Obudziłem się o 14:20 z potwornym bólem głowy. Już
żałowałem, że wczoraj aż tyle wypiłem. Nie miałem pojęcia jak wróciłem do domu.
Od jakiejś 01:30 urwał mi się film! Gdy udzieliłem wywiadu Panu z lokalnej
gazety pojechaliśmy z Anetą do klubu gdzie byli już chłopaki z drużyny.
Cieszyłem się, że dostaliśmy około miesiąca wolnego. Musiałem odpocząć, bo to
był na prawdę ciężki sezon. Zszedłem na dół po wodę. Nikogo nie było w domu.
Dopiero wtedy przypomniałem sobie, że rodzice wyjechali do Poznania na
szkolenie, a siostra na wakacje z przyjaciółmi na Majorkę. Na stole w kuchni
leżały jakieś 2 koperty zaadresowane na moje nazwisko. W jeden był list od
rodziców...
Synu,
Jesteś już dorosłym facetem i zasługujesz na szczęście.
Dobrze wiesz jak bardzo Cię kochamy i wiemy jak poświęcasz się piłce nożnej.
Chcieliśmy abyś spełnił swoje największe marzenie. Zawsze chciałeś pojechać do
Hiszpanii, do Barcelony! Będziesz miał okazje obejrzeć mecz na Camp Nou, a
nawet zagrać razem z najlepszymi zawodnikami na świecie. Razem z twoim trenerem postaraliśmy się abyś mógł zagrać tam przez miesiąc. Luis Enrique i władzę
klubu zgodziły się abyś mógł być tam wypożyczony. Wylot masz dziś o 19:45. Nie
spóźnij się! Powodzenia!
Kochamy Cię,
mama i tata.
Otworzyłem drugą, grubszą kopertę. W niej znajdowały się dwa
bilety, około 10 tyś złotych i karta z klubu Fc Barcelony. Byłem na prawdę w
ciężkim szoku. Nie wierzyłem, że moje największe marzenie właśnie się spełni!
Nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że zagram z Messim, Neymarem czy Suarezem.
Zastanawiało mnie tylko jedno... Dlaczego są właśnie dwa bilety? Kto miał ze
mną polecieć do Barcelony?
Gdy Aneta weszła do mojego domu z walizkami, domyśliłem się,
że to właśnie ona ze mną leci. Cieszyłem się że moja dziewczyna będzie mnie
wspierać w realizowaniu swoich największych marzeń. Z niedowierzania zadzwoniłem do
trenera by zapytać czy to prawda. Pan Jarek nie pozostawił mi żadnych
wątpliwości.
Byłem na prawdę w szoku... Będę grał z mistrzami Hiszpanii
czy zwycięzcami Ligi Mistrzów! Z dogadaniem myślę, że nie będzie żadnego
problemu, bo uczę się języka hiszpańskiego od 7 lat.
*************************************
Lecę właśnie biznes-klasą z najpiękniejszą dziewczyną do
najlepszego klubu na świecie. Nadal nie wierzę, że to się dzieje. Mam nadzieje,
że się tam odnajdę i nauczę jak najwięcej. W końcu nie zawsze ma się motto
"Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą". Dolecieliśmy na miejsce około 24
w nocy. Byłem zmęczony podróżą. Rodzice także kupili tu małe mieszkanie nie
daleko stadionu. Na szczęście kierowca taxi wiedział gdzie dokładnie się
znajduję. Gdy tylko dojechaliśmy na miejsce, napisałem sms-a do rodziców z
podziękowaniami! Jutro o 9:30 mam spotkanie z prezesem Camp Nou, a potem pierwszy trening
z Barceloną. Jeśli miałbym być szczery to miałem pewne obawy z
zaaklimatyzowaniem się. Czeka mnie jutro wiele wydarzeń ale chyba najlepiej
byłoby teraz pójść spać i o tym nie myśleć.
Obudziłem się przed 7:00 denerwując się przed dzisiejszym
spotkaniem. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić, nosiło mnie po całym
mieszkaniu. Dziesięć minut przed ustaloną godziną byłem na stadionie i za
chwilę miałem spotkanie z prezesem.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - zapytała grzecznie
sekretarka.
- Witam. Nazywam się Michał Walaszek i byłem umówiony z
prezesem.- powiedziałem pewnie.
- A tak, zapraszam za mną.
Ruszyła do dużego gabinetu z tabliczką "Josep Maria
Bartomeu". Porozmawiałem z nim o mnie i swoich zainteresowaniach po za
piłką nożna. Pan Bartomeu był bardzo uprzejmy i zabawny. Rozluźniłem się przy
rozmowie z nim. Następnie zaprosił mnie na stadion gdzie była aktualnie
Duma Katalonii. Josep zapoznał mnie z Luisem i Juanem, asystentem trenera. Od
razu zwołał katalońskich zawodników i również mnie przedstawił.
- A ten wielkolud co tutaj robi? - zaśmiał się Messi. -
Pique masz konkurencje. - krzyknął.do obrońcy.
- Leo, Michał gra na twojej pozycji. - powiedział z
uśmiechem trener.
Król footballu zmarszczył brwi, a chłopaki zaczęli buczeć.
Puyol dał mi strój i zaprowadził do szatni. Byłem w drużynie z Neyem, Alvesem,
Iniestą, Pique, Rakiticiem, Albą, Mascherano i ter Stegenem! Kilka zawodników
ćwiczyło indywidualnie nad podaniami i strzałami. Ogólnie chłopaki byli ze mnie
zadowoleni.
Gdy już chodziliśmy do szatni Messi szturchnął mnie, a potem
powiedział " Nie przyzwyczajaj się tak. Długo tu nie zabawisz".
Wiedziałem, że nie może być tak pięknie tak by się wydawało.
Wychodząc ze stadionu zaczepił mnie Neymar. Pomyślałem, że i on ma do mnie
jakieś pretensje, ale pomyliłem się. Zawodnik zaprosił mnie na katalońskie
piwo. Napastnik Barcy zrobił na mnie dobre wrażenie jako człowiek. Ney był
bardzo miły i zapewnił, że Leo już taki jest i trzeba się do tego po prostu
przyzwyczaić.
- On po prostu się boi, że będziesz od niego lepszy. -
pokręciłem z niedowierzaniem głową. - W końcu masz doskonałe warunki fizyczne i
na prawdę dobrze grasz w piłkę. - uśmiechnął się Brazylijczyk.
- Ale ja nie chcę być od niego lepszy! - Neymar spojrzał na
mnie z niedowierzaniem. - No może i chcę, ale przecież ja się na nim wzoruje, a
nie rywalizuje.
Zawodnik poklepał mnie po ramieniu. Miałem wrażenie, że mi
współczuje, bo miał świadomość, że jego przyjaciel był uparty. Do domu wróciłem
wieczorem. Aneta pytała mnie jak było na treningu, ale nie miałam ochoty z nią
rozmawiać. Słowa Messiego utkwiły mi głęboko w głowie. Nie wiedziałem czy nadal
tego chcę. Miałem ochotę zrezygnować. Biłem się z myślami, miałem ochotę wrócić
do Polski i trenować z moim klubem. Na szczęście moja dziewczyna wybiła mi to
szybko z głowy. Przyjechałem tu tylko dla siebie by nauczyć się jak najwięcej i
sprawdzić swoje umiejętności. Nawet najlepszy piłkarz na świecie mnie stąd nie
wykurzy... Momentalnie zmieniłem nastawienie po rozmowie Anetą.
W tym pierwszym dniu rozumiałem, że Katalończycy to jedna
wielka rodzina, to drugi dom! Każdy się o siebie troszczy i pomagają sobie
nawzajem. Wieczorem dostałem sms-a od Brazylijskiego zawodnika z propozycją na
imprezę do Leo. Co prawda ucieszyłem się z propozycji kolegi ale nie chciałem
tam iść. Leo za mną nie przepada, a ja nie miałem zamiary na siłę się z nim
zaprzyjaźniać. Odrzuciłem propozycje piłkarza i podziękowałem mu że o mnie
pamiętał.
W nocy wszedłem na skype'a by pogadać z siostrą, Kacpim i
"Jordanem". Dość długo zajęła mi rozmowa z nimi. Wiedziałem, że źle
zrobiłem zostawiając moją dziewczynę samą na wieczór. Zszedłem do niej na dół.
Siedziała w salonie i oglądała telewizję...
- Myślałam, że przynajmniej wieczory spędzimy razem...-
powiedziała nie odrywając wzroku z telewizora. - To był zły pomysł aby tu
przyjechać razem z tobą. - uśmiechnęła się smutno.
- Nie, błagam nie mów tak! - przytuliłem ją.- Jesteś dla
mnie najważniejsza, wiesz o tym.- pocałowałem ją w czoło. - Po prostu Messi
mnie dzisiaj wyprowadził z równowagi.
- Michał to nie ma sensu. Wiem jak bardzo pochłonięty jesteś
piłką nożną. Przyjechałam tu tylko dla ciebie i myślałam, że spędzimy trochę
czasu razem.
- Proszę, zostań ze mną. Więcej to się nie powtórzy. -
położyłem swoją głowę na jej kolanach. - Przepraszam!
Aneta zgodziła się zostać ze mną do końca. Spędziliśmy razem
miły wieczór oglądając polskie komedię. Nie siedzieliśmy długo bo rano musiałem
iść na trening. Nie miałem ochoty ani zamiaru się spóźnić.
************************************
Najpierw godzinny trening na siłowni, potem półgodzinny na boisku i na sam koniec godzinne granie.
- Leo, podaj tutaj! - krzyknął Suarez.
Lecz Messi okiwał Pique i Puyola. Myślałem, że uderzy na bramkę ale on podał do mnie, a ja trafiłem prosto do siatki. Podbiegł do mnie, poklepał po ramieniu.Odczytałem z jego ruchu ust "brawo". Jaki on był zmienny... Wczoraj na powitanie takie zachowanie, a dzisiaj kompletnie inny mężczyzna. Trening minął przyjemnie. Rozegrałem dużo akcji z Leo i Luisem. Kąpiąc się zostawiłem w szatni telefon. Sądziłem, że mi nie zginie. Wyszedłem z szatni jak gdyby nic. Puyol powiedział mi o całym zajściu. Za każdym razem gdy dzwoniła Aneta, Messi się rozłączał. Byłem na niego totalnie wściekły. Zadzwoniłem do dziewczyny i wyjaśniłem jej wszystko. Zauważyłem, że Leo to całkiem inny człowiek na boisku jak po za nim.
Złapałem lidera Barcelony tuż przy wyjściu.
- Leo! Możesz mi powiedzieć co ja takiego zrobiłem?! Przecież to jasne, że jestem od ciebie gorszy... - upokorzyłem się,
- Po pierwsze dla ciebie Pan Leo. Nie przypominam sobie żebyśmy przeszli na "Ty". Po drugie proste, że jesteś gorszy i wcale się ciebie nie boję. - uśmiechnął się.
- Wiesz co... Uważałem Cię za autorytet, za piłkarza który lubi pokazać kawałek dobrego footballu. Człowiek, który szanuje innych zawodników na boisku i po za nim. Mężczyzna, który osiąga sukces ciężką pracą.... Uważałem Cię za najlepszego zawodnika na świecie. Nigdy nie życzę twoim fanom aby dowiedzieli się jaki na prawdę jesteś...
Czekałem chwilę aż mi jakoś to zripostuje ale nie doczekałem się. Odwróciłem się na pięcie i poszedłem do samochodu. Wieczorem zabrałem Aneta do eleganckiej restauracji , którą polecił mi Pique. Było tam na prawdę romantycznie! Widziałem w oczach mojej dziewczyny łzy szczęścia i radości. Marzyła o tym by spędzić taki cudowny wieczór razem, we dwójkę. Cieszyłem się że jej się podoba!
Rano odwzajemniła mi to śniadaniem do łóżka. Dzisiaj postanowiłem, że zabiorę ją na trening jeśli tylko trener się zgodzi. Gdy dojechaliśmy na Camp Nou poszedłem od razu do Luisa by zapytać o moją dzisiejszą sprawę. Bez wahania się zgodził. Zaprowadziłem ją na boisko i przedstawiłem zawodnikom.
Dzisiaj piłkarze trenowali to co uwielbiali i umieli najlepiej. Mi nie wychodziło to jeszcze dobrze.
- Michal usiądź na ławce, a my pokażemy Ci co to TIKI TAKA. - powiedział grzecznie Leo.
Posłałem mu fałszywy uśmiech i usiadłem obok Anety. Zastanawiałem się czy zachowuje się tak bo jest tu moja dziewczyna czy to dotyczyło naszej wczorajszej rozmowy. Mój skarb miał już swoje zdanie na temat Messiego. Oczywiście piłkarz nie popełniał żadnego błędu w podaniach, były idealne.
Po treningu zostawiłem Anetę z trenerem, a ja poszedłem się przebrać do szatni. Enrique bardzo mnie pochwalił i mówił że szybko się rozwijam. Leo odprowadził moją dziewczynę do wyjścia. Czekali na mnie przed drzwiami. Przyglądałem im się z boku. Widziałem, że piłkarz tak szybko nie odpuści... Rozmawiali i nagle Messi pocałował Anetę. Wyrwała mu się szybko i uderzyła w twarz. Wpadłem w szał. Podbiegłem do nich i przyłożyłem mu z prawego sierpowego! Byłem na niego taki wściekły żebym go chyba zabił gdyby nie Aneta...
- Pogięło cię kretynie!Jeszcze się policzymy. - krzyczał.
- Nie mogę się doczekać.- odszczekałem mu.
_____________________________________________________________
*Kolejny rozdział powstał... :)Myślę że nie jest za krótki!
*Ja myślicie jak to będzie z Leo Messim? Ułoży się czy nadal będą w stosunku do siebie tacy "niemili"?
*Zbliżają się wakacje, więc posty powinny być częściej!
*Miłego czytanie i do zobaczenie! ;3
Świetny!❤
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie:)
Świetny!!! Czemu z Leo zrobiłaś takiego cwaniaka?! Czekam<3
OdpowiedzUsuń