piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 2 "Rób to co kochasz, a zobaczysz, że będziesz szczęśliwy każdego dnia."

Trener obiecał mi, że zagram w dzisiejszym nieoficjalnym meczu! Miałem wejść zaledwie na kilka minut. Byłem szczęśliwy, że zagram razem ze światowymi zawodnikami. Poprosiłem Anetę żeby przyszła na mój debiut. Zgodziła się, chodź wcale nie miała ochoty...
Mecz układał się po naszej myśli. Wygrywaliśmy 4:0 po golach 2x Messiego, Suareza i Neymara. Trener dał mi zagrać w 79 minucie. Luis wpuścił mnie, zmieniając z Neymarem. Miałam na prawdę sporo akcji ale żadnej nie wykorzystałem. Dopiero w 90 minucie dostałem piłkę od Fabregasa. Zostałem sam na sam z bramkarzem. "Myśl Michał, myśl!" ~powtarzałem sobie w głowie. Zauważyłem, że bramkarz wyszedł dalej od bramki. Wtedy przeszedł mi do głowy pewien pomysł. Gdy podbiegł do mnie dość blisko, przelobowałem go i patrzyłem jak piłka leci w stronę bramki. Na trybunach zaczęło się szaleństwo! Rzuciłem się na ziemie ciesząc z bramki. Podbiegli do mnie pozostali zawodnicy Barcy i gratulowali mi. Schodząc z boiska zobaczyłem uśmiechniętego Enrigue. To był na prawdę cudowny widok. Wiedziałem, że więcej tego mogę nie zobaczyć. Po meczu była impreza u Messiego. Nie zdziwiłem się że nie byłem zaproszony. Gdy kibice opustoszyli stadion, wróciłem na murawę by jeszcze poćwiczyć. Aneta poszła na spotkanie z kolegą, a ja miałem ciszę i spokój. Nagle na boisku pojawił się Leo.
- Co tu robisz ? Nie poszedłeś na własną imprezę ? - zapytałem spokojnie.
- A co to za impreza bez strzelcy ostatniego gola ? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- To może jak już tu jesteś to powiesz mi dlaczego mnie tak nie lubisz ? - uśmiechnąłem się.
- Może w swoim czasie, młody. - wyciągnął do mnie dłoń. - Gratulacje dzisiejszej bramki.
Odwrócił się i zszedł z boiska. Nie wiedziałem po co on tu przyszedł... Nie wierzyłem żeby przyszedł pogratulować mi bramki. Nie mogłem się skoncentrować na dalszych ćwiczeniach, więc wyszedłem ze stadionu. Pod Camp Nou stała grupka ludzi otaczająca Messiego. Pomyślałem, że rozdaje autografy ale po chwili dostrzegłem, że piłkarze leży na ziemi. Bez namysłu podbiegłem do niech i uderzyłem jednego, a potem drugiego w twarz. Za chwile reszta uciekła w ciemną uliczkę. Nie obchodziło mnie, że mogłem mieć kłopoty. Leo oddalił się bez słowa. Postanowiłem nie zwracać na niego uwagi i wrócić prosto do domu. Aneta rozmawiała z Oskarem przez telefon. Byłem bardzo zmęczony i położyłem się spać...
Następnego dnia, po treningu gdy wychodziłem już z chłopakami na katalońskie piwo, które mi tak bardzo smakowało, zaczepił mnie Szanowny Pan Messi. Znów pomyślałem, że mnie w jakiś sposób upokorzy, ale nie zrobił tego. Poprosił żebym poszedł z nim do pabu obok klubu. Nie miałem powodu żeby się nie zgodzić.
- Po co mnie tu przyciągnąłeś ?! Mam się spodziewać jakiegoś żarciku czy coś ? - zapytałem poważnie.
- Nie. Chciałbym ci ...podziękować za wczoraj. - wyciągnął do mnie rękę.
- Czekaj czekaj... Mógłbyś powtórzyć ?! - zaśmiałem się. - Ej, a może Ty masz gorączkę ? - dotknąłem jego głowy.
- Nie no stary przepraszam za moje zachowanie przez ostatnie 2 tygodnie. - na prawdę był poważny.
- Dobra niech będzie! Ale teraz mi powiedz dlaczego?! - musiałem wiedzieć.
- To wyda Ci się głupie, ale... - zawahał się. - myślałem, że chcesz zająć moje miejsce w Barcy.
Nie wytrzymałem i wyśmiałem go. Jak mógłbym zastąpić człowieka nie z tej planety. Jak miałbym być lepszy od mistrza footballu... On na prawdę musiał mieć coś z głową żeby tak myśleć. Rozmawialiśmy do późna... Byłem szczęśliwy, że się pogodziliśmy. Nie chciałem mieć z nim żadnych spięć. Przyjechałem tu żeby się od nich czegoś nauczyć, a nie zająć jego miejsce w Katalonii.
W domu była wielka impreza. Nigdzie nie mogłem znaleźć Anety. Nie mogłem uwierzyć, że zostawiła dom pełen ludzi. Siedziałem na sofie i rozmawiałem z jakąś przypadkową laską, popijając kolejne piwo. Po północy wróciła do domu z Oskarem. Byłem cholernie wściekły i zazdrosny! Od naszego przyjazdu tutaj ciągle się z nim spotyka. Musiałem z nią koniecznie porozmawiać w cztery oczy. Niestety nie doszliśmy do porozumienia i pokłóciliśmy się. Nie miałem ochoty na nią patrzeć tamtego wieczoru. Spakowałam strój na jutrzejszy trening i pojechałem do Neya. Zastałem u niego Pique i Alvesa. Oglądali razem jakiś horror i chętnie do niech dołączyłem. Nie miałem ochoty się kłócić z Anetą. Jeszcze powiedział bym jej o jedno słowo za dużo.Spędziłem męski wieczór w towarzystwie piłkarzy. Rano pojechałem z młodym na trening. Messi nie zachowywał się już w stosunku do mnie źle. Wręcz przeciwnie było na prawdę miło i zabawnie! Wszyscy się wyluzowaliśmy i trenowaliśmy pełną parą. Chłopaki po treningu zaprosili mnie na piwo ale musiałem jeszcze porozmawiać z Anetą. Gdy wróciłem czekała już na mnie z obiadem. Zrobiła moje ulubione danie, pyszną lazanie. Wyglądała pysznie i smakowała pewnie tak samo...
- Musimy pogadać... - Zacząłem.
- Proszę nie zaczynaj znowu tego tematu. - krzyknęła.
- Nie denerwuj się. Po prostu jeszcze go nie skończyliśmy. - powiedziałem tak spokojnie jak tylko potrafiłem.
- Nie mamy o czym rozmawiać. - odpowiedziała cicho.
- Nie spodoba mi się to, że zrobiłaś imprezę nie mówiąc mi o tym i zostawiając ich samych w naszym mieszkaniu.  - mówiłem wprost. - I nie podoba mi się Oskar.
- Jesteś zazdrosny ?! No daj spokój misiu. - przytuliła mnie. - Oskar to tylko kolega.
- Kolega z którym spędzasz więcej czasu ode mnie i robisz z nim imprezy. - Zdenerwowałem się.
Rozmawialiśmy dość długo, ale nie potrafiłem się z nią dogadać. Zostawiłem ją samą w jadalni i poszedłem pogadać na skypie z Jordanem. Chciałem żeby mi jakkolwiek doradził, ale on nie potrafił mi pomóc... Musiałem sobie poradzić sam. Wiedziałem, że jakoś sobie dam radę. Nigdy się nie poddawałem. A jeśli chodzi o związek zawsze próbowałem wszystko wyjaśniać. Nie chciałem nie zręcznych sytuacji.
Gdy Aneta przyszła do łóżka chciałem z nią jeszcze raz o tym porozmawiać.
- Przepraszam! - ubiegła mnie. Przytaknąłem. - Za to, że zrobiłam tą głupią imprezę nic Ci nie mówiąc. W końcu to twój dom... Przepraszam, że Cię nie wspierałam i że spotykałam się z Oskarem.
- Jedna mała poprawka... NASZ dom. A teraz posłuchaj mnie uważnie mała. - oddychałem nerwowo.- Bardzo, ale to bardzo cieszę się że tu ze mną jesteś. Dzięki tobie poradziłem sobie z tym całym zamierzaniem związanym z Messim. Dajesz mi wielkie wsparcie i na prawdę jesteś dla mnie ważna. Oskar... Po prostu jestem o niego zazdrosny! Chciałbym wiedzieć, że po prostu jesteś ze mną szczera. - ulżyło mi.
Czułem ogromną ulgę, że jej to w końcu powiedziałem. Nie chciałem żeby źle wspominała wyjazd do najpiękniejszego miasta w Hiszpanii! Pogłaskałem ją po policzku i poczułem łzy.
- Aneta, co się stało kochanie? Powiedz mi, proszę. - pocałowałem ją w czoło.
- Nic misiu. Po prostu doszło do mnie to jak bardzo Cię kocham! - uśmiechnęła się.
Przytuliłem ją mocniej. Dobrze czasem usłyszeć takie słowa od ukochanej osoby. Byłem na prawdę szczęśliwy, że już jest między nami okej. 

************************************

Dzisiejszy dzień jest dla mnie wyjątkowy. To już ostatni dzień mojego stażu a jutro wracam do domu. Nie miałem ochoty stąd odchodzić. Było tu na prawdę cudownie! Katalończycy to jedna wspaniała rodzina. To co ty przeżyłem będę pamiętał do końca życia. Przekonałem się na własnej skórze, że Ci piłkarze walczy o każdą piłkę i pokazuje na prawdę kawał dobrego footballu. Bardzo się cieszę, że ich poznałem i spędziłem z nimi ten miesiąc. Na pewno dużo stąd wyniosę! Przez cały pobyt tutaj nauczyłem się cierpliwości i dowartościowałem się jako piłkarz i człowiek. Wiedziałem, że będę tęsknić za tym wspaniałym miejscem i za całą Barceloną. Ci ludzie nauczyli mnie tak dużo, że nie odpłacę się im do końca życia! Byłem przekonany o jednym, na pewno tu kiedyś wrócę.
Jadąc na ostatni trening myślałem jak on będzie dzisiaj wyglądał... Miałem nadzieje na kawałek dobrej gry. W szatni nikogo nie było, więc przebrałem się szybko i wyszedłem na boisko. Na murawie byli wszyscy zawodnicy, trenerzy i prezes. Nie sądziłem, że będę miał takie cudowne pożegnanie. Musiałem im coś powiedzieć. Chodź nie miałem przygotowanej przemowy. Nie chciałem zostawić ich tak bez słowa.
- Chciałem Wam ogromnie podziękować, że przyjęliście mnie tu tak miło! Dziękuje, że mogłem poczuć się jak w domu. Wiem, że jesteście jedną wielką rodziną i poczułem to. Na prawdę nie zmienię miło mi że mogłem z wami zagrać i nauczyć się od was tak wiele. Na pewno wyniosę stąd dużo doświadczenia. Dziękuje Wam za wszystko, na prawdę! - do oczy zebrały mi się łzy.
- Ooo stary ale dowaliłeś przemowę. - krzyknął Leo 
- Trenerze to może zrobić jakąś imprze pożegnalną dla Michała i trening po południu ? - zapytał Neymar
- No dobra. Zgadzam się! - powiedział z uśmiechem.
Trening odbył się jak zwykle. Przez cały czas myślałem o tym że to już koniec mojej cudownej przygody.
Wieczorem poszliśmy na imprezę. Wszyscy przyszliśmy z osobami towarzyszącymi. Wypiliśmy dużo i pobawiliśmy się do samego rana. Na zabawie dostałem od chłopaków wielką antyramę z naszymi zdjęciami wspólnymi zdjęciami i własnoręcznie robiony puchar.
Obudziłem się po 12 i musiałem już szykować się na samolot.. Wynosząc bagaże do taxi na podjeździe spotkałem Messiego... Po jego minie stwierdziłem jednoznacznie że coś się stało.
- Michał, błagam pomóż mi !! - szlochał.
- Ale co się stało Leo ? - zapytałem.
- Neymar... Neymar miał wypadek i leży w szpitalu... Pomóż proszę! - zakrył twarz dłońmi.
_____________________________________________
Cóż... następny rozdział skończony. Udało mi się napisać go na rozpoczęcie wakacji :).
Jak myślicie czy to coś poważnego ? Czy Neymar się z tego wyliże ? 
Podobał wam się ...? Zostawcie po sobie ślad :)
Pozdrawiam i miłego czytania ! :D

niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział 1 " Nigdy nie pozwól aby ktoś zniszczył twoje marzenia!"

Obudziłem się o 14:20 z potwornym bólem głowy. Już żałowałem, że wczoraj aż tyle wypiłem. Nie miałem pojęcia jak wróciłem do domu. Od jakiejś 01:30 urwał mi się film! Gdy udzieliłem wywiadu Panu z lokalnej gazety pojechaliśmy z Anetą do klubu gdzie byli już chłopaki z drużyny. Cieszyłem się, że dostaliśmy około miesiąca wolnego. Musiałem odpocząć, bo to był na prawdę ciężki sezon. Zszedłem na dół po wodę. Nikogo nie było w domu. Dopiero wtedy przypomniałem sobie, że rodzice wyjechali do Poznania na szkolenie, a siostra na wakacje z przyjaciółmi na Majorkę. Na stole w kuchni leżały jakieś 2 koperty zaadresowane na moje nazwisko. W jeden był list od rodziców...

        Synu,
Jesteś już dorosłym facetem i zasługujesz na szczęście. Dobrze wiesz jak bardzo Cię kochamy i wiemy jak poświęcasz się piłce nożnej. Chcieliśmy abyś spełnił swoje największe marzenie. Zawsze chciałeś pojechać do Hiszpanii, do Barcelony! Będziesz miał okazje obejrzeć mecz na Camp Nou, a nawet zagrać razem z najlepszymi zawodnikami na świecie. Razem z twoim trenerem postaraliśmy się abyś mógł zagrać tam przez miesiąc. Luis Enrique i władzę klubu zgodziły się abyś mógł być tam wypożyczony. Wylot masz dziś o 19:45. Nie spóźnij się! Powodzenia!
Kochamy Cię, 
mama i tata.

Otworzyłem drugą, grubszą kopertę. W niej znajdowały się dwa bilety, około 10 tyś złotych i karta z klubu Fc Barcelony. Byłem na prawdę w ciężkim szoku. Nie wierzyłem, że moje największe marzenie właśnie się spełni! Nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że zagram z Messim, Neymarem czy Suarezem. Zastanawiało mnie tylko jedno... Dlaczego są właśnie dwa bilety? Kto miał ze mną polecieć do Barcelony?
Gdy Aneta weszła do mojego domu z walizkami, domyśliłem się, że to właśnie ona ze mną leci. Cieszyłem się że moja dziewczyna będzie mnie wspierać w realizowaniu swoich największych marzeń. Z niedowierzania zadzwoniłem do trenera by zapytać czy to prawda. Pan Jarek nie pozostawił mi żadnych wątpliwości.
Byłem na prawdę w szoku... Będę grał z mistrzami Hiszpanii czy zwycięzcami Ligi Mistrzów! Z dogadaniem myślę, że nie będzie żadnego problemu, bo uczę się języka hiszpańskiego od 7 lat.

*************************************

Lecę właśnie biznes-klasą z najpiękniejszą dziewczyną do najlepszego klubu na świecie. Nadal nie wierzę, że to się dzieje. Mam nadzieje, że się tam odnajdę i nauczę jak najwięcej. W końcu nie zawsze ma się motto "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą". Dolecieliśmy na miejsce około 24 w nocy. Byłem zmęczony podróżą. Rodzice także kupili tu małe mieszkanie nie daleko stadionu. Na szczęście kierowca taxi wiedział gdzie dokładnie się znajduję. Gdy tylko dojechaliśmy na miejsce, napisałem sms-a do rodziców z podziękowaniami! Jutro o 9:30 mam spotkanie z prezesem Camp Nou, a potem pierwszy trening z Barceloną. Jeśli miałbym być szczery to miałem pewne obawy z zaaklimatyzowaniem się. Czeka mnie jutro wiele wydarzeń ale chyba najlepiej byłoby teraz pójść spać i o tym nie myśleć.
Obudziłem się przed 7:00 denerwując się przed dzisiejszym spotkaniem. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić, nosiło mnie po całym mieszkaniu. Dziesięć minut przed ustaloną godziną byłem na stadionie i za chwilę miałem spotkanie z prezesem.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - zapytała grzecznie sekretarka.
- Witam. Nazywam się Michał Walaszek i byłem umówiony z prezesem.- powiedziałem pewnie.
- A tak, zapraszam za mną.
Ruszyła do dużego gabinetu z tabliczką "Josep Maria Bartomeu". Porozmawiałem z nim o mnie i swoich zainteresowaniach po za piłką nożna. Pan Bartomeu był bardzo uprzejmy i zabawny. Rozluźniłem się przy rozmowie z nim. Następnie zaprosił mnie na stadion gdzie była aktualnie Duma Katalonii. Josep zapoznał mnie z Luisem i Juanem, asystentem trenera. Od razu zwołał katalońskich zawodników i również mnie przedstawił.
- A ten wielkolud co tutaj robi? - zaśmiał się Messi. - Pique masz konkurencje. - krzyknął.do obrońcy.
- Leo, Michał gra na twojej pozycji. - powiedział z uśmiechem trener.
Król footballu zmarszczył brwi, a chłopaki zaczęli buczeć. Puyol dał mi strój i zaprowadził do szatni. Byłem w drużynie z Neyem, Alvesem, Iniestą, Pique, Rakiticiem, Albą, Mascherano i ter Stegenem! Kilka zawodników ćwiczyło indywidualnie nad podaniami i strzałami. Ogólnie chłopaki byli ze mnie zadowoleni.
Gdy już chodziliśmy do szatni Messi szturchnął mnie, a potem powiedział " Nie przyzwyczajaj się tak. Długo tu nie zabawisz".
Wiedziałem, że nie może być tak pięknie tak by się wydawało. Wychodząc ze stadionu zaczepił mnie Neymar. Pomyślałem, że i on ma do mnie jakieś pretensje, ale pomyliłem się. Zawodnik zaprosił mnie na katalońskie piwo. Napastnik Barcy zrobił na mnie dobre wrażenie jako człowiek. Ney był bardzo miły i zapewnił, że Leo już taki jest i trzeba się do tego po prostu przyzwyczaić.
- On po prostu się boi, że będziesz od niego lepszy. - pokręciłem z niedowierzaniem głową. - W końcu masz doskonałe warunki fizyczne i na prawdę dobrze grasz w piłkę. - uśmiechnął się Brazylijczyk.
- Ale ja nie chcę być od niego lepszy! - Neymar spojrzał na mnie z niedowierzaniem. - No może i chcę, ale przecież ja się na nim wzoruje, a nie rywalizuje.
Zawodnik poklepał mnie po ramieniu. Miałem wrażenie, że mi współczuje, bo miał świadomość, że jego przyjaciel był uparty. Do domu wróciłem wieczorem. Aneta pytała mnie jak było na treningu, ale nie miałam ochoty z nią rozmawiać. Słowa Messiego utkwiły mi głęboko w głowie. Nie wiedziałem czy nadal tego chcę. Miałem ochotę zrezygnować. Biłem się z myślami, miałem ochotę wrócić do Polski i trenować z moim klubem. Na szczęście moja dziewczyna wybiła mi to szybko z głowy. Przyjechałem tu tylko dla siebie by nauczyć się jak najwięcej i sprawdzić swoje umiejętności. Nawet najlepszy piłkarz na świecie mnie stąd nie wykurzy... Momentalnie zmieniłem nastawienie po rozmowie Anetą.
W tym pierwszym dniu rozumiałem, że Katalończycy to jedna wielka rodzina, to drugi dom! Każdy się o siebie troszczy i pomagają sobie nawzajem. Wieczorem dostałem sms-a od Brazylijskiego zawodnika z propozycją na imprezę do Leo. Co prawda ucieszyłem się z propozycji kolegi ale nie chciałem tam iść. Leo za mną nie przepada, a ja nie miałem zamiary na siłę się z nim zaprzyjaźniać. Odrzuciłem propozycje piłkarza i podziękowałem mu że o mnie pamiętał.
W nocy wszedłem na skype'a by pogadać z siostrą, Kacpim i "Jordanem". Dość długo zajęła mi rozmowa z nimi. Wiedziałem, że źle zrobiłem zostawiając moją dziewczynę samą na wieczór. Zszedłem do niej na dół. Siedziała w salonie i oglądała telewizję...
- Myślałam, że przynajmniej wieczory spędzimy razem...- powiedziała nie odrywając wzroku z telewizora. - To był zły pomysł aby tu przyjechać razem z tobą. - uśmiechnęła się smutno.
- Nie, błagam nie mów tak! - przytuliłem ją.- Jesteś dla mnie najważniejsza, wiesz o tym.- pocałowałem ją w czoło. - Po prostu Messi mnie dzisiaj wyprowadził z równowagi.
- Michał to nie ma sensu. Wiem jak bardzo pochłonięty jesteś piłką nożną. Przyjechałam tu tylko dla ciebie i myślałam, że spędzimy trochę czasu razem.
- Proszę, zostań ze mną. Więcej to się nie powtórzy. - położyłem swoją głowę na jej kolanach. - Przepraszam!
Aneta zgodziła się zostać ze mną do końca. Spędziliśmy razem miły wieczór oglądając polskie komedię. Nie siedzieliśmy długo bo rano musiałem iść na trening. Nie miałem ochoty ani zamiaru się spóźnić.

************************************

Najpierw godzinny trening na siłowni, potem półgodzinny na boisku i na sam koniec godzinne granie. 
- Leo, podaj tutaj! - krzyknął Suarez.
Lecz Messi okiwał Pique i Puyola. Myślałem, że uderzy na bramkę ale on podał do mnie, a ja trafiłem prosto do siatki. Podbiegł do mnie, poklepał po ramieniu.Odczytałem z jego ruchu ust "brawo". Jaki on był zmienny... Wczoraj na powitanie takie zachowanie, a dzisiaj kompletnie inny mężczyzna. Trening minął przyjemnie. Rozegrałem dużo akcji z Leo i Luisem. Kąpiąc się zostawiłem w szatni telefon. Sądziłem, że mi nie zginie. Wyszedłem z szatni jak gdyby nic. Puyol powiedział mi o całym zajściu. Za każdym razem gdy dzwoniła Aneta, Messi się rozłączał.  Byłem na niego totalnie wściekły. Zadzwoniłem do dziewczyny i wyjaśniłem jej wszystko. Zauważyłem, że Leo to całkiem inny człowiek na boisku jak po za nim.
Złapałem lidera Barcelony tuż przy wyjściu.
- Leo! Możesz mi powiedzieć co ja takiego zrobiłem?! Przecież to jasne, że jestem od ciebie gorszy... - upokorzyłem się,
- Po pierwsze dla ciebie Pan Leo. Nie przypominam sobie żebyśmy przeszli na "Ty". Po drugie proste, że jesteś gorszy i wcale się ciebie nie boję. - uśmiechnął się.
- Wiesz co... Uważałem Cię za autorytet, za piłkarza który lubi pokazać kawałek dobrego footballu. Człowiek, który szanuje innych zawodników na boisku i po za nim. Mężczyzna, który osiąga sukces ciężką pracą.... Uważałem Cię za najlepszego zawodnika na świecie. Nigdy nie życzę twoim fanom aby dowiedzieli się jaki na prawdę jesteś...
Czekałem chwilę aż mi jakoś to zripostuje ale nie doczekałem się. Odwróciłem się na pięcie i poszedłem do samochodu. Wieczorem zabrałem Aneta do eleganckiej restauracji , którą polecił mi Pique. Było tam na prawdę romantycznie! Widziałem w oczach mojej dziewczyny łzy szczęścia i radości. Marzyła o tym by spędzić taki cudowny wieczór razem, we dwójkę. Cieszyłem się że jej się podoba!
Rano odwzajemniła mi to śniadaniem do łóżka. Dzisiaj postanowiłem, że zabiorę ją na trening jeśli tylko trener się zgodzi. Gdy dojechaliśmy na Camp Nou poszedłem od razu do Luisa by zapytać o moją dzisiejszą sprawę. Bez wahania się zgodził. Zaprowadziłem ją na boisko i przedstawiłem zawodnikom. 
Dzisiaj piłkarze trenowali to co uwielbiali i umieli najlepiej. Mi nie wychodziło to jeszcze dobrze.
- Michal usiądź na ławce, a my pokażemy Ci co to TIKI TAKA. - powiedział grzecznie Leo.
Posłałem mu fałszywy uśmiech i usiadłem obok Anety. Zastanawiałem się czy zachowuje się tak bo jest tu moja dziewczyna czy to dotyczyło naszej wczorajszej rozmowy. Mój skarb miał już swoje zdanie na temat Messiego. Oczywiście piłkarz nie popełniał żadnego błędu w podaniach, były idealne.
Po treningu zostawiłem Anetę z trenerem, a ja poszedłem się przebrać do szatni. Enrique bardzo mnie pochwalił i mówił że szybko się rozwijam. Leo odprowadził moją dziewczynę do wyjścia. Czekali na mnie przed drzwiami. Przyglądałem im się z boku. Widziałem, że piłkarz tak szybko nie odpuści... Rozmawiali i nagle Messi pocałował Anetę. Wyrwała mu się szybko i uderzyła w twarz. Wpadłem w szał. Podbiegłem do nich i przyłożyłem mu z prawego sierpowego! Byłem na niego taki wściekły żebym go chyba zabił gdyby nie Aneta...
Pogięło cię kretynie!Jeszcze się policzymy. - krzyczał.
- Nie mogę się doczekać.- odszczekałem mu.
_____________________________________________________________
*Kolejny rozdział powstał... :)Myślę że nie jest za krótki!
*Ja myślicie jak to będzie z Leo Messim?  Ułoży się czy nadal będą w stosunku do siebie tacy "niemili"? 
*Zbliżają się wakacje, więc posty powinny być częściej!
*Miłego czytanie i do zobaczenie! ;3

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Prolog!

- Michał, podaj tutaj!
- Na drugą! - Krzyknął Wojtek
Jednak zdecydowałem, że uderzę piłkę na bramkę. Wiem, że to mogło wydawać się samolubne, ale nie miałem innego wyjścia. Czułem, że to najlepsze co mogłem zrobić. Kamila i Wojtka kryli obrońcy Legii. Ja byłem sam na sam z bramkarzem i nie mogłem nie wykorzystać takiej szansy. Patrzyłem na piłkę i co najważniejsze próbowałem utrzymać spokój. W odpowiednim momencie uderzyłem piłkę w kierunku bramki. Chwilę później kibice wpadli w szał, a komentator krzyczał "Goooool" !
Rzuciłem się gwałtownie na ziemie. Nagle poczułem na sobie ciężar reszty drużyny. To było cudowne uczucie, chodź prawie nie mogłem oddychać. Kibice cieszyli się i skandowali moje nazwisko "Wa la szek! Wa la szek! Wa la szek!". 
- W 91 minucie, pierwszej minucie doliczonego czasu, Michał Walaszek strzelił gola dającego awans, a zarazem zwycięstwo na 3:2! - powiedział komentator.
Pewne było to, że gdy przeciwna drużyna zacznie grać, sędzia zagwizda koniec meczu! Tak właśnie się stało. Kosecki podał do kolegi z drużyny, a sędzia od razu dmuchnął w gwizdek, nie dając im przy tym szansy na rozegranie akcji.
Wszyscy rzuciliśmy się sobie w ramiona. Nasza radość była uzasadniona. W końcu wygraliśmy najlepszą Polską ligę. Nie mogłem uwierzyć, że udało nam się zakończyć sezon w tak dobrych nastrojach. 
Prezes naszego klubu poprosił nas abyśmy poszli po zasłużone medale i puchar. Nagrody wręczył nam prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej! Od razu po tym udaliśmy się do szatni. Dziennikarz lokalnej gazety poprosił mnie o krótki wywiad.
- Przepraszam, ale chciałbym pójść do szatni i cieszyć się razem z moimi kolegami ze zwycięstwa. - powiedziałem.
Podbiegłem do drzwi z napisem "Szatnia gospodarzy". Na korytarzy słuchać było muzykę i krzyki. Z głośników leciała piosenka "We are the champion". Gdy tylko otworzyłem drzwi usłyszałem krzyki chłopaków "Walaniu mistrzem jest, sialalala!". 
- Dobra! Dość, dość, dość! To nasz wspólny sukces, chłopaki.- odparłem. - Idę się wykąpać.
- Nie bądź już taki skromny ! - rzucił Tomek.
- Michał! - krzyknął Kacper, gdy już otworzyłem drzwi. - Ktoś na ciebie czeka w barze...- uśmiechnął się szeroko.
Wiedziałem dokładnie kto to był. To była ona... Osoba, którą kochałem najbardziej na świecie. Dziewczyna, która wspierała mnie na całego i kibicowała mi zawsze. Chodź w przeciwnej drużynie grał jej brat. Ufałem jej bezgranicznie i wiedziałem, że tworzy w moim życiu bardzo ważną rolę.
Ledwo wszedłem pod prysznic, a z głośników leciała piosenka Dj Antoine-a "House party". Chłopaki dobijali mi się do drzwi. Wyszedłem szybciej niż zamierzałem. Założyłem szybko ciuchy i wyszedłem z pod prysznica. Nagle zrobiło się cicho, zbyt cicho... Gdy tylko przekroczyłem próg do szatni "Jordan" i Seba wylali na mnie połowę szampana.
"A niech ich diabli !" ~Pomyślałem.
Wziąłem do ręki ręcznik, który leżał na krześle obok, wytarłem sobie twarz, a potem przyłożyłem nim jednemu i drugiemu. Reszta drużyny nie przestawała się śmiać. Gdy wykonałem swoje zadanie postanowiłem wyjść do miłości mojego życia.
- Michał, nie zapomnij, że dzisiaj impreza w "Shinie". - Wystawiłem kciuk w górę i wyszedłem z szatni.
Na korytarzy zaatakowało mnie około 15 dziennikarzy. Pokręciłem głową, dając im znać, że nic tego i ruszyłem korytarzem prosto do baru, gdzie czekała na mnie Aneta. Obok niej siedział dziennikarz z lokalnej gazety, który prosił mnie o wywiad. Gdy stanąłem w progu od razu mnie zaatakował.
- Witam. Czy mógłby Pan zamienić ze mną teraz kilka słów?! - zapytał.
- A mógłbym najpierw przywitać się z dziewczyną? - pokiwał głową.
Dziennikarze czasami są tacy upierdliwi... Zwyczajnie go ominąłem i podszedłem do Anety. 
- Jestem z ciebie taka dumna. - powiedziała szczęśliwa.
 Uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem w czoło.
- Dasz mi chwile kochanie? Udzielę szybkiego wywiadu... - pokiwała twierdząco głową. 
Gdy załatwiłem wszystkie sprawy, ruszaliśmy na imprezę do klubu...
 _____________________________________________
*Nie sądziłam, że napisze takie długi prolog.
*Mam nadzieje , że się spodoba.
*Zachęcam do komentowanie, bo to na prawdę pomaga.
*Powodzenia! 
~Realistka :)