyłem się, że są po mojej stronie.
Po dzisiejszym treningu postanowiłem zadzwonić do Neya. Musiałem wiedzieć jak u niego ze zdrowiem!
- Dzień Dobry! Neymar, z kim mam przyjemność? - zapytał poważnie
- Cześć stary! Z tej strony Walaniu. Jak zdrówko? Wszystko w porządku ? - zapytałem uradowany.
- Ty stary koniu. - No tak, cały przyjaciel. - A no już lepiej. Przedwczoraj wyszedłem ze szpitala i właściwie zaraz zaczynam rehabilitacje. Jest coraz lepiej i wiesz co... - wiedziałem co chce mi powiedzieć. - na prawdę Ci dziękuje! - wyobrażałem sobie jego, uśmiechniętego od ucha do ucha. - A co u ciebie ?
- W sumie dobrze. Od dzisiaj zacząłem trenować na boisku. Jeszcze trochę się muszę kurować, ale wszystko w porządku. - uśmiechnąłem się do telefonu. - Nie będę Ci przeszkadzał w rehabilitacji. Odezwę się za jakiś czas. Szybkiego powrotu do zdrowia. Trzymaj się staruszku ! 
Cieszyłem się, że piłkarz wyszedł już ze szpitala. Miałem nadzieje, że szybko wróci na boisko i znów zobaczę niesamowite trio: Messi, Neymar, Suarez! 
Miałem dzisiaj dodatkowe badania. Musiałem upewnić się, że wszystko w porządku i na pewno mogę zaczynać grać. Wyniki miałem odebrać wieczorem u samego Pana doktora. Wieczorem pojechałem po nie razem z Jordanem! Chyba nie dał bym rady sam tego słuchać. Byłem strasznie zdenerwowany. Wchodząc do gabinetu lekarza ogarnęła mnie panika. Nie chciałem usłyszeć złej wiadomości, a miałem cholernie złe przeczucie. Patrzyłem jak lekarz otwiera kopertę z badaniami. To moje być albo nie być! Przez 5 minut wpatrywał się w nią w zaciekawienie. Nic nie potrafiłem wyczytać z jego twarzy. To było jedno z najdłuższych pięciu minut jakie przeżyłem. Usłyszałem od niego, że moje ciało jest na dobrej drodze do uzyskania 100% sprawności. Miałem od niego jakieś specjalne zalecenia ale musiałem przedyskutować to jeszcze z lekarzem klubowym. Byłem strasznie szczęśliwy, że usłyszałem dobre wiadomości. Gdy dowiedziałem się wszystkiego, w końcu odetchnąłem.

************************************************

Dwa tygodnie później, 24 sierpień... Dzisiaj mieliśmy arcy ważny mecz, z bardzo ważnym przeciwnikiem. Chciałem pomóc drużynie na tyle ile bym mógł. Trener nie wpuścił mnie na boisko. Nie mogłem bezczynnie siedzieć na ławce. Wiedziałem, że nie jestem jeszcze wystarczająco gotowy... Musiałem wierzyć, że chłopaki sobie beze mnie poradzą. Nie sądziłem, że na ławce przeżywa się to bardziej niż na murawie. Zostało nam 30 minut do końca meczu, a przegrywaliśmy 0:1. Byłem strasznie na siebie wkurzony. Nagle usłyszałem zdanie, które wyrwało mnie z rozmyślań " Walaszek wchodzisz na boisko.". Powiedział obojętnym tonem. Usłyszałem masę sprzeciwów od klubowych lekarzy, ale trener już podjął decyzję. Pomyślałem, że to musi być właśnie ta chwila, którą muszę wykorzystać! Dostałem owacje na stojąco wychodząc na boisko. Gra w ogóle nam się nie układała. Wreszcie w 84 minucie asystowałem Jordanowi w golu na 1:1. Wystarczyła jeszcze jedna bramka do wygrania turnieju bez dogrywki. Wiele mnie kosztowało by zagrać jeszcze 10 minut. Wiedziałem, że muszę zagrać do końca! Musieliśmy wywalczyć to zwycięstwo... 5 minut później dostałem piłkę od Kacpra. Miałem idealną pozycję by strzelić gola, ale niestety bramkarz obronił mój strzał. Grałem już na ostatkach sił. Sędzia doliczył dodatkową minutę. Miałem pewien pomysł, chodź był bardzo ryzykowny. Dostałem piłkę sam na sam z bramkarzem. Jarek wyszedł w połowę pola karnego. Pomyślałem " TERAZ ALBO NIGDY!" i strzeliłem w światło bramki. Bramkarz musnął piłkę, która zmieniła kierunek. Zaś Jacek rozpędzony wpadł we mnie. Upadłem prosto na brzuch. Zrobiło mi się słabo i przez dłuższą chwile nie mogłem oddychać. Poczułem wielki ból w klatce piersiowej... Ale słyszałem szalejącą z radości widownię. Z ostatnich sił podniosłem głowę i zobaczyłem piłkę w siatce. Po chwili zobaczyłem nad sobą lekarzy. 
- Michał, wszystko w porządku ? - "TAK WSZYSTKO W PORZĄDKU". Nie, nie mogłem już wstać.
- Nic mi nie jest. Ja będę grał! - mówiłem nieświadomy wypowiedzianych słów.
Nie miałem siły wstać... Nie mogłem oddychać. Co chwilę brałem większy oddech. Za chwilę znajdowałem się na noszach i znosili mnie z boiska. Na trybunach było cicho, tak jakby nikogo na nim nie było. Przy wyjściu do szatni zatrzymał nas trener od którego usłyszałem " Dobra robota, mistrzu ".
Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i urwał mi się film. Obudziłem się w domu, w własnej sypialni. Usłyszałem głos Kamila " Jeej paczcie, budzi się z zimowego snu". Oni nie potrafią być poważni!
- Co wy tu robicie ? - zapytałem obolały.
- No a jak myślisz. Przyjechaliśmy świętować zwycięstwo! - odpowiedział szybko Sebastian.
- Przecież macie imprezę w Shinie! Jazda świętować bałwany! - powiedziałem już świadomy swoich słów.
- Nigdzie się bez ciebie nie ruszamy. I nie myśl sobie, że się nas pozbędziesz. - uśmiechnął się Jordan.
Nie chciałem się z nimi kłócić. Nie miałem nawet na to siły. Usiadłem powoli na łóżku. Aneta przyniosła nam kieliszki i szampana! 
"No to... Za  zwycięstwo!" - krzyknęliśmy wszyscy.
Impreza rozkręciła się na całego! Było tak samo zabawnie jak w klubie. Po niespełna godzinie do mojego pokoju wszedł trener, który chciał ze mną porozmawiać w 4 oczy. Chłopaki przenieśli się do salonu, a ja obiecałem, że gdy porozmawiam z trenerem też tam dojdę. Musieliśmy porozmawiać szczerze, by jakoś funkcjonować w klubie. Tym razem obeszło się bez kłótni...
Najpierw przeprosił mnie za wszystko co powiedział, a potem poprosił mnie bym powiedział mu wszystko od samego początku. No więc zacząłem od biletów i wyjazdu do Hiszpanii o której on już wiedział. Następnie przeszedłem do kłótni z Leo i że skończyło się wszystko dobrze. Opowiedziałem mu jak już pakowaliśmy walizki do taksówki i pojawił się Messi. Nie mogłem mu odmówić i pojechaliśmy do szpitala. Oboje wtedy zdecydowaliśmy żeby mu pomóc. 
-... Okazało się, że to właśnie ja mogłem być dawcą. No i już nie było odwrotu trenerze. Po za tym ja... chciałem mu pomóc. - skończyłem.
Trener wysłuchał mnie uważnie, nie wtrącając się w żadne zdanie. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu. Wydawało mi się, że on to właśnie sobie przetrawia. Wszystko po kolei układał sobie w głowie... Nagle trener zaczął opowiadać pewną ciekawą historię. 

Pewien chłopak, miej więcej twojego wieku wyjechał do Paryża by grać w klubie. Marzył o tym od dziecka, by zagrać chodź jeden mecz na Francuskiej ziemi. Wszystko bardzo mu się układało. Grał w pierwszym składzie i bym jednym z najlepszych zawodników. Nic, ani nikt mu nie przeszkodził by zagrać w wielkim finale! Dwa dni przed tą cudowną chwilą jego najlepszy przyjaciel z PSG miał wypadek samochodowy. Trafił do szpitala w stanie krytycznym i musiał mieć natychmiastowy przeszczep, bo nikt mu nie przewidywał by przeżył dłużej niż 4 godziny! Więc ten chłopak postanowił uratować swojemu przyjaciel życie nie zważając na konsekwencje! Okazało się, że nie ma absolutnie żadnych przeciwwskazań na tą operację! Operacja się odbywał, niestety z komplikacjami. Ten piłkarz uratował swojego najlepszego przyjaciela, zaś on niestety musiał skończyć swoją przygodę z piłką nożną. Piłkarz był załamany tym, że nie mógł nic z tym zrobić. Wrócił do swojego kraju i stwierdził, że nie może żyć bez piłki nożnej! Żona poleciła mu pewien szalony pomysł. Po kilku latach od operacji gdy już nic, kompletnie nic nie dało się zrobić. Postanowił zostać zawodowych trenerem. Był już starszy i jak najbardziej wydoroślał ! Wiedział, że to dla niego najlepsze wyjście.

Kompletnie mnie zamurowało. Ta opowieść uświadomiła mi pewien rodzaju przekaz. Chociaż jeśli bym się bardziej nad tym zastanowił, na pewno zrobił bym to jeszcze raz. Nie potrafiłbym przejść obok przyjaciela obojętnie. W połowie opowieści zrozumiałem, że trener właściwie mówił... o sobie. Praktycznie wszystko mi się zgadzało. Widziałem, że trener grał w PSG, było o 2 lata starszy i jego przyjaciel miał wypadek. Zawsze zastanawiałem się dlaczego skończył tak wcześnie karierę piłkarską. I właśnie dzisiaj dostałem odpowiedź. 
Siedziałem cicho, nie wiedząc co powiedzieć na tą szokującą opowieść. Trener podał mi rękę i wyszedł z pokoju. Zostawił mnie samego w totalnym szoku. Niedługo po wyjściu trenera przybiegła do mnie Aneta z telefonem w ręce. 
- Halo! Kto mówi ? - zapytałem nie patrząc w ekran.
- Cześć, tu Neymar. Właśnie oglądałem skróty z twojego meczu. Jak żyjesz stary ? - zapytał.
- Już w sumie spoko. Leże sobie w łóżku i odpoczywam. - byłem zaskoczony jego telefonem.
- Ty, ale nic Ci się nie stało ?! Kurwa, stary przestraszyłeś mnie! 
- Już wszystko w porządku. - Próbowałem go uspokoić. - Lepiej mów co u ciebie ?
- Zaczynam powoli trenować, ale za to pokłóciłem się z Viką, a Messi ma mnie w dupie po tym co mu powiedziałem. - powiedział załamany.
- Coś Ty mu powiedział ? - Ciekawiło mnie to.
- Wygarnęłam mu że jest cholernym tchórzem i nie zrobił tego co Ty, a jest moim najlepszym kumplem.
- Eeeej Ney, ale Messi poszedł ze mną zrobić te badania. Tyle, że po prostu coś się nie zgadzało. Czaisz ?!
Nagle połączenie zostało zerwane. Albo raczej piłkarz się rozłączył. Po chwili dostałem od niego sms-a "Dzięki Michał. Jadę do Leo! Strzałka :)". Gdy właśnie czytałem tą wiadomość do pokoju wparował Jordan z Kamilem. Zabrali mnie do salonu gdzie trwała już impreza! Zobaczyłem masę moich znajomych. Jaca co chwilę mi polewał. Miałem wrażenie, że już nad tym nie panował. Następnego dnia mieliśmy trening i znając życie trener nas zabije jak się na nim nie stawimy. Skończyliśmy imprezę jak robiło się już jasno. Nie miałem pojęcia jak znalazłem się z powrotem na górze. Po zejściu na dół nie pamiętałem nic, kompletnie nic. Nadal w głowie miałem rozmowę z trenerem. Właściwie teraz dopiero miałem świadomość co mogło mi się stać. W południe obudziła mnie Aneta sprzątająca w sypialni. O 12:30 miałem trening! Dziewczyna ogarnęła szybko moje ciuchy na trening i zawiozła mnie na stadion. 
- Co Ty tu robisz ? - zapytał zaskoczony trener. 
- Przyjechałem na trening. 
- Nawet o tym nie myśl. Najpierw musisz zrobić badania, a potem zastanowię się co dalej. - stałem jak słup. - Byłem głupi, że wczoraj wpuściłem się na boisko. Przepraszam!
Nie chciałem się kłócić. Nie po tym co wczoraj od niego usłyszałem. Widziałem jak będzie teraz reagował na moje decyzję. Od razu postanowiłem pójść do klubowego lekarza i zrobić badania. Chciałem wiedzieć ile znowu czasu mam przerwę. Na szczęście okazało się, że muszę odpocząć jakieś 2-3 dni i mogę zabierać się do cięzkiej pracy.

****************************************

 Przez całe 3 tygodnie ćwiczyłem bardzo ciężko i wydaje mi się, że już jest wszystko w porządku. W końcu robię postępy i nie boli mnie brzuch. Gdy wczoraj na treningu Kamil mnie sfaulował i nie wstawałem przez chwile, od razu zlecieli się chłopaki. Na szczęście wszystko było w porządku. Ćwiczyłem po 2 godziny dziennie na siłce i boisku. Chciałem wrócić do dyspozycji takiej jaka miałem przed operacją. Co najlepsze już prawie mi się udało. 
Dzisiaj gramy najważniejszy finał w tym roku i oczywiście chcemy obronić ten tytuł. Od rana byłem już na nogach. Najpierw pojechaliśmy do Jordana. Zagraliśmy z Fifę i coś zjedliśmy. Oboje mieliśmy kilka spraw do załatwienia. Na 17 wszyscy byliśmy na stadionie narodowym. Trener zrobił nam przed meczową odprawe, a potem Jakub w roli kapitana powiedział parę słów.
- Chłopaki, dajmy z siebie wszystko! Walczymy do końca! Kto mistrzem jest ?! - krzyknął
- AWKS!!! - dokończyliśmy.
Większość trybun była ubrana w nasze barwy klubowe. Stanęliśmy na baczność i z naszych i 60 tyś kibiców wybrzmiał Mazurek Dąbrowskiego.
Mecz zacząłem w pierwszym składzie. Cieszyłem się, że trener mi ufa! Osobiście grało mi się ciężko, ale nasi rywale byli bardzo mocni. W 20 minucie padła bramka na 0:1. Wtedy przypomniały mi się słowa Iniesty " Never stop fighting !". Podszedłem do Jordana i Kamila.
- Chłopaki, pamiętacie tę akcję na ostatnim treningu? - kiwnęli zgodnie głowami. - Zróbmy to! - przybiliśmy żółwiki. 
Podszedłem do piłki, sędzia dmuchnął w gwizdek. Podałem ją do Jordana i rozegraliśmy tą akcje, o której przed chwilą rozmawialiśmy. Po chwili Kamil był sam na sam z bramkarzem. Przelobował go i piłka wpadła do bramki. Zaczęliśmy cieszyć się jak dzieci. Było ciężko wyprowadzić nam jakąś fajną akcję. Po 45 minutach zeszliśmy do szatni. Musiałem zabrać głos... Mecz był bardzo zacięty. Ostatecznie w 89 minucie Seba dostał piłkę od Kacpra i uderzył z główki. Odbiła się od murawy i wpadła do bramki. Sędzia doliczył 4 minuty. Rywale mieli dużo akcji, ale na szczęście mieliśmy nie zawodnego bramkarza, który wyciągnął 3 piękne piłki. Sędzia dmuchnął w gwizdek. KONIEC! Latałem po boisku jak opętany. Stanęliśmy w kółku, a Seba wlazł do środka.
"Kto mistrzem jest ? AWKS! Kto? AWKS! Kto? AWKS! sialalalal lalala llala"
Po niespełna 10 minutach prezes PZPS przyniósł nam puchar, który nasz kapitan uniósł do góry. Ten rok kończy się tak dobrze jak i się zaczął. Tak miałem dobry humor, że udzieliłem wywiadu Wirtualnej Polsce.
- Jak się czujesz po zwycięstwie najważniejszego turnieju ? - zapytał dziennikarz.
- Cudownie! Jeszcze nie wierze, że to osiągnęliśmy!
- Jak spędzisz tegoroczne święta i sylwestra ? - zadał kolejne pytanie.
- Nie mam jeszcze żadnych planów. Święta pewnie z rodziną i dziewczyną, a sylwestra z przyjaciółmi. - uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Hitem było to, że zostałeś wypożyczony do Barcelony na miesiąc. Jak to wspominasz ? 
- Tego nie da się opisać. Po prostu trzeba to przeżyć. Wszyscy tam są cudowni i mili. To coś cudownego zagrać razem z Messim, Neymrem czy Iniestą! Wszyscy są wspaniali! Chłopaki pozdrawiam.
- A co mamy Ci życzyć w 2017 roku ? - zapytał.
- Na pewno dużo zdrowia i coraz więcej sukcesów.
- Tak, dokładnie tego Ci życzę! Jeszcze raz gratuluje i dziękuje! - podał rękę.
- Również dziękuje! 
Pobiegłem w głąb korytarza gdzie szli moi koledzy. To było coś pięknego i niesamowitego! Wszyscy szybko opuściliśmy szatnie by udać się do klubu. Ruszyłem razem z Jordanem. To chyba z nim dogadywałem się najlepiej! Oboje pojechaliśmy do mnie. Musiałem się jeszcze trochę ogarnąć przed imprezą. Gdy przekroczyliśmy prób mojego mieszkania na szyje rzuciła mi się Aneta, a za nią Aga! Piotrek postanowił wziąć je na imprezę. 
W shinie wszyscy na nas czekali! Wróciliśmy do domu nad ranem. To był cudowny rok. Tyle wygranych mecz i na dodatek Barcelona. Moje życie było cudowne... Zbliżały się święta,  a ja musiałem pokupować prezenty. Czułem się na prawdę wspaniale, że znów spotkamy się w tak licznym gronie rodzinnym.

 _________________________________________________________

Liczę, że chodź odrobinę wam się spodoba ten rozdział. Nie jest jakiś cudowny, ale myślę, że chyba nie jest taki zły. Próbowałam napisać go jak najdłużej! 
Jeśli macie jakieś UWAGI lub PROŚBY! Piszcie, postaram się je spełnić.
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ <3
Nie pogniewam się jeśli polecicie mojego bloga :D
Miłego czytania!  Pozdrawiam, 
Realistka ! :3

środa, 1 lipca 2015

Rozdział 3 " Z dedykacją dla tych, co w oczy przyjaciele, a za plecami skur*wiele"

Postanowiłem zostać razem z Leo. Nie chciałem martwić Anety i wysłałem ją do domu. Bałem się o zdrowie Neya. To chyba z nim dogadywałem się najlepiej. Czułem, że muszę mu pomóc za to wsparcie jakie od niego dostałem. Ruszyliśmy taxi prosto do ogromnego szpitala, w centrum Barcelony. Przed salą stała jego narzeczona i rodzice. Po chwili dołączył do nas lekarz. Po informował nas, że Neymarowi potrzebny jest natychmiastowy przeszczep nerki. Byłem w totalnym szoku.  Piłkarz był w stanie krytycznym i liczyła się każda minuta. Postanowiliśmy od razu z Messim zrobić badania związane z przeszczepem. Mieliśmy nadzieje, że któryś z nas będzie mógł być dawcą. Te chwile ciągnęły się w nie skończoność... Nie długo później przyjechali pozostali piłkarze z Katalonii. Wszyscy bardzo wspieraliśmy rodzinę przyjaciela. Po godzinie czekania wrócił do nas lekarz z naszymi wynikami.
- Który z Was to Michał Walaszek? - podniosłem rękę. - Pan przeszedł pomyślnie badania i jest pan 100 % dawcą! Zapraszam do gabinetu. - uśmiechnął się.
Przez głowę przeszło mi tysiące myśli. Zastanawiałem się czy to dobrze, czy źle. Chłopaki zaczęli się cieszyć. Wiedziałem, że to będzie duże ryzyko ale nie mogłem zrezygnować w takiej w chwili. Nie mogłem zawieść tych ludzi za drzwiami, moich przyjaciół. Wypełniłem wszystkie formalności i musiałem przygotować się do operacji. Postanowiłem napisać mojej dziewczynie sms-a : "Kochanie, Neymar jest w stanie krytycznym i potrzebuje natychmiastowego przeszczepu. Nie martw się, buźka ;3"
Za chwilę usłyszałem znajomą melodię. Dzwoniła Aneta.
- Michał, ty mi nie mów, że to Ty jesteś tym... - nie mogła wymówić tego słowa.
- Tak Misiu, to ja jestem dawcą. Nie martw się o mnie. Zadzwonię po wszystkim. Kocham Cię! - rozłączyłem się.
W tej chwili to Ney był najważniejszy. Musiałem mu pomóc! Tuż przed operacją przyszedł do mnie lekarz.
- Gotowy ? - zapytał, trzymając moją kartę z wynikami. Kiwnąłem twierdzącą głową.
- Panie Doktorze, czy ja będę mógł...nadal grać? - musiałem o to zapytać.
- Panie Michale to zależy jak zachowa się pana organizm po operacji. Nie mogę panu tego zagwarantować ale szanse są dość duże. - uśmiechnął się nieśmiele.- Nadal Pan może się wycofać! - odparł.
- Nie, absolutnie nie rezygnuje. - powiedziałem tak pewnie jak się tylko dało. 
Dokładnie o 16:20 byłem na bloku operacyjny. Pielęgniarka prosiła żebym policzył do dziesięciu. Gdy założyła mi maskę zacząłem odliczać "1...2...3...4...5...6..."
Obudziłem się w pustej białej sali. Słyszałem tylko dźwięk urządzeń "Pik...pik...pik...pik...". Nie miałem siły się ruszyć. Jedynie na co mnie stać to podnieść z pułki telefon. Miałem 23 nieodebrane połączenia od Jordana, Agi i Anety. Napisałem im sms-a " Już po operacji. Wszystko w porządku :)". Nawet nie byłem świadomy tego, że zamykam oczy. Gdy ponownie je otworzyłem, zobaczyłem przed sobą Suareza. Od razu zapytałem o stan przyjaciela. Martwiłem się i chciałem wiedzieć czy wszystko w porządku. Na szczęście operacja się udała! Jak już dotarła do mnie ta wiadomość odetchnąłem z ulgą. Rozmawiając z Luisem spostrzegłem, że również martwił się o mnie. Byłem szczęśliwy, że nie jestem im obojętny. Nadal byłem zmęczony, więc postanowiłem się przespać. Obudziłem się już w środku nocy. Na zegarku widniała godzina 01:24. Koło mnie siedział sam król footballu. Zastanawiałem się co on robi o tej porze w szpitalu, na dodatek przy moim łóżku. Lekarz stał tuż przy nim z moimi wynikami.
- Co Ty tu robisz ? Jak Neymar ? - zapytałem.
- Nadal śpi, ale już wszystko w porządku. A Ty jak się czujesz ?
- Nie mam siły i wszystko mnie boli. - powiedziałem na jednym tchu.
- To normalne przy takiej operacji. - wtrącił się lekarz.
Jak już lekarz wyszedł z sali, Leo przeprosił mnie jeszcze raz i z całego serca podziękował. Był mi strasznie wdzięczy za to co zrobiłem. Myśląc o tym stwierdziłem, że zrobił by to jeszcze raz. Czekam tylko na to kiedy stąd wyjdę i znowu zagram. Nie pogodził bym się z tym, że więcej nie wyjdę na boisko jako piłkarz. Będę walczył nawet tak długo jak będzie to potrzebne.

*******************************************

Po pięciu dniach spędzonych w szpitalu, w końcu mogę wyjść. Nie zniósł bym nadal tu leżeć. Lekarze nie widzieli żadnych przeszkód bym mógł wrócić do kraju. Nadal wszystko mnie boli i ciężko mi chodzić ale nie mieli przeciwwskazań. Przed wylotem chciałem jeszcze zajść do Neymara i pożegnać się z nim.
- Jak się czujesz, stary ? - zapytałem śmiało.
- Już lepiej, dużo lepiej! - uśmiechnął się. - Dziękuje, nawet nie wiesz jak bardzo chcę ci podziękować.
- Na prawdę nie masz za co...
- Ale Messi by tego nie...
Urwał w pół zdania bo do sali wpadł właśnie Leo. Atmosfera była napięta. Po 17:00 już ich opuściłem, bo musiałem jechać na lotnisko. Po północy wylądowałem na Okęciu w Warszawie. Z lotniska miałem blisko do domu ale nie miałem siły pójść na piechotę. Cała podróż kosztowała mnie dużo zdrowia. Wszedłem po cichu do domu, by  nikogo nie obudzić, ale nie dałem rady. Nagle z korytarza wyskoczyła Aga i rzuciła mi się na szyję. Wydałem z siebie dźwięk bólu... Aga powoli odsunęła się ode mnie by mnie przypadkiem nie urazić. Miałem z kimś porozmawiać i padło akurat na nią. Zwierzyłem jej się z obawa jakie miałem podczas operacji. Cieszyłem się że mogłem jej tak dużo powiedzieć. Położyłem się do łóżka gdy robiło się już jasno... Cudownie było znowu spać we własnym łóżku. Obudził mnie grzechot w kuchni. Pomyślałem, że siostra coś gotuje, ale chciałem się upewnić. Ujrzałem Anetę grzebiącą w szafkach. Podszedłem do niej powoli by się z nią przywitać, a ona tak samo jak Aga, od razu rzuciła się na mnie. Znowu zwijałem się z bólu. Gdy poczuła moje napięte mięśnie również mnie puściła!
- Bałam się o ciebie... - przytuliłem ją dość lekko. - Cieszę się, że wróciłeś cały i zdrowy.
- Nie powiedziałbym że całkiem zdrowy. - podniosłem do góry koszulkę.- Musiałem to zrobić.
- Wiem, Michał. Rozumiem! - pocałowała mnie.
Zjedliśmy śniadanie i porozmawialiśmy. Bardzo się o martwiła! Przez całą rozmowę trzymała mnie za dłoń i nie chciał puścić chodź na chwilę. Po południu zawiozła mnie na trening mojej drużyny. Trener był na mnie trochę wkurzony... Chłopaki przywitali mnie bardzo ciepło. Postanowiłem zaprosić ich do siebie na małe piwko. Gdy chłopaki grali mecz postanowiłem porozmawiać z Panem Jackiem.
- Cześć trenerze. Co słychać w wielkim świecie ? - zapytałem żartobliwie.
- Cześć Michał. - odparł sucho. - Jak się czujesz ? Nawet nie wiesz jaki jestem na ciebie wkurzony.
- Taaa, widzę. Ale musiałem to zrobić. - usiadłem zmęczony na ławkę.
- Mogłeś mnie przynajmniej uprzedzić. Nie pomyślałeś o tym, że będę się martwił ? - zapytał
- Ney był w stanie krytycznym i działaliśmy spontanicznie. Nie było czasu na takie rzeczy. Sorry trenerze!
- Chyba się nie dogadamy, co ? - zapytał zdenerwowany.
- No właśnie chyba nie! Do widzenia.
Odchodząc, przypomniałem chłopakom i dzisiejszym spotkaniu. Wpadli do mnie zaraz po treningu. Obejrzeliśmy wspólnie wszystkie zdjęcia i filmiki z Barcelony. Uważali mnie za szczęściarza, sam się za niego uważałem. Nie wszyscy mogą na co dzień grać z najlepszymi piłkarzami świata! Byłem szczęśliwy, że mogłem to przeżyć i poznać takich świetnych ludzi. Miałem nadzieje że zobaczę Neymara jak najszybciej na boisku. Postanowiliśmy z chłopakami obejrzeć jakiś film. Spór toczył się o "Szybcy i Wściekli 7" a "Paranormal Activity 5". Nie mogliśmy się zdecydować. Pech chciał, że było nas 10 i głosy podzieliły się po równo. Gdy chłopaki zastanawiali się co będzie lepsze i czytali po raz 100 recenzje filmów, ja poszedłem zrobić nam popcorn. Gdy wróciłem z chłopakami siedział już Aneta. Wtedy już wiedziałem jak rozstrzygniemy spór. Zdecydowałem, że to właśnie ona wybierze film, który mamy oglądać. Wszystko się wyjaśniło, bo Aneta wybrała Szybkich i Wściekłych. Moja dziewczyna kocha ten film. Z resztą tak jak ja. Wszystkich nas wciągnął...
- Wasil... Czemu płaczesz ? - Kacper otarł swoje oczy. -Wpadło Ci coś do oka ?
- Zamknij się, bo zaraz Ci wyjebie. - krzyknął Kuba
- Najpierw mnie złap. - uśmiechnął się.
Nagle Wasil zaczął gonić Kubę po całym domu. Przy tym darli się niesamowicie. Co najlepsze co drugie słowa padało przekleństwo. Skończyło się na tym, że Kuba wepchnął go do wanny i włączył prysznic. Wrócił do nas ucieszony z uśmiechem na twarzy. Chwilę później Kacper wołał do mnie z łazienki, żebym dał mu jakieś suche ciuchy. Kapi po chwili gdzieś zniknął na 10 minut, a gdy wrócił zgarnął mnie do kuchni i powiedział jaki plan przed chwilą zrealizował. Wiedziałem, że wybuchnie z tego afera. Czekałem tylko aż zaczną zbierać się do domów. Po godzinie gry w " Państwa-miasta" chłopaki zaczęli zbierać się do domu. Pierwszy poszedł Kamil a zaraz za nim Maciek.
- Kurwaaaaa! - usłyszeliśmy z przedpokoju.
- Co jest debilu ? - zapytał Kacper.
Wszyscy pobiegliśmy do nich. gdy tylko ujrzeliśmy Kamila i Maćka w stercie zawiązanych butów, wybuchnęliśmy śmiechem.
- Zajebie Cię Kacper, przyrzekam! Już nie żyjesz. Masz przejebane, gwarantuje!
Nie wzruszyło go to, a wręcz przeciwnie leżał na podłodze i zwijał się ze śmiechu. Siedzieliśmy i obserwowaliśmy jak chłopaki mordowali się z rozwiązywaniem butów. Zakończyło się tym że uciekli sobie sznurówki....
 ________________________________________________
Nie wyszedł mi tak jak chciałam.... Nie jest takie długi jak chciałam... Mam nadzieje, że się podoba! Życzę miłego czytania i zapraszam do komentowania :D
Pozdrawiam :*