wtorek, 8 grudnia 2015

Rozdział 12 "Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi !"

Od zawsze zastanawiałem się jak poradzić sobie z fanami, których w ostatnim czasie przybywa coraz więcej. To wcale nie jest takie proste odmówić kibicom, którzy na ciebie liczą. Dla których jesteś autorytetem czy na prawdę dobrym zawodnikiem, którego doceniają za wszystko. W ostatnim czasie słyszę od fanów, że gram coraz lepiej, poprawiłem swoją technikę czy że staje się liderem swojej drużyny. Oczywiście, bardzo się cieszę, ale wiem, że na każdym meczu ciężar gry jest większy. Wiem, że większość kibiców liczy na mnie i na moją dobrą grę. A przecież każdemu zdarza się słabszy dzień. Iii taki właśnie nadszedł dzisiaj na meczu z Pogonią. Nic, dosłownie nic mi nie szło. Trener miał nadzieje co prawda, że w końcu się przełamie i w końcu coś strzele czy za asystuje, ale wiedziałem, że dzisiaj to nie nadejdzie. Sam wreszcie poprosiłem go o zmianę. Wiedziałem, że w tym meczu nie wniosę nic lepszego do drużyny, a i tak już przegrywaliśmy 1:2. Usiadłem więc na ławce rezerwowych totalnie na siebie wkurzony. Nie mogłem nawet wyjaśnić dlaczego moja gra była taka słaba. W moim życiu prywatnym wszystko zaczęło się układać. Jestem szczęśliwy z Olką i nadal mam najlepszego przyjaciela.
- Michał, co jest dzisiaj z tobą? - zapytał trener, podchodząc do ławki dla rezerwowych.
- Nie wiem, trenerze. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. - Na prawdę nie mam pojęcia. - wstałem, kierując się do szatni.
Musiałem chwilę ochłonąć. Wiedziałem, że jeśli zostanę chwilę sam ze sobą, w końcu się uspokoję. Chłopaki po 10 minutach wrócili do szatni. Każdy patrzył po twarzach innych. Nie tylko ja miałem dzisiaj zły dzień. Ale jako 'lider' chciałem ich jakoś zmotywować. Wiedziałem, że damy rade wygrać ten mecz tylko musieliśmy chcieć, a tego nie widziałem na twarz żadnego z nich.
- Wiecie czego nauczyłem się w Barcelonie? U nich nie ma czegoś takiego jak porażka. Gra się do ostatniego gwizdka i pamiętajcie to My jesteśmy sprawcami wyniku. Jeśli wygramy czy nawet przegramy to tylko za sprawą własnych umiejętności. Nie ukrywam, że to my jesteśmy lepsi. Rozumiem, że każdemu zdarza się gorszy dzień, bo ja dzisiaj taki właśnie mam, ale proszę was... Dajcie z siebie wszystko nie patrząc na wynik. Bo piłka to nie tylko nasza praca, ale też miłość, która powinna sprawiać nam dużo radości! - popatrzyłem na każdego z osobna. - Kto wygra mecz? - krzyknąłem resztkami sił.
- AWKS!!! - usłyszałem.
Wszyscy wyszli z bojowym nastawieniem na boisko, a ja wróciłem na ławkę. Wiedziałem, że to moje przemówienie nie dało za wiele, ale przynajmniej zobaczyłem u nich walkę i serce do gry. A tego mi brakowało najbardziej od odejścia Jordana. Miałem nadzieje, że wróciło już na zawsze i nigdy więcej nie będę się tym przejmował. Chłopaki strzelili gola na remis w 87 minucie i już nie daliśmy rady tego meczu wygrać. Ale cieszyłem się, że podjęliśmy walkę do końca. Byłem dumny z chłopaków, że dali rade wyciągnąć ten mecz na remis.
Jako, że nasz kapitan był chory, a ja byłem jego zastępca, musiałem wyjść do dziennikarzy. Nigdy nie lubiłem udzielać wywiadów. No, może zdarzały się jakieś wyjątki! Ale zdarzały się bardzo rzadko...
- Dzień Dobry. Michał, powiedz nam co zawiodło, że ten mecz tylko zremisowaliście? - zadał dość głupie pytanie.
- Dobry wieczór. Myślę, że to jeszcze nie czas żeby odpowiedzieć na takie pytanie. Nie da się odpowiedzieć tak od razu po meczu. Potrzebna jest odprawa po meczowa i zastanowienie się nad sobą co takiego zrobiło się źle. Na chwile obecną mogę powiedzieć, że w pierwszej połowie zabrakło nam serca do gry, a w drugiej to już szczęście drużyny przeciwnej.
- Grałeś tylko w pierwszej połowie. Masz jakieś problemy ze zdrowiem? - zadał kolejne pytanie.
- Nie, absolutnie. Z moim zdrowiem jest wszystko w porządku już od dłuższego czasu. Po prostu zdecydowaliśmy razem z trenerem, że chłopaki dadzą sobie rade be ze mnie.
- Co myślisz o odejściu twojego przyjaciela do drużyny przeciwnej? - musiałem opanować emocje, by nie wybuchnąć. - Zmieniło to coś między wami?
- Przepraszam, ale to moje i Piotrka życie prywatne na które nie mam zamiaru się wypowiadać. To była jego decyzja i to on decyduje gdzie gra. Dziękuje, dowiedzenia.
- Panie Michale, jeszcze jedno pytań... - wróciłem do szatni.
To ostatnie pytanie wybiło mnie z rytmu i nie potrafiłem patrzeć już temu dziennikarzowi w oczy. Poruszył wrażliwy dla mnie temat na który nie chce rozmawiać.
Przebrałem się i wróciłem do domu gdzie czekała na mnie Ola. Cieszyłem się ze mam u niej wsparcie. Była dziewczyną dzięki której zapomniałem o Anecie. Dawno nie czułem się tak dobrze, wracając do domu. Aleksandra przygotowała wspaniała kolacje, ale przerwał nam Dzwonek do drzwi. Myślałem, ze to Jordan przyszedł jak zwykle w odpowiedniej chwili, ale nigdy nie spodziewałem się że zobaczę ich w progu mojego mieszkania. Zamurowało mnie gdy zobaczyłem Leo i Ney'a przed moimi drzwiami. Patrzyłem raz na jednego raz na drugiego. A oni śmiali się jak oszalali. Dopiero gdy w drzwiach stanęła Ola to uwierzyłem, że to na prawdę te dwa barany. Wpuściłem do środka dwóch elegancko ubranych chłopaków. Ja zaś chodziłem w dresie. Piłkarze rozglądali się po mieszkaniu, a ja poszedłem się przebrać.
- Taa, moje mieszkanie nie jest tak odwalone jak wasze, ale nie narzekam na warunki. - zaśmiałem się. - Co Was tu sprowadza, chłopaki? - zapytałem.
- Daj spokój, chyba wolałbym twoje mieszkanie niż swoje. Jest na prawdę spoko. - powiedział Neymar bez żadnego sarkazmu.
- Obiecaliśmy kiedyś, że cie odwiedzimy, więc jesteśmy. Woleliśmy zrobić to po cichu, by nie zwrócić uwagi ludzi, ale chyba się nie udało bo pod twoja bramą jest strasznie dużo dziennikarzy i fotografów. - zaśmiał się Leo.
- To co, Mozę jakaś imprezka? - kiwnęli twierdząco głowami. - Rozgośćcie się, a ja podzwonię po ludziach. - chłopaki bez zastanowienia zaczęli buszować po szafkach.
Ola z Agą pojechali na zakupy, a ja podzwoniłem po chłopakach z drużyny i znajomych. W tym do Jordana. Wszyscy zebrali się na 21 u mnie w mieszkaniu. Na początku chłopaki byli spięci spotkaniem z gwiazdami Barcelony, ale po kilku kolejkach atmosfera się rozluźniła i impreza rozkręciła się do maksimum. Nie mam pojęcia do której siedzieliśmy bo w końcu alkohol zrobił swoje i ukrawał mi się film. Gdy obudziłem się to już było jasno. Ktoś buszował po kuchni, ale szczerze powiedziawszy nie miałem ochoty się podnosić. Rozejrzałem się po salonie. Messi leżał z Sylwią na podłodze. Lepiej żeby tego Anto nie widziała... Kacpi leżał w ramionach Seby, a Ola leżała na klatce piersiowej Marcina, który ją obejmował. Od razu się poniosłem budząc przy tym Jace... Wziąłem Ole na ręce i zaniosłem do naszej sypialni. Już ja sobie z nią pogadam jak tylko się obudzi. Przy okazji zajrzałem do kuchni sprawdzić, kto się po niej kręci. Nie wierzyłem w to co widzę. Neymar ze słuchawkami w uszach robił śniadanie. Gdy tylko mnie zobaczył, wystraszył się.
- Długo tu stoisz? - pokręciłem przecząco głową. - Głodny? - zapytał.
- Jak cholera! Podzielisz się? - zaśmiał się wyciągając z szafki drugi talerz i szklankę. - Jak ty to robisz? - zapytałem piłkarza.
- Normalnie. Wbijam 4 jajka i wrzucam kawałki sera, sole i pieprze. - zaśmiał się.
- Nie o to mi chodzi baranie! Jak Ty to robisz, że wyglądasz tak normalnie po libacji alkoholowej? - uśmiechnął się tylko nic nie mówiąc.
- Bo ten oszust nie pił tyle co my! - powiedział stojący w progu Messi.
Oczywiście, na niego zawsze można liczyć. Neymar przerzucił oczami i zaczął jeść. Ja zrobiłem to samo, a Leo chyba zebrało na wymioty bo nagle wybiegł do łazienki. Po chwili usłyszałem krzyki Kapiego, że przyjaźni się z gejem i takiego typu inne docinki. Musiał być w niezłym szoku obudzić się wtulony w chłopaka... W końcu w kuchni pojawiła się Agnieszka w samej koszuli Piotrka, a Neymar aż się zakrztusił na jej widok. Oczywiście, a ten znowu swoje. Piłkarz nie zdejmował wzroku z mojej siostry dalej jedząc. Musiał dostać mięśniaka w ramie, by w końcu się ogarnął. Aga jest z moim najlepszym przyjacielem i nie pozwolę mu tego zniszczyć. Wszyscy wiedzieliśmy jaki jest Ney. Lubiłem go takiego jakim był, ale wolałem żeby nie mieszał w życiu mojej siostry.
Agnieszka zrobiła sobie Kawę i usiadła przy stole ocierając się przypadkowo o Neymara. On od razu usiadł dość sztywno. Chciałem poobserwować jak rozwinie się sytuacja. W końcu przyjaciel zaczął rozmowę. Piłkarz obsypywał moja siostrę komplementami. W pewnym momencie położył jest swoja dłoń na jej kolanie śmiejąc się. Musiałem zareagować, bo Aga nie miała zamiaru. Odchrzaknąlem głośno...
- Ney, mogę Cie prosić? - kiwnął twierdząco głową.
- Przepraszam na chwile. Zaraz wracam! - szturchnąłem go i wziąłem na korytarz.
- Co ty wyprawiasz stary?! Wiem, ze Agnieszka jest ładna, ale ma chłopaka i to nie byle jakiego. Wiec prosiłbym cie żeby się opanował... - mówiłem dość zdenerwowany. - Nie chce takiej sytuacji jak w Hiszpanii, okej? - czekałem na jego reakcje.
- Jasne. Nie boj żaby. Tak się tylko droczę. Nie chce zniszczyć jej związku z Jordanem, bo za bardzo go szanuje. Po prostu gadamy, ok? - przytaknąłem.
Neymar wrócił do mojej siostry, a ja poszedłem zajrzeć do Oli. Miałem nadzieje, ze piłkarz mówił prawdę i nie złamałby obietnicy. Aleksandra właśnie się obudziła...
                      ************
Katalońscy piłkarze wyjechali następnego wieczoru gdy tylko dziennikarze dali za wygraną i wrócili do biura. Nie chciałem żadnego skandalu, ani kolejnych wywiadów. Nie lubię się tłumaczyć, a szczególnie z życia prywatnego. Lubiłem karierę piłkarza, ale czasem męczyły mnie te zdjęcia, wywiady i autografy. Dzisiaj chciałem trochę wyluzować i postanowiłem zabrać Ole do restauracji. Ona tez czasem to przezywa na swój sposób. O 21:30 pojechaliśmy do 'cafe club' gdzie mieliśmy zarezerwowany stolik. Zjedliśmy pyszna kolacje, która podał nam mój dobry kolega. Po kolacji postanowiłem powiedzieć jej coś niesowitego. Powoli przed nią ukląkłem i wyjąłem z kieszeni pudełeczko.
- Ola, kochanie! Jesteś miłością mojego życia. Słoneczko moje, wyjdziesz za mnie? - zadałem pytanie i dokładnie wtedy dopadły mnie wątpliwości.
Olka pokręciła przecząco głowa, łzy spłynęły po jej policzkach. Spuściłem głowę załamany i pomyślałem ze to już koniec...
- Tak kochanie! Oczywiście, że tak! - w końcu to powiedziała, a ja odetchnąłem z ulga.
Założyłem jej pierścionek i pocałowałem bardzo mocno. Doszło do mnie ze jestem wielkim szczęściarzem mieć tak cudowna dziewczynę. Ludzie w restauracji zaczęli bić brawo... A ja bylem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Zamówiłem szampana, by to oblać.
- Nasze zdrowie kochanie! - powiedziałem totalnie szczęśliwy.
- Ja nie mogę alkoholu, kochanie. - od kiedy Ola nie pije, zdziwiłem się. - Musisz o czymś wiedzieć... Będziesz tatusiem. - złapała mnie za rękę.
Uśmiechnąłem się, chodź tak na prawdę to do mnie jeszcze nie docierało. W końcu wykrzyczałem na cala restauracje : " Zostanę ojcem! Będę tata!". Nie miałem pojęcia jak się zachować. Zastanawiałem się czy skakać z radości czy płakać ze szczęścia. Postanowiłem przytulic się do mojej narzeczonej. To było nie możliwe. Ten wieczór by taki zwariowany... Ale bylem tak cholernie szczęśliwy!

środa, 4 listopada 2015

Rozdział 11 " Prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko..."

Dni mijają nadzwyczaj szybko. Wiedziałem, że muszę zacząć żyć normalnie ale to nie jest takie proste. Dwie najdroższe mi osoby złamały mi serce na małe kawałki. Najpierw Aneta, która była dla mnie wszystkim, zdradziła mnie z narzeczonym... Boże, jak to może niedorzecznie brzmieć... A teraz jeszcze Piotrek. Nie mam pojęcia jak można tak oszukiwać przyjaciela, którego uważa się za brata. Nigdy nie lubiłem i nie potrafiłem kłamać dlatego nienawidzę gdy ktoś to robi! Jestem na to strasznie wyczulony. Na szczęście mam jeszcze przy sobie Olę, która wspiera mnie jak tylko może. Cieszę się, że daliśmy sobie szanse. Co prawda nadal pamiętam te lata spędzone z Anetą, chodź próbuje wypełnić je chwilami spędzonymi z Aleksandrą. Mam nadzieje, że ten związek będzie tym na zawsze...
Dzisiaj gramy z jakimś słabszym rywalem i zacznę spotkanie na ławce. Trener chce wypróbować nowych i młodych zawodników, którzy do nas dołączyli. Wiedziałem, że dadzą sobie radę. W ostateczności zawsze jestem na ławce, gotowy na wyjście na murawę. Mecz rozpoczęli dość chaotycznie. Na początku chłopaki nie potrafili się odnaleźć na boisku. Przez własną głupotę przegrywaliśmy 0:1 już w 10 minucie. Strasznie denerwowałem się na tym meczu. Nie mogłem pojąć jak trener mógł być taki spokojny. Byłem pewny, że trener w nich wierzy i nie chce pokazać im jak bardzo się denerwuje. Wtedy chłopaki zwątpiliby w swoje umiejętności. Sam przypomniałem sobie jak grałem gdy byłem mały i uspokoiłem się trochę. 
Niech chłopaki wiedzą, że w nich wierzymy ! ~ pomyślałem.
Zmieniłem nastawienie o 180 stopni. Jeśli chcę żeby uważali mnie za lidera to chyba powinien się tak zachowywać. Tak więc zacząłem ich dopingować, zamiast krzyczeć... Chodź nie było to łatwe, przełamałem się! Nie wiem czy chłopaki zwracali na to uwagę ale chyba poskutkowało, bo w 23 minucie Mati strzelił gola na 1:1. Do przerwy wynik się już nie zmienił. W szatni trener przemówił swoim spokojnym głosem...
- Na prawdę jestem z was zadowolony, chłopaki. Spisaliście się na plus! - Słowa skierował do moich młodszych kolegów. - Chciałbym co prawda wprowadzić kila zmian teraz, ale nie dlatego, że nie podobała mi się wasza gra. Także bez stresu... - popatrzył po nowych twarzach. - To tak... Kamil wejdziesz za Marcina, Seba za Maćka, Bartek ty za Mateusza. No to do roboty... - Już miałem się wtrącić, ale po chwili trener dodał. - Aaa i Michał, ty wejdziesz za Sławka. - zakończył, wychodząc z szatni.
- Chciałem, jako kapitan Wam pogratulować dobrego debiutu. Na prawdę cieszyła mnie wasza postawa na boisku. Czas na drugą połowę. Pora strzelić kolejnego gola i to wygrać!  - popatrzył po wszystkich. - Dawać łapy. Kto wygra mecz ?! - krzyknął.
- AWKS!!! - wszyscy zgodnie odparliśmy.
Wszyscy, bez wyjątku ruszyliśmy na murawę.Wchodząc na boisko przeżegnałem się, jak to miałem w zwyczaju robić przed każdym wyjściem na stadion. Byłem pewny, że ten mecz wygramy. Nie lekceważyłem rywala ale wiedziałem, że jesteśmy lepsi! Gdy zaczęła się druga połowa, od razu wyprowadziliśmy akcję w pole karne rywala. Miałem czystą sytuację do strzelania, ale coś mnie podkusiło by podać do mojego młodszego kolegi, który był przy drugim słupku. Chciałem dać mu szanse. Kiedyś to ja taką właśnie akcją zacząłem swą karierę z piłką. Maciek dołożył nogę i piłka wpadła do bramki. Byłem szczęśliwy jak nigdy dotąd. Podbiegłem do niego i przytuliłem go!
- Brawo Młody! - krzyknąłem mu do ucha, próbując przekrzyczeć tłum kibiców.
- Dzięki! - uśmiechnął się.
Rywale nie mogli przedostać się do naszej bramki. Jacek i spółka dobrze kryli naszą obronę. Seba z Kacprem ruszyli kierując się w stronę pola karnego przeciwnika. Nasz kapitan miał już strzelać, gdy w polu karnym pojawił się Kuba i sfaulował naszego kolegę z drużyny. Sędzia bez wahania podyktował rzut karny! Trener zawsze mi kazał wykonywać jedenastkę, ale dzisiaj miałem głupie przeczucie, że przestrzelę albo bramkarz obroni. Podszedłem do wcześniejszego strzelca gola.
- Strzelasz. - powiedziałem bez wahania.
Nie chciałem, żeby ze mną dyskutował. Widziałem w nim siebie gdy byłem mały i byłem pewny, że młody strzeli prosto do siatki. Maciek ustawił się na przysłowiowej 11. Widziałem, że się denerwuje. Musiałem, a nawet miałem obowiązek spróbować go uspokoić. Złapałem go za barki i spojrzałem w oczy.
- Dasz radę tylko wyluzuj. Jeśli nie strzelisz to nic się nie stanie. Jasne ? - po chwili przetwarzania kiwnął twierdząco głową.
To był jego czas...! Teraz albo nigdy. Wiedziałem, że jeśli nie strzeli to trener się na mnie wkurzy, ale jeśli trafi to sam będę sobie wdzięczny do końca życia. Jeśli ktoś by mi powiedział kilka lat temu, że zostanę piłkarzem, zagram z piłkarzami z Barcelony, a przede wszystkim że oddam rzut karny młodszemu koledze z drużyny bez doświadczenia, wyśmiał bym go. Niesamowite jak może się człowiek zmienić przez kilka lat.
Obserwowałem Maćka, który już trochę wyluzował i już patrzył w stronę bramki. Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że nie ważne co się stanie to i tak ciesze się, że oddałem mu ten rzut karny. Bramkarz ustawił się na linii. Maciek wziął rozbieg i kopnął, a piłka wleciała prosto w okienko! Mój młodszy kolega stał uśmiechnięty, nie celebrując tego gola. Wszyscy koledzy podbiegli do niego by mu pogratulować. Ja jednak sobie odpuściłem... Zostały nam 3 minuty  + doliczony czas. Wiedziałem, ze wygraliśmy. Rywale męczyli się by dobić się do naszej bramki. Co prawda mieli jedną okazję ale przestrzelili. Po gwizdku sędziego ruszyłem prosto do szatni. Wiedziałem, że na trybunach jest Ola i Agnieszka. Chciałem jak najszybciej się przebrać i do niech pójść. Przed drzwiami naszej szatni stał trener, który wziął mnie na rozmowę.
- Powinienem cię zabić za tego karnego wiesz ?! - zaśmiałem się. - Najpierw powinieneś mnie o to zapytać, a nie decydować sam kto strzela. Chyba jesteś już na tyle dorosły by trzymać się jakiś zasada, prawda ?!
- Trenerze! Byłem pewny, że ja nie strzele tego gola. Postanowiłem dać szanse młodemu. Udało się więc nie wiem o co chodzi ?! - już miałem odchodzić, lecz jeszcze dodałem. - Po za tym tak, jestem dorosły i odpowiedzialny. Jeśli Maciek by nie strzelił, winę bym wziął na siebie. Strzelił więc gol należał do niego. Tyle w temacie. Idę świętować... Na razie!
Wszedłem do szatni gdzie byli już moi koledzy z drużyny. Zdenerwowałem się trochę tą rozmową z trenerem. Nie rozumiałem jego pretensji. Przecież to nie był mecz na szczycie pomiędzy dwiema najlepszymi drużynami o puchar. Sam stwierdził, że chce wypróbować młodych, więc mu  w tym pomogłem... Szybko wziąłem prysznic i przebrałem się w ciuchy. Chłopaki już zaczęli imprezę. Otwierając drzwi od łazienki zapadła cisza...
Jeśli znów obleją mnie szampanem to ich pozabijam ~pomyślałem.
Ale chłopaki zaczęli śpiewać mi sto lat! Byłem pozytywnie zaskoczony. Nie sądziłem, że chłopaki pamiętają o moich bądź co bądź 26 urodzinach. Stałem jak wryty pytając jak i skąd. Nagle z przedsionka wyszedł Seba z tortem!
- Pomyśl i życzenie i dmuchaj! - uśmiechnął się przyjaciel.
- Tyle nie mów, bo się nie spełni! - krzyknął Jaca.
Chciałbym w końcu być szczęśliwy... - pomyślałem.
Wszyscy bez wyjątku złożyli mi życzenia. Nie sądziłem, że dostane tak miłą niespodziankę. W końcu od kilkunastu dni zrobiło mi się miło i to dzięki mojej kochanej drużynie! Na koniec dostałem jeszcze prezent od chłopaków, który postanowiłem otworzyć w domu. Chodź byłem ciekawy co mi sprezentowali, śpieszyłem się do Oli. Podziękowałem im i pożegnałem się z uśmiechem na twarzy.
Na korytarzu dopadł mnie jeszcze Maciek.
- Możemy chwilę pogadać ? - zapytał dość poważnie.
- Jasne, tylko chwilę, bo się śpieszę. - Czułem, że wiem o co chce zapytać.
- Dlaczego oddałeś mi rzut karny i podałeś do mnie jak miałeś czystą okazję do strzału ? - Nie miałem pojęcia co mam mu powiedzieć.
- Bo... wiedziałem, że nie strzele karnego, no i padło na ciebie.
- Jasne! A tak serio ?! - dopytywał się młody.
- Młody, po co Ci to ?! Strzeliłeś ? Strzeliłeś. Jesteś bohaterem. Więc się ciesz. - Poklepałem go po ramieniu. - Miłej imprezy!
- Jakiej imprezy ?! - zaśmiałem się.
- Nie będę Cię wszystkiego uczył. Zapytaj Seby. - odwróciłem się do niego plecami. - Narka!
- Liczę, że kiedyś mi powiesz dlaczego to zrobiłeś! - krzyknął.
- Jak na to zasłużysz...- Rozśmieszyła mnie ta sytuacja.
Ruszyłem pewnym krokiem do tylnego wyjścia. Tam nigdy nie było dziennikarzy. Wiedziałem, że gdzieś tam będzie moja dziewczyna z siostrą. Intuicja mnie nie myliła. Ola z Agnieszką stały tuż przy wyjściu. Moja dziewczyna poprosiła mnie żebyśmy zajechali do marketu na zakupy. Zastanawiałem się po co, bo wydawało mi się, ze mieliśmy wszystko co potrzebne. Ale nie chciałem z nią dyskutować. Potrzebowała czegoś więc postanowiłem pójść z nią na zakupy. Aleksandra nie złożyła mi jeszcze życzeń. Może wcale nie wiedziała, że są moje urodziny. Przecież nie znamy się zbyt długo... Nie byłem na nią zły, chodź miło by było usłyszeć z jej ust życzenia. Do domu dojechaliśmy coś po 21.
Nigdy nie spodziewałem się tego co tam zastane. W salonie zobaczyłem światło. Kazałem Oli zostać przy drzwiach i w razie czego uciekać i zadzwonić na policje. Powoli otworzyłem drzwi i zaniemówiłem...
"Nieeespoooodziaaankaaa! " ~ usłyszałem wchodząc do pokoju.
W salonie zebrali się moi wszyscy znajomi, którzy śpiewali mi sto lat! Byli nawet moi koledzy z drużyny. Wyszedłem wcześniej od niech, a i tak się wyrobili żeby przejechać tu przede mną. Stałem totalnie zszokowany. Bylem pewny, że w moim domu jest jakiś włamywacz. Nigdy nie zgadłbym, że będzie czekać na mnie taka niespodzianka. Ola stała koło mnie śmiejąc się... Teraz już byłem pewny, że to ona wszystko wymyśliła! Przytuliłem ją bez słowa, ale ona popchnęła mnie w stronę tortu. To on dawał takie światło. Pomyślałem już drugie dzisiaj życzenie i zdmuchnąłem świeczki. Dopiero po chwili zobaczyłem jak wygląda tort. Ciasto było zrobione na kształt piłki nożnej! Sam namalował mi się uśmiech na twarzy. To na prawdę musi być super wieczór! Pokroiłem ciasto, wypiliśmy moje zdrowie, a potem rozkręciła się impreza. Na urodzinach był również Maciek. Wiedziałem, że chce wiedzieć dlaczego oddałem mu tego karnego, ale tak łatwo mu tego nie powiem.
Coś koło północy usłyszałem dzwonek do drzwi. Pomyślałem, że to może być policja, albo ktoś z sąsiadów, bo byliśmy dość głośno! Otwierając drzwi, w progu ujrzałem totalnie pijanego Piotrka.
- Co Ty tu robisz ?! - wydarłem się.
- Ja... - zamilkł. - Ja przyszedłem złożyć mojemu przyjacielowi życzenia urodzinowe! - Już chciałem powiedzieć, że nie ma żadnej przyjaźni, ale po chwili dodał. - Wiem, wiem... Nie ma już naszej przyjaźni. Spieprzyłem wszystko! Ale ja o tobie pamiętam bracie... Wszystkiego Najlepszego i kocham Cię. - wymamrotał, kompletnie pijany.
W moich oczach zebrały się zły. Wszystko wróciło... Wszystkie wspomnienia ożyły! Tak cholernie mi go brakowało. Wiedziałem, że jedno moje słowo i Jordan by wrócił, ale byłem zbyt uparty i głupi. Nadal uważałem go za brata. Nawet po tym co mi zrobił. Nie dało się wymazać kliku lat z pamięci od tak..
- Dobra... To ja już pójdę i nie będę Wam przeszkadzał. Miłej imprezy! - postawił mi przed nogi wielkie pudło i ruszył w stronę ulicy chwiejnym krokiem.
- Chwila, chwila! Piotrek stój! Nigdzie Cię nie puszcze w takim stanie! - zaciągnąłem go mojego pokoju i ułożyłem na kanapie.
Wiedziałem, że tu będzie miał święty spokój. Nigdy nie wybaczyłbym sobie gdyby coś się stało... Gdy tylko zasnął, ja wróciłem na urodzinową imprezę. Bardzo dobrze się bawiłem, chodź ani na chwilę nie przestałem myśleć o Piotrku. Impreza skończyła się nad ranem. Szybko ogarnąłem wszystko z Olą i postanowiliśmy położyć się do łóżka. Przed pójściem spać postanowiłem rozpakować jeszcze prezent od Jordana. Bez wahania rozpakowałem duże pudło. Dokładnie w tej chwili gdy ujrzałem co jest w pudle poczułem ciepło tam w środku... Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, była koszulka jego zmarłego ojca, który kiedyś był legendarnym piłkarzem. Widziałem, że to jedyne najważniejsza rzecz , która została Piotrkowi o tacie. Nie mogłem pozwolić, żeby oddał mi coś tak cennego by mnie uszczęśliwić. Wiedziałem, że nasza przyjaźń jeszcze nie zgasła do końca i na pewno dałoby się ją uratować. W pakiecie była jeszcze Finlandia i dwie płyty. Na samym dnie pudla leżała przyklejona koperta...
Zszedłem na dół i włączyłem telewizor. Na ekranie pojawił się Neymar, Messi i Suarez składający mi życzenia, potem kolejno wyszli Pique, Sanchez, Puyol, Iniesta i reszta zawodników Barcelony. Wszyscy powiedzieli kilka miły słów na mój temat. Uśmiech namalował się na mojej twarzy. To na prawdę była miła niespodzianka od chłopaków. Potem do odtwarzacza DVD włożyłem kolejną płytę. Na ekranie telewizora zobaczyłem młodego mnie i młodego Jordana. Na zdjęciu widniał rok 1997... Dokładnie po trzech zdjęciach pojawiał się kolejny rok. Tak aż do 2015r. Pod ostatnim zdjęciu widniał napis : " Prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko... ".
Został jeszcze list, który bałem się czytać... Nie wiedziałem co tam mogę znaleźć. Nie miałem pojęcia czy byłem gotowy by go przeczytać! Wiedziałem, że muszę się przełamać... Po kilkunastu minutach wpatrujących się w kartkę w końcu go przeczytałem...

" Stary piszę to jak jeszcze jestem trzeźwy, więc możesz liczyć na coś poważniejszego... Po pierwsze chciałem Ci życzyć wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia i zero kontuzji. Ślubu z Olką i gromadki dzieciaków ! A po drugie. To już trudniejsza część...
Michał, wiem że wszystko spieprzyłem. To trudno wyjaśnić, ale po prostu nie chciałem Cię martwić. Wiem, że przeżywałeś to bardzo i strasznie chciałem cie za to przeprosić. Doskonale wiedziałem, ze nie tolerujesz kłamstwa, ale myślałem, że mi wybaczyć gdy dowiesz się dlaczego to zrobiłem... Uwierz, że na prawdę nie chciałem odchodzić z klubu, ale nie miałem wyjścia. Moja matka jest chora, ma raka i musiałem zmienić klub, by zdobyć pieniądze. Prezes Legii zaproponował mi dobrą sumę. Musiałem też zlicytować dom by pokryć wszystkie koszty. To na prawdę jest dla mnie trudne, ale nie widziałem innego rozwiązania.
Stary na prawdę nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni dlatego, że nie chciałem od ciebie współczucia i litości. Teraz jestem świadomy, że powinienem Ci powiedzieć od razu. Chciałbym wszystko odbudować! Ciężko mi myśleć o tym, że człowieka, którego traktuje jak brata mam tak po prostu mijać bez słowa na ulicy. Chciałbym, żebyś mi wybaczył, bo człowiek popełnia błędy... Bez względu na twoją decyzje pamiętaj, że zawsze możesz do mnie wpaść, a ja przyjmę Cię z otwartymi ramionami. Bo jeśli moja matka... Nawet wolę o tym nie myśleć! To tylko Ty zostaniesz moją jedyną rodziną... Nie myśl sobie teraz, że chce wziąć Cie na litość. Ale właśnie dlatego nie chciałem Ci tego mówić Stary! Jesteś najlepszym kumplem i ciesze się, że cię poznałem. "

Nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo przejęły mnie jego słowa. To na prawdę dużo jak na Jordana. Z moich oczu popłynęły łzy. Mój przyjaciel miał duży problem, a ja dołożyłem mu kolejny. Zamiast go wspierać...Złożyłem kartkę papieru i ruszyłem do swojego pokoju, by porozmawiać z Jordanem, ale go już tam nie było. Musiał wyjść jak oglądałem filmiki, albo czytałem list... po tylu latach przyjaźni nie mogłem tego tak zostawić. Zapytałem siostry gdzie teraz mieszka Jordan i bez zastanowienia pojechałem pod jego mieszkanie. Szybko wyszedłem z taksówki i pobiegłem pod numer mieszkanie przyjaciela... Zadzwoniłem raz... dwa... trzy... Usłyszałem krzyk Piotrka " Już idę! ". Widziałem duże zaskoczenie na mój widok. Domyśliłem się, że kogo jak kogo ale mnie się tu nie spodziewał. A jednak... Jestem!
- Co Ty tu robisz !? - zapytał zszokowany.
- No... też miło Cie widzieć... - powiedziałem dość spontanicznie.
- Przepraszam, wejdź! - otworzył szerzej drzwi. - Więc co Cię do mnie sprowadza ? - zapytał w końcu.
- Dzięki za prezent, ale nie wezmę tego od ciebie. Filmik i wódka wystarczy. - położyłem koszulkę na łóżku. - Wiem jak ona jest dla ciebie ważna. Nie chce jej Piotrek... - dodałem dość poważnie.
- Właśnie... Jest ważna na tyle, że postanowiłem sprezentować ją tobie. Tata byłby szczęśliwy...
- Nie Jordan! Twój ojciec będzie szczęśliwy jeśli zatrzymasz najważniejszą rzecz taty dla siebie! Nie wezmę jej i koniec tematu... - oparłem się o ścianę zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Słuchaj... Chce Ci to wszystko wyjaśnić! Mogę ? - pokiwałem przecząco głową. - Daj mi szan... - przerwałem mu.
- Ja już wszystko wiem! Iiii to ja powinienem Cię przeprosić. Wiem, ze potrzebowałeś wparcia, a ja się obraziłem nie wysłuchując twojej wersji.
- Nie Michał! - krzyknął. - Nie chce litości rozumiesz ? Właśnie dlatego nie chwaliłem się tym na prawo i lewo... - powiedział zrezygnowany.
- Wiem! Ale ja cie nie zostawię. To by było nie w porządku. Ty zrobiłbyś to samo... Pomogę Ci, tak jak Ty pomógł byś mnie.
Podszedłem do Jordana i przytuliłem go. Poczułem na sobie jego łzy. Cieszyłem się, że to w moje ramie chcę się wypłakać. Miałem pewność, że teraz pomiędzy mną, a Piotrkiem będzie w porządku...

poniedziałek, 5 października 2015

Rozdział 10 "Dobrych przyjaciół trudno znaleźć, a jeszcze trudniej zapomnieć!"

Ktoś dobijał się do moich drzwi. Mała nie chciała wypuścić mnie z objęć. Nie chciałem wychodzić z łóżka, chodź domyślałem się kto do mnie przyszedł. Wyszedłem w samych spodenkach i otworzyłem drzwi , w których był Neymar. Tak szybko minął mi czas, że nie miałem pojęcia która jest godzina, a przecież umówiłem się z przyjacielem. Piłkarz wszedł do salonu, a ja zahaczyłem o kuchnie po piwo. Przeczuwałem, że to nie będzie łatwa rozmowa. Gdy tylko zobaczyłem go na sofie z głową w dłoniach byłem pewny, że ma jakiś problem. Podałem mu piwo i usiadłem obok niego.
- Dobra, stary do rzeczy... Wiem, że coś jest nie tak. Zauważyłem to już wczoraj. - musiałem przerwać ta ciszę.
- Daj spokój... Mam już wszystkiego dość, rozumiesz ?! Enrique nie wpuszcza mnie na boisko od mojej operacji... Za każdym razem obiecuje, że wyjdę w następnym meczu. Ostatnio grałem jakieś 15 min i to jakiś miesiąc temu. Lekarze już dawno potwierdzili, że jestem w formie i mogę w 100% grać w meczach i nic mi nie zagraża. - popatrzył na mnie.- Myślałem nad tym czy by aby nie odejść z Barcelony. Wiem, że to było moje największe marzenie i spełniłem je, ale chce się realizować zawodowo!
- Eeej Ney, nie podejmuj takiej decyzji tak pochopnie i pod wpływem emocji, co ?! Wiem, że to trudne ale może trener chce jeszcze poczekać, aż wrócisz do największej formy. Rozumiesz mnie prawda ? - liczyłem na potwierdzenie z jego strony.
- Tak, rozumiem. Ale ja potrzebuje gry i rywalizacji. To najlepszy powrót do formy. Po za tym po co obiecuje mi rzeczy, których nie potrafi spełnić... Po za tym myślę nad tym już od paru tygodni i na razie nie mam powodów żeby zmienić decyzję.
- Wiem co powinieneś zrobić Neymar. - spojrzał na mnie z nadzieją.- Powinieneś porozmawiać o tym z trenerem w cztery oczy i powiedzieć co i jak. - pokiwał twierdząco głową.
- Masz racje, stary! Dzięki, że chciałeś ze mną pogadać i poświęciłeś mi chwilkę.
Przyjaciel w końcu się uśmiechnął i czułem, że to nie jest wymuszony uśmiech. Podał mi rękę z którą przybiłem piątkę. W końcu w salonie pojawiła się Aga. Piłkarz spojrzał na nią jakby się od nowa zakochał. Szturchnąłem go ramieniem i uśmiechnąłem się dając znak, że to widziałem.
- Cześć Agnieszka! - odezwał się kolega po fachu z uśmiechem na ustach.
- Cześć Ney! - również odwzajemniła uśmiech.
Fakt moja siostra dzisiaj wyglądała na prawdę pięknie. Od śmierci jej przyjaciółki nie widziałem jej umalowanej i wystrojonej a tu proszę dzisiaj przeszła samą siebie. Byłem ciekaw czy już widział ją Piotrek. Gdy Aga poszła do kuchni postanowiłem opowiedzieć przyjacielowi co wydarzyło się ostatnio jej życiu, a on zdecydował, że pójdzie z nią pogadać. Zgodziłem się, bo wiedziałem, że Ney na pewno poprawi jej humor i siostra na pewno w końcu pogodzi się z tym co się stało. Piłkarz był mistrzem takich rozmów... Nie myliłem się! Chwilę później usłyszałem śmiech ich oboje dochodzący z kuchni. W tym czasie Jordan przeszedł przez pokój i właśnie ruszył w stronę kuchni nie zwracając na mnie uwagi. Czułem, że może wyjść z tego jakaś awantura. Nagle przyjaciel stanął w drzwiach jakby zobaczył ducha i po chwili wybiegł z domu ! Byłem bardzo ciekawy co się stało, że tak zareagował. Wybiegłem za nim zakładając na siebie kurkę. Piotrek siedział na ławce przed domem, a w oczach miał łzy.
- Stary, co się st...? - nie zdążyłem dokończyć, bo przyjaciel mi przerwał.
- Oni się całowali. - powiedział, zamykając oczy z których poleciały łzy.
- Nie no co ty gadasz... Na pewno? - nie mogłem w to uwierzyć...
- Nie kurwa ślepy jestem! Idź stąd chce zostać sam. - nie zamierzałem nigdzie się ruszyć. - Wypierdalaj, nie wyraźnie mówię!? - Siedziałem jak wryty, ale postanowiłem nie zmieniać zdania.
Nie wiedziałem co o tym myśleć. Czy to może być prawda, że Aga i Neymar... Aż nie mogłem w to uwierzyć. Nie potrafiłem siedzieć i czekać. Postanowiłem pójść i to wyjaśnić! Zostawiłem płaczącego Jordana i poszedłem zdenerwowany prosto do kuchni. I zastałem ich po dwóch stronach stołu. Oboje byli bardzo poważni! Jestem ciekawy co mają mi do powiedzenia...
- Gdzie jest Piotrek ? - zapytała Aga, nie patrząc na mnie.
- Na dworze. - odpowiedziałem cicho.
Agnieszka bez namysłu ruszyła na dwór w samej sukience. Wiedziałem, że muszą to sobie wyjaśnić. A ja w tym czasie zamierzałem popytać brazylijskiego piłkarza co się tu stało przed chwilą. Chciałem wiedzieć czy to co powiedział Jordan było prawdą. Usiadłem na miejscu Agnieszki i popatrzyłem pytająco na przyjaciela. Lecz on milczał...
- Powiesz mi co tu przed chwilą się wydarzyło ? - zapytałem jeszcze spokojny.
- Nic. - odpowiedział jakby mój do jakiejś nieznanej osoby.
- Mów do cholery co się tu stało ! - powoli traciłem panowanie nad sobą.
- Okej, tylko nie rzuć się na mnie z łapami. - spojrzał mi prosto w oczy. - Pocałowałem twoją siostrę, ale nie mam pojęcia dlaczego. Nie chciałem tego, bo kochał Bunę i dla jasności ona też nie chciała... - złożyłem rękę w pięść.
- Co zrobiłeś ?! - zapytałem zaskoczony, oczekując na inną odpowiedź.
- Już sobie z nią wszystko wyjaśniłem. Nie jest zła, więc ty też się nie denerwuj.
- To lepiej wyjaśnij to wszystko Jordanowi, bo on to widział i właśne wydaje mi się, że myśli inaczej!
Odpowiedziałem odchodząc zdenerwowany od stołu. Jeszcze chwila a bym nie wytrzymał i go uderzył, a tego sam nie chciałem robić. Lubiłem Neya i uważałem go za przyjaciela, ale to to zrobił było totalnie głupie i nie odpowiedzialne...

W tym samym czasie oczami Agnieszki:

Wybiegłam z domu jak szalona, ale wiedziałam, że Piotrek nas widział. Nie miałem pojęcia dlaczego Neymar tak się zachowywał, aż mi wszystkiego nie wyjaśnił. Dosłownie rozumiem co może teraz czuć Jordan. Tylko mogę domyślić się jak to wyglądało w jego oczach. Wiem, że muszę mu to wyjaśnić. Boje się tylko tego, że nie będzie chciał mnie wysłuchać... A mi cholernie na nim zależy! 
Nadał siedział na ławce przed domem. Miał schowaną głowę w dłoniach. Nie musiałam zgadywać, że jest załamany i że płacze. Znam już go na tyle długo, że mam świadomość jak na prawdę uczuciowy jest mój chłopak. Właśnie... Czy on nadal da się nazywać moim chłopakiem ?! Chodź niczego złego nie zrobiłem to czułam się winna. Powoli podeszłam do niego, chodź widziałem, że to będzie arcy trudna rozmowa! Usiadłam tuż obok i złapałem go za ręce, by zobaczyć jego twarz. Tak jak się spodziewałam, był totalnie zapłakany i smutny. Zabolało mnie serce gdy spojrzałam w jego oczy wypełnione żalem... Co prawda ni wyrwał się z moich objęć, tyko patrzył bez żadnego odzewu.
- Powiem coś banalnego, ale to prawda... - odetchłam głęboko. - Kocham Cię najmocniej na świecie i to Ty się dla mnie liczysz... - próbował mi przerwać. - Wysłuchaj mnie proszę... To co zrobił Neymar to jedna wielka pomyłka. Sam mi to powiedział od razu po tym jak się mu wyrwałam. On kocha swojego synka i dziewczynę, a ja kocham ciebie i to się nie zmieni. 
- Chcesz mi powiedzieć, że to co zobaczyłem to jedna wielka pomyłka, tak ? - wciąż wpatrywał się w ziemie.
- Trudno w to uwierzyć, ale tak. To co zobaczyłeś to pomyłka Piotrek. 
- Powiedz, dlaczego mam ci wierzyć ?! - w końcu na mnie spojrzał.
- Nie wiem, jeśli mnie kochasz to powinieneś mi uwierzyć, a jeśli nie to oboje będziemy tego żałować. - pokręciłam głową...
- Nie mam pojęcia dlaczego ale wszystko w głowie, a przede wszystkim sercu mówi mi, że to jest prawda.  Albo jestem cholernie głupi albo....
- Cholernie mnie kochasz! - odpowiedziałem licząc na taką odpowiedź. - A teraz skorzystając z okazji muszę Ci coś powiedzieć... Chcę Ci podziękować i przeprosić na te ostatnie dni jakie ze mną przeżyłeś. Za to, że nie zostawiłeś mnie w tych trudnych chwilach gdy cię wyganiałam do domu i nienawidziłam całego świata! Za to, ze nie pozwoliłeś mi popełnić tego cholernego głupstwa i wiem, że nie spałeś całą noc aby tylko mnie pilnować. Dlatego chce ci powiedzieć, że nawet ze względu na to czy zapomnisz o tym co się wydarzyło przed chwilą czy nie Bardzo, bardzo, bardzo Ci dziękuje i przepraszam! Ale Kocham Cię jak nikogo innego. - Poruszył się nerwowo. -Powiedz coś, proszę...
- Też Cię kocham. - powiedział po dość dłużej chwili. - A wracając do tamtego przykrego incydentu chciałem Ci powiedzieć, że jeślibyś to zrobiła to ja zrobiłbym to zaraz po tobie!
Bez żadnego namysłu przytuliłam się do jego umięśnionej klatki piersiowej. Czułam się bezgranicznie bezpieczna. Cieszyłam się, że mam takiego cudownego mężczyznę tylko dla siebie. Wiedziałem że jest mój i tylko mój! Poczułam na jego rękach ciarki, który ja również miałam. 
- Chodźmy do domu, bo jest zimno, co ?! - kiwnął twierdząco głową.

Oczami Michała :

 Nie chciałem, żeby chłopaki byli pokłóceni. Chciałem żeby Neymar wytłumaczył wszystko Piotrkowi. Gdy tylko moja siostra wróciła z chłopakiem, piłkarz wziął się do roboty i wyjaśnił sobie wszystko z Jordanem. Na szczęście przyjaciel zrozumiał i po chwili wszyscy siedzieliśmy i piliśmy piwo! Nie sądziłem, że mój przyjaciel może być aż tak bardzo wyrozumiały. Bardzo ale to bardzo ucieszyłem się z takiego obrotu spraw.
- Przyjdźcie dzisiaj do mnie na imprezę, wszyscy! - popatrzył na Agę i Piotrka. - A teraz już będę się zbierał i tak już tu trochę posiedziałem.
- Odprowadzę Cię. - powiedział nagle Jordan.
Tym czasem ja odprowadziłem ich wzrokiem. Razem z siostrą próbowaliśmy wyłapać co do siebie powiedzieli... Udało mi się usłyszeć tylko przeprosiny Neya i niestety nic więcej.
Mój "brat" i siostra bardzo chcieli pójść się bawić. Ja postanowiłem zostać w domu z Olą, która nie za dobrze czuła się tego wieczoru. Nie chciałem zostawić ją samą, bo czułem się za nią odpowiedzialny! Zakochanej parze życzyliśmy udanej imprezy. Ja postanowiłem wynagrodzić Aleksandrze ten wieczór i zrobiłem pyszną kolacje przy świecach. Moja przyjaciółka była zachwycona i strasznie ucieszyło ją to co przygotowałem. Zaprosiłem ją na dół i zjedliśmy wspólnie kolacje.Poruszyliśmy wiele tematów dotyczącej jej jak i mnie! Bardzo miło spędziliśmy czas... Zacząłem czuć coś więcej. W końcu zmieniłem podejście do naszej znajomości. Siedząc z nią, wtuloną we mnie zrozumiałem kogo jak właściwie mam przy sobie. Dopiero teraz dostrzegłem jakie mam przy sobie szczęście. Przy niej każda chwila była taką miłą, szczęśliwą.
- Ola, dziękuje Ci że tu ze mną jesteś. Nie często zdarza mi się mówić takie rzeczy, ale... Dzięki tobie czuje się na prawdę szczęśliwy i spełniony. - pocałowałem ją w czoło.
- To ja powinnam Ci podziękować za wszytko co mnie spotkało dzięki tobie. Cieszę się, że mogę tu z tobą być bo jesteś wyjątkowy wiesz ? - czułem, że się uśmiecha.
Odciągnąłem ją od siebie, podniosłem lekko podbródek i spojrzałem w jej niesamowite piękne niebieskie oczy. Nie mogłem się powstrzymać i pocałowałem ją tak delikatnie jak tylko mogłem... Lecz po chwili czar prysł i wszystko przepadło. Ola powoli odciągnęła się ode mnie i opuściła głowę w dół.
- Przepraszam, ale nie za dobrze się czuje!
- Jasne, rozumiem. Nie przejmuj się. - przytuliłem ją do sobie.
Wziąłem ją w ramiona i zaniosłem do sypialni. Uszanowałem jej decyzje, ale nadal chciałem być blisko niej. Położyłem się obok i czekałem aż zaśnie.

Tymczasem oczami Agnieszki:

Na imprezie u piłkarza tak jak myślałam byli wszyscy piłkarze z Barcelony. Na początku czuliśmy się trochę nieswojo bez mojego brata, ale po czasie wczuliśmy się w klimat imprezy i po prostu zaczęliśmy się bawić. Byłam szczęśliwa, że wybraliśmy się tu razem z Jordanem. Musiałam się oderwać od pewnych myśli i rozerwać się jak prawdziwy młody człowiek. Wiem, że moja przyjaciółka by tego chciała! Piotrek bawił również dobrze jak ja. Oboje znaliśmy już wszystkich piłkarzy i bez problemu wypiliśmy z nimi drinki. Szkoda było mi tylko tego, że mój brat i Ola nie mogli tu być razem z nami. Miałam nadzieje, że bawią się równie dobrze jak my.
W pewnym momencie podszedł do nas Ney z Bruną. Piotrek gwałtownie zmienił wyraz twarzy. Czułam, że może wyjść coś niespodziewanego z tej rozmowy... Widocznie mój chłopak nadal pamiętał to co wydarzyło się parę godzin wcześniej i tylko udawał zadowolonego. Nie chciałem pozwolić by coś powiedział przy narzeczonej piłkarza, więc postanowiłam pójść z nim na spacer.
- Co się dzieje kochanie ?! - zadając pytanie wiedziałam co mi odpowie.
- Nic. - objął mnie i przyciągnął do siebie.
- Nie oszukasz mnie... - zabrałam rękę, którą trzymał na mojej tali. - Albo powiesz o co chodzi, albo...
- Albo co?! Pójdziesz do tego nędznego piłkarzyny ?! - W końcu wybuch. - No idź do niego idź! Przecież Cie nie zatrzymuje! - krzyczał.
A ja również nie wytrzymałam i dostał w twarz. Jak on mógł tak myśleć. Kocham go całym sercem i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie zdradziłam go do cholery, nawet nie chciałem tego cholernego pocałunku, a on uważa mnie za jakąś tanią dziwkę! Łatwo oceniać człowiek , który niczego nie zrobił... Nie potrafiłam na niego patrzeć... Żal zamienił się w złość. Jeśli mi nie ufa... To nawet nie potrafię wyobrazić sobie naszego związku. Popatrzyłam na niego bez emocji, obróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie. Po chwili usłyszałam znajomy głos, który był coraz głośniejszy. Nie miałam ochoty go słuchać ani patrzeć na niego. Czułam się zraniona, bo chodź nic nie zrobiłam i to nie była moja wina, on myślał inaczej. Uważał mnie za pannę do towarzystwa.
~ Nie tym razem! - pomyślałam.
Nabrałam szybszego tempa żeby odpuścił, ale przecież miałam do czynienia z piłkarzem. W końcu mnie dogonił i zagrodził mi drogę. Próbowałam go ominąć lecz bezskutecznie. Zaczęłam uderzać go w klatkę piersiową z całych sił, a on mi na to pozwalał. Nagle emocje puściły i z moich oczu popłynęły łzy. Ogarnęła mnie pustka... Poczułam na sobie dłonie Piotrka, które przyciągnęły mnie do jego ciała. Tak bardzo chciałam mu wygarnąć wszystko co mi leżało na sercu, ale nie potrafiłam wydobyć z moich ust żadnego słowa. Staliśmy tak jakieś 10 min... On wtulony we mnie, ja stałam bez ruchu. Wiedział, że tego potrzebuje, chodź właściwie chciałabym również przeprosin. Wtedy poczułabym się lepiej! I jakby czytał mi w myślach, nagle się odezwał...
- Przepraszam. Wcale tak nie myślę. - Pocałował mnie w głowę.
Nadal nie wydusiłam z siebie ani słowa. Czekałam aż się otworzy i powie wszystko co ma na sercu. Bo ludzie, którzy są blisko mówią sobie takie rzeczy!
- Po prostu... Jak Was zobaczyłem w kuchni całujących się... Coś się we mnie zagotowało. Nie potrafiłem dopuścić do siebie innej wiadomości niż, że mnie już nie kochasz! - zamilkł na chwilę. - A gdy zobaczyłem go na tej imprezie miałem ochotę mu przywalić, a Brunie wszystko wygarnąć...
Poczułam jak coś kapie mi na głowę i to na pewno nie był deszcz, bo niebo było bezchmurne. Wiedziałam, że to były łzy Piotrka. Poczułam dziwną ulgę, że w końcu coś zrozumiał. Ja chciałam mu udowodnić jak bardzo go kocham. Odsunęłam się od niego i spojrzałam w jego piękne zielone, zapłakane oczy... Bez namysłu zaczęłam go całować tak namiętnie jak tylko było to możliwe. Poczułam radość, gdy odwzajemniał pocałunku.
- Kocham Cię. - przerwałam na chwilę. - Kocham! - pocałunek. - Kocham. - ponownie. - Kocham! Jesteś jedynym mężczyzną w moim życiu, któremu tak bardzo ufam! Nie chcę żebyś myślał, że jestem dziwką, która się nie szanuje i poleci na bogatego, sławnego piłkarza... Co prawda poleciałam na piłkarza ale na wyjątkowego i cudownego chłopaka, który się nie wywyższa i kocha to co robi! - położyłam rękę na jego piersi.- Bo w końcu taką mnie nazwałeś. Może nie wprost ale to miałeś na myśli... - przyłożył mi palec na ust.
- Wcale tak nie myślę. - powtórzyłem. - Powiedziałem to w złości, ale dla mnie jesteś wyjątkową kobietą, która wie czego chce i jest miłą, młodą i piękną damą. - przytulił mnie. - Co Ty na to żebyśmy wrócili do domu ? - pokiwałam twierdząco głową.
Do domu mieliśmy co prawda parę kilometrów ale postanowiliśmy się przejść. Przeszliśmy całą drogę w milczeniu. Byłam pewna, że oboje wiedzieliśmy czego chcemy i kogo chcemy w swoim życiu. Ja chciałem jego, a on, miałam nadzieje, że chce mnie. Po powrocie do mieszkania postanowiliśmy od razu się położyć, bo w końcu jutro w południe mamy wylot.

*************************************

Miesiąc później! Po powrocie z Hiszpanii zacząłem treningi w klubie. Zaskakująco od 2 tygodni nie widuje na nich Jordana. Sam twierdzi, że chciał odpocząć od piłki i dokończyć pracę magisterską, ale coś mi tu nie grało. Piotrek już dawno stwierdził, że nie skończy studiów, a tu nagle taka zmiana. W sumie każdy ma swoje przemyślenia i może faktycznie przyjaciel wydoroślał i postanowił skończyć tą pracę. Pewnego dnia coś podkusiło mnie i poszedłem porozmawiać z trenerem na temat mojego najlepszego kumpla.
- Trenerze, możemy pogadać ? - zapytałem tuż po treningu. 
- Jasne, chodźmy do mojego gabinetu. A o czym chcesz porozmawiać ? - ruszyliśmy w stronę budynku.
- O Piotrku, trenerze. - uśmiechnąłem się na samą myśl jak to mogło wyglądać. - Mogę wiedzieć kiedy Jordan wróci do treningów ?! Skurczybyk nie chce mi niczego powiedzieć, a jakoś lubiłem z nim trenować.
- Chyba powinniście sami o tym pogadać, Michał. Nie chce wtrącać się w wasze sprawy. - Coś zaczynało mi się nie zgadzać. 
- Przecież to nie jest jakaś prywatna sprawa. Trener mi powie i już.- Uśmiechnąłem się.
- Michał, słuchaj... Nie wiem co powiedział Ci Jordan, ale on nie przerwał treningów, tylko...- zamilkł na chwilę, jakby to miało zaakcentować powagę sytuacji. - Piotrek gra dla drużyny przeciwnej. On już nie jest moim piłkarzem. Nie gramy do jednej bramki. - zamurowało mnie.
Nie miałem pojęcia co powiedzieć i co myśleć. Dlaczego ten dureń mi tego nie powiedział. Jak on mógł mi to zrobić... Zdziwiło mnie to że mógł przejść do naszego największego rywala i było mi strasznie przykro że odszedł bez pożegnania. Wiedziałem, że już nie będzie jak dawniej. Szybko wyszedłem z gabinetu trenera, kierując się ku wyjściowi. Słyszałem krzyki trenera, ale w tamtej chwili nie interesowało mnie to. Musiałem do niego pojechać i z nim to wyjaśnić. Czułem to że jest jakiś głupi żart, w dodatku nie śmieszny. Niestety nie zastałem go, a co dziwne jego mieszkanie było wystawione na sprzedaż. Więc jednak musiała to być prawda... Jutro mieliśmy z nimi mecz i wiedziałem, ze jeśli to prawda to zobaczę go na tym boisku.
               Aktualnie trenowaliśmy na stadionie przed meczem i wiedziałem, że za chwilę się tu zjawią . W końcu ujrzałem ich i pośród nich był Piotrek. Więc jednak to wszystko prawda! Miałem ochotę dać mu w pysk za to co zrobił... Gdy tylko mnie zobaczył, ruszył w moją stronę. 
- Cześć Kumplu ! - Uśmiechnął się, wyciągając do mnie rękę.
- Czekaj, czekaj... Kim mnie nazwałeś ?! - zaśmiałem się. - Nie masz prawa nazywać mnie przyjacielem. Jestem pewny, że nawet nie wiesz co to słowo znaczy...
- Ale...
- Nie Piotrek, Kurwa! Przez 3 tygodnie mnie okłamywałeś. Przez ten cholerny czas ciągle wciskałeś mi kit, zamiast normalnie powiedzieć o swojej decyzji. Zrozumiałbym, jeśli byś mi to wytłumaczył, a nie okłamywał. Nie wspominając o tym, że w ogólnie nie zamierzałeś mi o tym powiedzieć, gdyby nie trener... Wszystko zniszczyłeś, dosłownie wszystko. Niee, to nie jest przyjaźń. Ja pierdole Ty... - To było za wiele.
- Stary, przepraszam no! Nie chciałem, żeby tak wyszło, na prawdę. Jestem debilem, to chciałeś usłyszeć?!
Pokręciłem przecząco głową. Odwróciłem się i ruszyłem w kierunku szatni. Zdjąłem meczową koszulkę i wręczyłem ją trenerowi.
- Nie zagram dzisiaj. Może mi trener nawet kare pieniężną dać, nie zagram. Nie dam rady. 
Kiwnął twierdząco głową. Podjąłem decyzję i nikt by mnie dzisiaj nie przekonał. Wróciłem do szatni, przebrałem się i wszedłem na trybuny gdzie była Aga. Wiedziałem, że straciłem przyjaciela... Jeśli tak mogłem go nazwać. Jordan patrzył w moją stronę. Moja siostra miała na sobie koszulkę mojego klubu i szalik klubu Piotrka. 
- Czemu nie grasz ? Coś się stało ? - zapytała gdy siadałem obok.
- Wiedziałaś ?! - zaśmiałem się.
Spojrzała na mnie, a potem na swojego chłopaka. Kiwnęła twierdząco głową, a mi z oczu popłynęły łzy. Jeszcze raz popatrzyłem na rozgrzewającego się Piotrka i ruszyłem załamany w drogę powrotną. Nie mogłem oglądać tego meczu. Nie jak po drugiej stronie grał człowiek, którego znam jak własnego brata. 
Zaszyłem się w domu nie odbierając od niego telefonu. Po 2 w nocy gdy się właśnie obudziłem, mój telefon się zaświecił... Miałem 20 nieodebranych połączeń od Jordana, 3 od mojej siostry i 10 od Oli. 2 SMSy od Seby i Kamil. Mało mnie obchodziły treści tych SMS-ów ale postanowiłem zobaczyć co napisali. 
" Zostawiłeś nas w takim meczu. Jesteś cholernym tchórzem." ~Wiadomość od Kamila.
Na szczęście od Seby była już milsza wiadomość " Stary, nie przejmuj się tym dupkiem. Rozumiem Cię, więc jakbyś chciał pogadać to wal śmiało!".
Usnąłem ze słuchawkami w uszach, zaś obudziłem się wtulony z Olę. Nie wiem jak ona to zrobiła, że się nie obudziłem, ale było mi miło! 
- Hej słońce. Fajnie, że jesteś. - posłałem jej sztuczny uśmiech.
- Wiem, co się stało. Nie musisz udawać. - pogłaskała mój policzek.
- Nie chcę o tym gadać.
- Tak właśnie myślałam. Więc przyniosłam to... - z pod łóżka wyciągnęła połówkę Firlandii.- Tylko nie dużo bo masz trening dzisiaj.
Wypiłem skromne 3 kieliszki, a potem ruszyliśmy na trening. Dziwnie ćwiczyło mi się z Sebastianem. Po treningu dostałem opierdziel od trenera, ale przemyślał to i nie da mi żadnej kary. Cieszyłem się, że przynajmniej tyle dobrego... Chłopaki też już nie byli na mnie źli. A Kamil przeprosił mnie za wczorajszego SMSa! 
Może wszystko się ułoży...
__________________________________________________________
Cześć i czołem. Trochę mi smutno, że pod ostatnim rozdziałem nie było żadnego komentarza. Czasem myślę, czy wgl ktoś go czyta... Może go zawierzże albo w ogóle skończę...
Miłego Czytania!

niedziela, 20 września 2015

Rozdział 9 "Najtrudniej jest ukryć ból..."

Nazajutrz wszyscy, bez wyjątku pojechaliśmy na lotnisko. Mieliśmy do wylotu jakieś 2 godziny, które przebyliśmy w dobrej i zabawnej atmosferze. Punktualnie o 6:30 wylecieliśmy z Okęcia. Agnieszka siedziała razem z Jordanem, a Ola ze mną. Przyjaciółka była zachwycona, że będzie mogła zobaczyć Barcelonę! Co najlepsze okazało się, że to było jedno z jej marzeń. Hostessa, gdy tylko opuściliśmy Warszawę, przyniosła dziewczyną środki uspokajające. Aga zaraz po ich zażyciu usnęła i obudziła się dopiero na lotnisku w Barcelonie. Zaś Ola wtulała się we mnie przez całą drogę... Patrząc na nią, przypomniał mi się mój pierwszy lot do Hiszpanii! Oczywiście już był mi obojętny los Anety. Po tym co naopowiadała Pawłowi nawet nie chciało mi się z nią gadać. Podobno chciała mnie przeprosić, ale jakoś nie potrzebowałem tego. Aleksandra nadal nie mogła w to uwierzyć. Tak samo jak ja gdy zostałem wypożyczony do katalońskiego klubu! Doskonale ją rozumiałem. To może zabrzmi śmiesznie, ale rozumieliśmy bez słów!
Po odebraniu bagaży Aga z Piotrkiem pojechali od razu do domu. Moja siostra nie była w humorze na zabawy. Od śmierci jej przyjaciółki Agnieszka nie miała na nic ochoty. Jedynie, kto mógł jej poprawić humor był właśnie jej chłopak. Jordan jako przykładny chłopak, który ostatnio sobie nagrabił, zabrał ją do mieszkania. Na szczęście mój przyjaciel nie wypaplał tego co zdarzyło się na imprezie po zakończeniu turnieju. Ja zaś zabrałem Olę do kina, w którym często bywałem... Mała wybrała jakąś komedie, bo oboje nie mieliśmy ochoty na horror. Po dość średnim filmie zabrałem ją na przejażdżkę po tym cudownym mieście! Chciałem, żeby dla niej, Agi i Jordana ten wyjazd był wyjątkowy. Dla mnie to miasto to drugi dom. Przyjeżdżam tu, żeby się zresetować, wyluzować i wyłączyć dla normalnego świata. Ale przede wszystkim chciałem spędzić miło czas z przyjaciółmi, których uważałem za rodzinę. Miałem nadzieje, że ten wyjazd zapamiętają do końca życia, albo i jeden dzień dłużej. Przespacerowaliśmy się po Hiszpańskiej ziemi i na wieczór wróciliśmy do domu.
Aga spała wtulona w Jordana, a mój przyjaciel oglądał powtórkę meczu Hiszpanii z Brazylią. Wyglądali na taką cudowną parę, szczęśliwą i kochającą się. Cieszyłem się, że moja ukocha siostra znalazła sobie faceta. Co prawda nie byłem przekonany, żeby Piotrek tak łatwo się zaaklimatyzował w stały związek, ale jeśli na prawdę kocha Młodą to nie będzie żadnych wyskoków w bok!
Wszyscy byliśmy zmęczeni podróżą. Piotrek zaniósł swoją dziewczynę do sypialni. Ola też poszła się położyć. A ja z przyjacielem postanowiliśmy jeszcze wypić po jednym piwku na dobranoc, przy okazji oglądając mecz piłki nożnej!
- Jak Ci jest z Agnieszką ? - zapytałem nagle.
- W porządku. - odpowiedział nie odrywając wzroku z telewizora.
- Tylko w porządku ?! - zaniepokoiła mnie jego odpowiedź.
- Znów chcesz mnie pouczać ?! Jestem już dużym chłopcem i dam sobie radę. - Przyjaciel wykrzyczał na cały dom.
- Stary spokojnie, dziewczyny śpią! - próbowałem go uspokoić. - Po za tym nie zamierzam cię pouczać, baranie. Tak pytam, po prostu jestem ciekawy. Ty też mnie o to pytałeś jak byłem z Anetą... - trudno wypowiadało mi się jeszcze to imię.
- Okej, sorry. - przeprosił. - Ale co mam ci powiedzieć... - zaczął po chwili. - Że jest źle? Że przez tą śmierć jej przyjaciółki dogaduje się z nią gorzej... Że mniej mi mówi i czasem nawet wysyła do domu bez żadnych wyjaśnień !? - zakończył.
- Dlaczego mi tego nie powiedziałeś wcześniej ? - zapytałem zdziwiony.
- Bo sam wiesz, że nie lubię mówić o problemach, nawet tobie! - spojrzał na mnie. - A teraz koniec rozmowy. Idę spać i tobie też radzę. - wyszedł z pokoju.
Nigdy nie spodziewałbym się, że między nimi jest źle. Za każdym razem widzę ich szczęśliwych. Cholernie dobrze udają... Trochę zszokowała mnie ta odpowiedź Jordana. Wiem, że powiedział mi to żebym tylko nie truł mu dupy. Zastanawiałem się jak im pomóc to naprawić. Może gdy siostra pogodzi się z tym co spotkało jej przyjaciółkę znów będzie zachowywać się normalnie w stosunku do Piotrka i innych. Nigdy nie chciałem, żeby Agnieszka cierpiała. A nie pomyślałem o przyjacielu, który też może mieć ciężkie dni. W końcu muszę to nadrobić i zacznę od jutra! Chwilę później usłyszałem krzyk Jordana.. Strasznie mnie to przestraszyło. Mój przyjaciel nie był aż tak pijany, żeby stroić sobie żarty o tej porze. W końcu było już kilka minut po północy. Jak najszybciej wbiegłem po schodach na górę do ich pokoju. Zobaczyłem Agnieszkę wtulającą się w Piotrka. Obok nich na prześcieradle leżały 3 różne opakowania po lekach. Nie mogłem uwierzyć, że moja siostra chciała sobie zrobić takie głupstwo! Zdębiałem gdy spojrzałem na twarz Agi pełnej strachu. Bardzo powoli podszedłem do niej i spojrzałem jej w oczy.
- Wzięłaś coś? - milczała. - Aga to ważne... Czy połknęłaś jakiekolwiek tabletki ? - pokręciła przecząco głową, wtulając się w chłopaka.
- Ciiii, maleńka! Nie płacz już. - Piotrek próbował ją uspokoić.
Ja również próbowałem się uspokoić. Mało brakowało żebym nie wybuchnął. Co ona sobie myślała... Przecież nie wiem jak bym zareagował gdyby coś jej się stało. Tak bardzo ją kochałem. W oczach zebrały mi się łzy. Musiałem wyjść i się przewietrzyć. Ola nadal spała więc wykorzystałem sytuacje i ruszyłem na spacer. Byłem ciekaw jaki miała powód by móc zrobić coś takiego. Przecież normalny człowiek nie ma nawet taki myśli. Zastanawiałem się czy przypadkiem Aga nie jest chora. Może potrzebna jest jej pomoc psychologa...
Po bardzo długim spacerze wróciłem do domu. Przed pójściem spać chciałem jeszcze zajrzeć do ich sypialni. Siostra już smacznie spała nadal wtulona w przyjaciela. Zaś Piotrek leżał wpatrując się w Agę.
- Czemu nie śpisz ? - zapytałem tak cicho jak tylko mogłem.
- Będę ją pilnował. Nie chce, żeby popełniła głupstwo jak będę spał. - powiedział głosem pełnym opieki.
- To może poczuwamy razem ? - zapytałem.
- Nie, idź. I tak nie mam ochoty spać. - uśmiechnął się sztucznie. - Dobranoc.
- Dobranoc. - opowiedziałem, wychodząc z pokoju.

*****************************************

Wstałem z samego rana chodź położyłem się późno. Jordana jednak zmógł sen. Zajrzałem do nich tuż po wyjściu z pokoju. Czasem na prawdę ze mnie ranny ptaszek. Wziąłem szybki prysznic i postanowiłem przygotować nam wszystkim śniadanie! Gdy wszyscy wstali kanapeczki i herbata była już gotowa na tarasie. Chciałem zjeść ze wszystkimi i porozmawiać... W szczególności miałem nadzieje, że uda mi się nawiązać rozmowę z moją siostrą. Cały cudowny, piękny i ciepły poranek przesiedzieliśmy na tarasie rozmawiając. Co najważniejsze Agnieszka zaczęła się udzielać i to dość poważnie. Byłem bardzo miło zaskoczony i cieszyło mnie to, że moja siostra zaczyna żyć normalnie. Miałem nadzieje, że już takie akcje się nie powtórzą, ale nadal chciałem z nią porozmawiać. Przyjaciel razem z Olą zostawili nas samych. Aga siedziała skubiąc obrus, a ja kompletnie głupi nie wiedziałem jak zacząć tą poważną rozmowę.
- Dlaczego chciałaś to zrobić ? - zapytałem w końcu. Chodź nie wiedziałem czy to jest odpowiednie pytanie.
- Nie wiem. - odpowiedziała, bez namysłu. - Nie dawałam sobie z tym wszystkim już rady.
- Z tym wszystkim ? - zapytałem nie rozumiejąc co ma na myśli.
- Strasznie przytłoczyła mnie śmierć mojej przyjaciółmi. - spojrzała do góry. - Czułam się nie potrzebna i nie kochana. Miałam wrażenie, że nikogo nie obchodzę... - zamknęła oczy.
- Aga, no co ty gadasz... - powiedziałem głosem pełnym troski. - Rodzice cię kochają, Jordan cie kocha. Nawet nie wiesz jak ja cię mocno kocham. Jesteś moją siostrą i obchodzisz mnie jak nikt inny! 
Podszedłem do niej bez namysłu i przytuliłem ją tak mocno jak tylko mogłem. W tamtej chwili poczułem się winny tego co się wydarzyło tej nocy. Wszystko stało się jasne... Agnieszka nie czuła troski i podparcia w tak ważnych dla niej chwilach. Przez dłuższy czas siedzieliśmy razem na tarasie. Siostra nadal wtulała się we mnie. Opowiadaliśmy sobie śmieszne wydarzenia z przeszłości.
- Aga...- spojrzała mi w twarz. - Obiecaj mi, że więcej nie zrobić... Po prostu mi to obiecaj! - w oczach miałem łzy. - Cokolwiek się wydarzy nie zrobisz tego!
- Obiecuje Michał. Nie martw się więcej nie popełnię takiego głupstwa! - wtuliła się w moją klatkę.
Cieszyłem się, że usłyszałem to z jej ust! Wierzyłem, że spełni obietnice.

Wszyscy bez wyjątku wieczorem wyruszyliśmy na stadion Camp Nou. Przed halą były 3 potężnie wielkie kolejki, które nie widziały końca. Na szczęście mieliśmy wejściówki VIP i wychodziliśmy całkiem innym wejściem. Siedzieliśmy w loży razem z -Patricią - żoną Villi, Bruną i Davidem Luccą - dziewczyną i synem Neymara, Antoniellą - żoną Messiego i Shakirą - dziewczyną Pique! Przed samym meczem przyszedł do nas Ney. Dałem mu przysłowiowego kopa na szczęście i życzyłem powodzenia! O równej 19:30 chłopaki wyszli na murawę. Leo przybił żółwika z Suarezem, sędzia dmuchnął w gwizdek i chłopaki zaczęli grę. Rozpoczęła się pierwsza połowa. Nie przepadałem za Realem, chodź do wszystkich zawodników miałem wielki szacunek za to co robią. Liczyłem na dobrą piłkę i oczywiście wygraną Barcelony. Mecz był totalnie zacięty... Po pierwszej połowie na tablicy widniał wynik 1:1. Sprawcami goli byli: Suarez i Ronaldo. Chłopakom ciężko było przedostać się do pola rywali. Miałem nadzieje, że w drugiej połowie to się poprawi. Gdy tylko chłopaki ruszyli do szatni, Neymar pojawił się obok mnie razem z synem. Usiadł na wolnym miejscu tuż obok, posadzając na kolanach Davida. W minie przyjaciela dostrzegłem grymas. Nie był tym żartownisiem zawsze stojącym sobie żarty. Nie dzisiaj! Widziałem, że coś musiało być na rzeczy, a ja się dowiem co! Naszą ciszę przerwał Jordan.
- Słuchaj, my idziemy do łazienki dopóki jest przerwa. - przytaknąłem.
Ola nagle dała o sobie znać szturchając mnie w łokieć. Zapomniałem przedstawić ją Neymarowi. Wiedziałem, że jest podekscytowana i denerwuje się pobytem piłkarza tutaj. Nie dziwie się, w końcu nie zawsze można rozmawiać z światowym graczem.
- Aaa, Ney, to jest Ola! - zwróciłem się do przyjaciela. - Ola to jest Neymar! - przedstawiłem ich sobie.
- Bardzo mi miło. - podał jej rękę. - To jest David Lucca. - Aleksandra uśmiechnęła się na znak, że również jej miło Ale widziałem, że jest zdenerwowana.
- Ney... Co się dzieje ? Jesteś jakiś nie swój. Coś z Bruną ? - powiedziałem po hiszpańsku.
- Nie absolutnie. Pomiędzy mną a Bruną jest wszystko w porządku. - zapewnił. - Chodzi o... - sędzia dmuchnął w gwizdek.
Przyjaciel wzruszył ramionami i ruszył w stronę boiska. Rozpoczęła się druga połowa i Neymar wrócił na ławkę dla rezerwowych. Na początku 60 minuty Ronaldo ruszył i był już w naszym polu karnym. Na szczęście był tam Pique. Niestety wszedł wślizgiem i Cristiano leżał na murawie zwijając się z bólu. Sędzia bez wahania wskazał rzut karny. Wszyscy złapaliśmy się za głowy, a na trybunach zawrzało. A gwiazdy Barcelony siedzący na ławce wybiegli na murawę. Piłkarz stanął z piłką ustawioną na odpowiednim miejscu. Na bramce stał Victor Valdes. Miałem jakieś głupie przeczucie, że nasz bramkarz wyciągnie tą piłkę. Niestety moje przeczucie mnie zawiodło i Ronaldo kopnął na 1:2. Jedna z najmniejszych sektorówek Camp Nou szalała z radości. Nie było wątpliwości, że to byli kibice Realu. Na szczęście Barcelona nie długo później doprowadziła do remisu, za sprawą najlepszego czarodzieja footballu - Leo Messiego. Całe trybuny oszalały! Kibice zaczęli śpiewać przyśpiewki klubowe. Rywale absolutnie się nie poddali. Mieli sporo ładnych akcji, lecz bramkarz katalońskiej drużyny wyciągał wszystko co było skierowane w światło bramki. W 90 minucie, gdy niemiecki sędzia doliczył 3 minuty, Suarez dorzucił do Alexisa, który uderzył piłkę z główki w światło bramki. Piłka odbiła ręce Casillasa i wpadła do siatki. Wszyscy piłkarze biegali jak szaleni. Kibice skandowali imię Sancheza. Po paru nie udanych akcjach Madrytu sędzia zdecydował koniec meczu.
Krzyczeliśmy, skakaliśmy, śpiewaliśmy i co najważniejsze wszyscy byliśmy szczęśliwi.. Chłopaki podziękowali sobie nawzajem. Paru piłkarzy zamieniło się ze sobą koszulkami.
Po kilku minutach trybuny zostały puste. Zostałem tylko ja, Ola i paru innych katalońskich kibiców. Zacząłem przypominać sobie ten miesiąc spędzony na tym pięknym stadionie. Wyobrażałem sobie, że ponownie kopie piłkę z chłopakami. To było coś cudownego i znowu chciałem to powtórzyć! To była niesamowita możliwość zagrania i ćwiczenie pod takim trenerskim okiem. Z wielkich cudownych rozmyślań wyrwał mnie krzyk Agi, która stała przy wyjściu i pytała po raz 5 czy długo mają na nas czekać!
- Za chwilę idziemy! Poczekajcie na nas przed wyjściem. - wydarłem się, a echo przeszyło cały stadion.
Powoli podniosłem się z miejsca nie odrywając myśl ani wzroku z murawy Camp Nou. Nawet całkowicie zapomniałem o siedzącej obok Aleksandrze.
- Piotrek mi opowiadał o twoim wyjeździe tutaj... - Tym razem to przyjaciółka wyrwała mnie z rozmyślań. - Chciałbyś zagrać ponownie prawda ? -zdecydowanie zadała głupie pytanie.
- Oczywiście, że tak! Jaki piłkarz nie marzy o tym by zagrać na tym pięknym stadionie razem z najlepszymi zawodnikami na świecie! - odpowiedziałem. - Idziemy? - podałem jej rękę.
Ruszyliśmy w stronę wyjścia gdzie czekał na nas Jordan z moją siostrą. Po meczu wróciliśmy od razu prosto do domu. Wypiliśmy z przyjacielem po piwie, a dziewczyny otworzyły sobie wino. Po północy wszyscy położyliśmy się spać. Położyłem się koło Oli. Wczoraj nie spałem z nią w jednym łóżku. Nie mogłem jeszcze tego zrobić. Ola wtuliła się w moją klatkę piersiową, a mnie przeszył dreszcz. Ona potrafiła być taka odważna. Rozmawialiśmy. Starałem się opowiedzieć jej jak najdokładniej momenty i chwilę spędzone tutaj.
- Dziękuje! - powiedziała w pewnym momencie.
- Olka, proszę cię nie zaczynaj! Lubie cię i cieszę się, że tu jesteś. - słowa same wypadały mi z ust.
- Lubisz mnie... - powiedziała pod nosem. - Czyli to co nas łączy to tylko przyjaźń ?! - poparła się na łokciach.
Nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć. To było trudne pytanie. Sam nie wiedziałem co do niej czułem. Z jednej strony Lubiem ją, a z drugiej chciałem więcej.
- Michał może ja pójdę przespać się do salonu, bo nie chce psuć naszej przyjaźni... - zaznaczając słowo przyjaźni. Wstała i ruszyła w stronę wyjścia.
- Nie! Czekaj... Proszę usiądź. - zamknąłem oczy. - Ola... Bardzo, powtarzam bardzo cię lubię, ale... - przerwała mi, całując w usta.
Odsunąłem się od niej, popatrzyłam jej w oczy i widziałem smutne, pełne żalu spojrzenie. Przysunąłem się bliżej i pocałowałem. Nie wiem co mi się stało, ale chciałem ja w tamtej chwili całować. Całkowicie zapomniałem o moich wcześniejszych myślach. Zakopaliśmy się pod kołdrę wciąż całując. Co działo się później zostało naszą słodką tajemnicą...
Rano obudził mnie dzwonek telefonu. Wymacałem komórkę leżącą na podłodze i odebrałem bez patrzenia na wyświetlacz..
- Cześć stary. Przyjadę za jakąś godzinkę pogadać, okej ?!- YHM... powiedziałem do słuchawki, gdzie po drugiej stronie był Neymar...
*****************************************************
Cześć! Cześć! Cześć! Nadszedł czas na kolejny rozdział. W końcu przyszła czas na chłopaków z Barcelony. Mam nadzieje, że podoba wam się ten rozwój wydarzeń. Piszcie swoje propozycję... Po co Neymar przyszedł do Michała? Jak ułożą się relacje z Olą... Może zdarzą się jakieś niespodzianki.
Myślałam, że wcześniej uda mi się go napisać, ale przez szkołę i inne różne głupoty nie miałam czasu.
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ, MOTYWUJESZ = KOMENTUJESZ !
Miłego czytania! :D

niedziela, 6 września 2015

Rozdział 8 "Szczęście przychodzi wtedy, gdy przestajesz narzekać na problemy, które masz i zaczynasz doceniać to jak wiele innych masz już za sobą".

Dzisiaj mamy najważniejszy mecz w tym sezonie. Zdecydowanie mecz o wszystko albo nic. Miej więcej takie El clasico... Chcę dać z siebie wszystko i pomóc drużynie! O równiej 17:30 obie drużyny wyszły na murawę. Standardowo na takich meczach trybuny są całe zapełnione. Na początku zabrzmiał nasz hymn Narodowy, potem przywitaliśmy się z drużyną przeciwną. Kapitanem tamtej drużyny był brat Anety.
Wszedłem na boisko w pierwszym składzie, razem z Piotrkiem i resztą. Mecz był totalnie wyrównany... Mieliśmy dużo ciekawych akcji, których nie potrafiliśmy skończyć. W 30 minucie padła bramka dla rywali. Sprawcą tego był Paweł... Próbowaliśmy wyrównać przed przerwą, ale Paweł i spółka dobrze kryli swoją bramkę. Do szatni pomiędzy połowami wszedłem strasznie wkurwiony! Seba przemówił do nas ze świadomością iż to my tu jesteśmy lepsi. Dał nam do zrozumienia, że naszej drużynie należy się to zwycięstwo! Na druga połowę wyszliśmy bojowo nastawieni i w dobrych nastrojach. Po przerwie mieliśmy dużo świetnych akcji, które kończyły się strzałem na bramkę, ale trudno było strzelić im gola! Przez cały mecz walczyliśmy z czasem ale i przede wszystkim z ciężkim przeciwnikiem. Dopiero w doliczonym czasie gry zagraliśmy skromną "tiki takę" i udało się Piotrkowi wpakować piłkę do bramki. Zaczęliśmy cieszyć się jak dzieci. Nasza radość wskazywała na to że właśnie wygraliśmy mecz... Ale czekała nas jeszcze dogrywka, a jeśli wynik nadal będzie remisowy to karne, do których nie chcieliśmy dopuścić. Widownia szalała razem z nami. Wszyscy mieliśmy uśmiechy na twarzach, chodź wiedzieliśmy, że to jeszcze nie koniec... Walka dopiero się zacznie! Wszyscy będziemy walczyć z całych siły, które są już na wykończeniu. Mamy przed sobą zabójcze 30 min.
Po chwili znowu weszliśmy na boisko w tym samym składzie. Byliśmy na 100% skoncentrowani na grze, którą chcieliśmy wykonać. Mieliśmy 72% posiadanie piłki... Wierzyliśmy, że nam się uda! Jeden z rywali dośrodkował piłkę w nasze pole karne i Marek miał oddawać strzał na bramkę, lecz w tym czasie sfaulował go Kamil... Sędzia podyktował rzut karny! Razem z Kacprem złapaliśmy się za głowy.
Karnego miał strzelać kapitan rywali, czyli nie kto inny jak Paweł. Podbiegłem szybko do Jacka, naszego bramkarza i powiedziałem mu, że w 99% strzeli w prawdą stronę.
Paweł staną na 11 metrze i popatrzył w stronę bramkarza. Jacek chcąc upewnić się co do moich przypuszczeń, spojrzał w moją stronę. Kiwnąłem twierdząco głową! Paweł wziął rozbieg i strzelił, a Jaca rzucił się bez wahania we wskazaną we mnie stronę iii obronił !!! Cieszyłem się, że mi zaufał.
Aaa dokładnie po rzucie karnym dostałem dośrodkowanie pod tym razem ich pole karne, wycelowałem i strzeliłem prosto w okienko! Rzuciłem się na murawę i za chwilę podbiegła do mnie reszta. Byłem taki szczęśliwy... Teraz aby tylko dotrzymać ten wynik do końca. Gdy rywale wznowili grę, po dokładnie dwóch minutach gry sędzia dmuchnął w gwizdek, koniec meczu!  Wygraliśmy, tak! Zdobyliśmy puchar po raz kolejny !
Podszedłem do załamanego Pawła i podziękowałem za grę.Byłem niesamowicie szczęśliwy z tej wygranej. Dawno nie graliśmy tak ciężkiego meczu... W drodze do szatni ciągle krzyczeliśmy.
- Kto jest mistrzem? - wydarł się Jaca
- AWKS! - dokańczaliśmy.
- Kto !? - ponownie.
- AWKS, sialalala!
W szatni zaczęliśmy świętować nasze zwycięstwo. Wychodząc chłopaki zaczęli rozmawiać o imprezie, która miała się zacząć w klubie. Czułem się głupio z myślą, że mnie tam nie będzie.
- Widzimy się w Shinie! - przypomniał Jordan.
- Ja dzisiaj sobie odpuszczam. Bawcie się dobrze! - ruszyłem korytarzem w stronę wyjścia.
- Eeej! Jak to cię nie będzie ? Stary Ty sobie taką imprezę odpuszczasz ? - przyjaciel wybiegł do mnie w samych spodenkach.
- Dobra, nie będę Ci wkręcał kitu... Po prostu się umówiłem. - uśmiechnąłem się
- No co Ty gadasz ? Akurat dzisiaj?! To weź przynajmniej powiedz z kim ? - dopytywał się piłkarz.
- Dowiesz się w swoim czasie... - poklepałem go po ramieniu. - Na razie!
Przed szatnią było sporo dziennikarzy, dlatego mówiliśmy szeptem. Na końcu korytarza czekała na mnie szczęśliwa Ola. Gdy zobaczyłem ją taką szczęśliwą, sam mi się namalował uśmiech na twarzy. Nie miałem bladego pojęcia, że jest na meczu. Byłem totalnie zaskoczony, gdy zobaczyłem ją na tym korytarzu. Faktycznie Ola, wspominała mi, że lubi piłkę, ale nie sądziłem, że pojawi się na moim meczu. Gdy tylko się zbliżyłem, koleżanka postanowiła mnie przytulić. Cudownie było znów poczuć czyjeś ciepło, chodź byłem tym trochę zaskoczony.
- Gratulacje! - powiedziała cicho.
 Po chwili Mała zbliża się do mnie ponownie i pocałowała w usta. Znowu mnie zaskoczyła, ale z pewnością mi się to spodobało!
- Czy mogłabyś powtórzyć?! Nie dosłyszałem... - otworzyłem szerzej oczy.
Ola uśmiechnęła się i ponownie mnie pocałowała, tym razem bardziej namiętnie! Czułem się przy niej dobrze, chodź miałam dziwne odczucie, bo to ja powinienem to zrobić, nie ona. Tyle, że ja zawsze nie czułem się gotowy... Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę. A teraz sam nie wiem czego chcę, bo mam mętlik w głowie. Ciągle nie mogę przestać myśleć o Anecie, a chyba nadszedł już czas się pogodzić i zapomnieć. Powinienem zacząć tworzyć kolejną niesamowitą historię... I nie bać się kolejnego związku!
Wziąłem Olę pod rękę i wyszliśmy ze stadionu. Przy okazji rozdałem parę autografów i zrobiłem kilka zdjęć. Dziennikarz poprosił mnie o bardzo krótki wywiad, a Mała nie miała nic przeciwko, więc mu go udzieliłem. Zaraz przy wyjściu ze stadionu stała Aneta razem z bratem. Moja eks patrzyła na mnie z bólem w oczach... Ale mi już nie było przykro! Ten okres pełen żalu już minął. Nawet miałem przez chwilę tą satysfakcję i chciałem, że to ona czuła się tak źle jak ja parę tygodni temu! Przy drzwiach samochodu zatrzymał mnie Paweł. Ola nie chciała przeszkadzać więc już wsiadła... Myślałem, że chce porozmawiać, ale on gdy tylko podszedł to uderzył mnie prosto w twarz, prawym sierpowym. Nie zamierzałem być dłużny, oddałem mu i unieruchomiłem go!
- Za co to do cholery było, co !? - zapytałem wkurwiony.
- Za to jak potraktowałeś moją siostrę! - stanąłem jak wryty, puszczając go. - Jesteś zwykłym zerem! - spojrzałem na Anetę, która przyglądała się temu.
- Nie wierze... Lepiej porozmawiaj jeszcze raz ze swoją siostrą, bo ona nie powiedziała Ci całej prawdy. - zaśmiałem się. - Bo to co ci powiedział, na pewno prawdą nie jest! Na razie.
Wsiadłem do samochodu nie oglądając się na Anetę. Miałem jej dość... Jak ona mogła naopowiadać jakichś bzdur swojemu bratu. Nie dość, że mnie zdradziła to nasłała jeszcze Pawła. Chciało mi się śmiać. Jak można być tak nie możliwie głupim człowiekiem.
- Powiesz mi co to miało znaczyć ? - zapytała spokojnie Ola.
- Nie muszę Ci się tłumaczyć. - powiedziałem zdenerwowany odpalając silnik.
- Tak to prawda, nie musisz. Przejdę się, cześć! - wysiadła z samochodu.
Walnąłem mocno w kierownice i wybiegłem za nią. Nie chciałem tego powiedzieć, ale po co mam opowiadać jej o swoich problemach z byłą dziewczyną. Nikt nie lubi słuchać takich opowieści. Złapałem ją za rękę i przytuliłem do swojej klatki piersiowej.
- Przepraszam... Nie miałem tego na myśli. Opowiem Ci w domu, dobrze ? - kiwnęła twierdząco głową.
Oboje wróciliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania. Czułem robiącą się śliwę pod okiem, która okropnie mnie piekła. Dopiero teraz o tym pomyślałem...
Zaprowadziłem Ole do mojego pokoju, a sam poszedłem się przebrać, bo ten palant zostawił mi ślad krwi na koszulce. Wracając z łazienki, ujrzałem Małą przy moim biurku, wpatrującą się w potłuczone zdjęcie, na którym byłem ja, Jordan, Aga i właśnie Aneta...Nie miałem pojęcia dlatego go jeszcze nie wyrzuciłem!
Szczerze powiedziawszy bałem się nowego związku, ale może warto by było spróbować z Olą... Nie chcę, żeby Mała zraniła mnie tak samo jak moja eks. Najpierw chciałbym ją lepiej poznać, a potem kto wie, może jej się oświadczę. Aneta jeszcze 2 miesiące temu była dla mnie wszystkim i nie sądziłem, że cokolwiek lub ktokolwiek może nas rozdzielić. Miałem nadzieje, że właśnie to ta jedyna... A tu proszę ja nie byłem tym pierwszym.
Wziąłem od niej to zdjęcie i wrzuciłem do kosza, który stał tuż koło biurka. Zdecydowałem skończyć myśleć o Anecie i zapisać nowy rozdział, właśnie teraz! Złapałem ją za ręce i zaprowadziłem na kanapę. Musiałem wyjaśnić jej to co wydarzyło się przed stadionem i to co wydarzyło się około 2 miesięcy wcześniej. Nie miałem jakiegokolwiek pomysłu jak o tym opowiedzieć. Nie był dla mnie łatwy temat chodź jestem mężczyzną. Wiedziałem, że jeśli ma być z tego coś poważnego, muszę powoli zaufać Oli i wiedzieć, że mogę się jej zwierzyć.

"Wiem, że ludzie nie znoszą opowieści o swoich byłych, ale chciałaś wyjaśnień, więc muszę zacząć od początku... Poznałem Anetę w barze na koncercie naszego ulubionego zespołu. Zacząłem do niej zarywać, postawiłem jej drinka i mówiłem różne głupoty. Ale bylem wtedy jeszcze młody i głupi. Wyrwałem od kogoś jej numer telefonu i zaprosiłem ją na pierwszą randkę do kina na horror. Mieliśmy dużo wspólnych tematów i rozumieliśmy się bez słów... Potem zaczęła się prawdziwa miłość i trwała około 4 lat... Miałem w planach oświadczyć się jej. Nawet już szukałem pierścionka. W końcu wydoroślałem i myślałem, że to... no wiesz ta jedyna. No ale po 4 latach bycia razem nie znałem nawet jej rodziców i nigdy nie byliśmy w jej rodzinnym domu. Postanowiłem w święta zrobić jej niespodziankę i pojechałem do niej. Anety mamę zamurowała informacja iż jesteśmy razem, Poprosiła córkę na rozmowę do pokoju obok. Pech chciał, że wszystko słyszałem. Każde przeklęte słowo... Tak właśnie dowiedziałem się, że moja dziewczyna ma narzeczonego. Nie mogłem w to uwierzyć, ale to była prawda. Iii nie potrafiłem jej wybaczyć, nawet po kilkunastu wyjaśnieniach, nie mogłem... Wiedziałem, że już nigdy jej nie zaufam! Jestem takim typem człowieka, który nienawidzi kłamstwa.
To by było na tyle... A ta akcja po meczu to było zwykłe nieporozumienie. Aneta nawciskała kitów swojemu bratu, że ją skrzywdziłem, a Paweł w to uwierzył... Iii o to koniec historii".

Poczułem płynące po policzkach łzy. Nie byłem świadomy, że płaczę. Ola otarła mi łzy, przytuliła mocno i powiedziała cicho " Ja nigdy cię nie skrzywdzę". Odwzajemniłem uścisk! Czułem się z nią świetnie. Mała zaczęła zdobywać moje zaufanie i powoli serce! Siedzieliśmy w chwilę w ciszy, lecz robiła się ona już niezręczna... Pomyślałem o imprezie w Shinie.
- Nie masz ochoty na imprezę ? - zaproponowałem licząc na potwierdzenie.
- Jasne, czemu nie! - uśmiechnęła się.
- To zapraszam cię do Shina. Tylko muszę uprzedzić cię, że będzie tam banda debili z mojej drużyny. - zaśmiała się.
- W porządku, nie mam nic przeciwko. - kiwnęła twierdząco głową.
Ola wybrała mi koszulę w kratkę i zwykłe dżinsowe spodnie oraz adidasy. Ubrałem się i pojechaliśmy prosto do klubu. Standardowo ochroniarz wpuścił nas bez kolejki. Przed samym wejściem spojrzałem na nią i delikatnie wziąłem ją za rękę ruszając w tłum. Szukałem wzrokiem moich kumpli w klubie, ale za cholerę nie mogłem ich znaleźć. Dopiero po chwili Aleksandra wskazała ręką Jordana, który siedział w loży Vipowskiej. Przyjaciel siedział z Agą i resztą drużyny. Kilku z chłopaków tańczyło na parkiecie. Przepychając się przez tańczący tłum w końcu do nich dotarliśmy. Agnieszka zauważając nas od razu szturchnęła Piotrka i powiedziała coś wskazując na nas...Od razu podniósł się z miejsca i przywitał się z nami. Przedstawiłem chłopakom Olę, jako moją przyjaciółkę. Chodź większość z nich i tak wiedziała swoje. Zaczęliśmy się bawić, aż do samego rana! Uwielbiałem się tutaj bawić i szczególnie z tak zajebistą ekipą. Jordan wziął mnie i poszliśmy po drinki, a raczej porozmawiać...
- Czemu nie powiedziałeś mi, że to z moją kuzynką się umówiłeś ? - zapytał zdziwiony przyjaciel. - Widziałem jak rozmawialiście na moich urodzinach, ale nie sądziłem... - urwał i uśmiechnął się.
- Czy ty zawsze musisz wszystko wiedzieć ?! - zaśmiałem się.
- Jako twój przyjaciel ? Tak, zawsze! - odpowiedział radośnie. - Poproszę 4 drinki. - zamówił.
Wróciliśmy do stolika i wyciągnęliśmy dziewczyny do tańca.
Pod sam koniec imprezy gdy za chwile mieliśmy wyjeżdżać oczywiście zgubiliśmy Jordana. Postanowiłem poszukać go w męskiej łazience, licząc, że właśnie tam się znajdzie. Nie spodziewałem się tego co tam zobaczę! W łazience był Piotrek ale nie sam... Obejmował się z jakąś młodą laską! Odciągnąłem ją od niego i wyprosiłem z toalety. A potem przywaliłem pijanemu Jordanowi prosto w twarz! Co prawda był to mój najlepszy przyjaciel, ale obiecał mi coś i jeśli bym nie przyszedł mógłby tą obietnice schrzanić! Tyle razy tłumaczyłem mu to, że nadal jest tym cholernym chłopem na panienki... Podniosłem jego twarz z kolan i okazało się, że ten debil... płaczę!
- Przepraszam! Przepraszam! -  bełkotał pod nosem.
- Wstawaj i ogarniaj się chłopie, bo już jedziemy! - krzyknąłem.
 Podniosłem go z podłogi, obmyłem mu twarz i wyprowadziłem z klubu. Eureka! Wezwane taksówki już na nas czekały. Wracałem razem z Olą, Agą i Piotrkiem. Przyjaciel ciągle przepraszał, ale co chwilę próbowałem go uciszyć. Nie chciałem, żeby Aga się dowiedziała dzisiaj, jak on był kompletnie pijany! Najpierw to ja muszę z nim porozmawiać i go porządnie ochrzanić, a potem może robić co tylko chce... Ale jeśli jeszcze raz zobaczę taką akcje to przyrzekam, że mu nogi z dupy powyrywam! I wtedy albo on powie to Adze albo ja to zrobię za niego.
Postanowiliśmy najpierw zawieść Małą, potem Jordana, żeby już nie gadał głupot, a na końcu to my wróciliśmy do domu. Przed pójściem spać postanowiłem jeszcze napisać do mojego przyjacielowi SMS-a : " Jordi, musimy pogadać! Daj znać jak się ogarniesz!"
Nie miałem pojęcia kiedy usnąłem, ale wiedziałem kiedy się obudziłem z wielkim bólem głowy... Miałem totalnego kaca. Zwlokłem się z łóżka i powędrowałem do kuchni czegoś się napić. Agnieszka siedziała na blacie i szlochała. Nie wierzyłem, że ten pacan jej powiedział o wczorajszym incydencie. Po prostu szlak mnie trafił i miałem ochotę go zabić. Usiadłem obok niej i przytuliłem do siebie. Chciała wrócić do sobie, ale bez wyjaśnień jej nie puszcze... Musiałem upewnić się, że to Jordan jej o wszystkim powiedział.
- Co się stało młoda ? - zapytałem, licząc, że w końcu mi powie. - To Jordan ?! - dodałem.
- Niee... - odetchnąłem głęboko. - Moja przyjaciółka, ta z Katowic... Ona miała wypadek i zmarła na miejscu!
Nie miałem pojęcia co mam powiedzieć. Nie chciałem mówić coś w stylu "Przykro mi.", bo to na prawdę nic nie daje. Aga wypłakiwała mi się do ramienia, a ja siedziałem jak wryty. Otarłem jej łzy, które ciurkiem spływały po jej policzku i zarzuciłem jej włosy na plecy.
- Słuchaj! Wiem, że ciężko ci jest o tym mówić i żyć z tym. Rozumiem, że to była twoja koleżanka, ale musisz się wziąć w garść. Ogarnij się to pojedziemy do Katowic. - powiedziałem spokojnie.
- Nie będę Cię tam ciągnąć. Poradzę sobie sama.
- Nie ma mowy i nawet ze mną nie dyskutuj! - powiedziałem ostrzejszym tonem.
Przestała się kłócić, bo wiedziała, że ze mną nie wygra. Nagle zadzwonił do niej telefon... To był nie kto inny jak Piotrek. Powiedziała krótkie "Przyjedź" i się rozłączyła. To chwili przyjaciel był już u nas... Złapałem go przy wejściu do Agi i poprosiłem by nic jej nie mówił, a później przyszedł do mnie. Jordan pobiegł do siostry, a ja zadzwoniłem do Oli. Opowiedziałem jej o wczorajszym i dzisiejszym incydencie. Chciałem porozmawiać z przyjacielem o wczorajszej sytuacji jaka nastała w klubie jeszcze przed wyjazdem. Nie chciałem odkładać tego na później chodź Jordan mnie o to prosił. Nie mogłem czekać 3 dni na ich przyjazd, bo mogłaby mi minąć złość... Zabrałem Piotrka od Agi jak tylko zaczęła się pakować. Musiałem go porządnie opierdzielić!
- Stary co Ty odpierdalasz ? Już zapomniałeś co mi obiecałeś ? Ty nawet sobie nie wyobrażasz jak jestem na ciebie wkurwiony! - mówiłem szybko.
- Luuuuz Michał! Byłem pijany i nawet jej nie znałem. Po co te nerwy ? - mówił spokojnie.
- Nie wkurwiaj mnie, dobrze!? Może warto przystopować z alkoholem jak masz tak odpierdalać. Ciekawe jakbym nie wszedł to tej łazienki. To może byłoby coś więcej... Czemu ty jesteś taki tępy Jordan? Nie widzisz, że powinieneś wydorośleć?! Aga Cię teraz potrzebuje i jakby nie ta śmierć to bym jej już dawno o tym powiedział.
- Czemu się wtrącasz w moje życie !? - Nie no nie wierze!
- Bo tu kurwa chodzi o moją siostrę! Weź to przemyśl, bo nie mam zamiaru pocieszać Agi i stracić przyjaciela... - wyszedłem na trening.
Chyba musiałby być baranem, żeby myśleć o drugiej pannie na boku. Jak można być tak głupim, żeby nie zrozumieć to to co zrobił było mega głupie! W drodze na stadion dostałem od niego SMS-a  
" Ok Stary, wiem, że przesadziłem i masz rację muszę wydorośleć. Kocham Agę i nie chce też stracić jej i  tak zajebistego przyjaciela jak ty!".  
Szybko poszło... Nie sądziłem, że tak szybko dojdzie do tego wniosku. Co prawda i tak muszę go pilnować, bo nie wiem co ten pacan może wymyślić. Na treningu byłem punktualnie. Gdy tylko wyszedłem z samochodu podbiegł do mnie Paweł! Już myślałem, że znowu chcę się bić, ale o dziwo, przyjechał mnie przeprosić za swoje zachowanie. Lepiej późno niż wcale, prawda? Aneta opowiedziała mu o wszystkim i był w szoku bo myślał, że ona zerwała z nim już dawno temu i nie dopuści do tego ślubu... Widocznie nie tylko mnie oszukiwała. Jeszcze dzięki tej sytuacji uświadomił sobie jaka jest na prawdę jego siostra. Aneta czasem była nie do wytrzymania, ale ja wiedziałem kiedy odpuścić. Znałem ją 4 lata i kochałem ją. Tak na prawdę nigdy nic do Pawła nie miałem. Nawet wtedy gdy dostałem od niego po ostatnim meczu. Wiedziałem, że to wszystko wina Anety! W tamtej chwili cieszyłem się, że nie ugiąłem się i jej nie wybaczyłem!
Dzięki Pawłowi musiałem robić dodatkowych 5 okrążeń. Ale cieszyłem się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. Brat Anety zawsze był wobec mnie w porządku i nie chciałem mieć z nim żadnego problemu. Na szczęście po tych dodatkowych okrążeniach zaczęliśmy normalnie ćwiczyć. Dzisiaj ćwiczyłem w parze z Kacprem, bo Jordan wyjechał z moją siostrą do Katowic.
- Michał, telefon Ci dzwoni! - krzyknął trener.
- Już biegnę. - "kurwa, znowu zapomniałem go wyciszyć" - Halo ? - odebrałem.
- Cześć, z tej strony Leo. Załatwiłem Wam 4 bilety na mecz z Realem w Camp Nou w te sobotę. Zabierz tam kogo chcesz. 
- Stary, dzięki! Na pewno będziemy. A ile mam Ci oddać? - zapytałem, chodź znałem już odpowiedź.
- Ty chyba zwariowałeś! Nic mi nie musisz oddawać. Przyjedźcie to się napijemy. - powiedział piłkarz.
- No dobra, muszę kończyć, bo jestem na treningu! Dzięki Leo. - rozłączyłem się.
Wróciłem szczęśliwy do trenowania. Już widziałem kogo zabiorę na ten mecz. Po treningu poszedłem załatwić nam małe urlopy u trenera na parę dni. Nam, czyli mi i Jordanowi! Taak on obowiązkowo musi pojechać na mecz. Przecież to jest właśnie ten prezent dla niego.
Powiadomiłem resztę ekipy, która miał jechać z nami. Ola i Piotrek byli kompletnie zszokowani, a Agę za bardzo nie ucieszyła ta informacja. Ale pojedzie z nami i odciągnie się od tego normalnego świata...
_________________________________________________
Taak, ten rozdział miał powstać jakoś w rozpoczęcie roku szkolnego. Tyle, że albo nie miałam czasu albo zabrakło weny. Nie chce się tłumaczyć.
Co prawda powstał 5 dni później...ALE JEST! W rekompensacie napisałem trochę dłuższy i mam nadzieje w ciekawy rozdział. Trochę się wydarzyło, ale to jeszcze nie koniec niespodzianek.
Prawda jest taka, że nieubłaganie zbliża się koniec opowiadania Piłkarza z marzeniami, bo to już bliżej niż dalej, ale coś jeszcze się wydarzy.

piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział 7 " Każdego dnia mamy szansę na lepsze życie, tylko od nas zależy czy to wykorzystamy!"

Właśnie ruszyłem na poszukiwania prezentu dla Jordana. Kompletnie nie mam pojęcia co mam mu kupić. Nie miałem konkretnego pomysłu na to co by chciał dostać, a czego nie ma i co by mu się przydało... W sklepie muzycznym Pani kasjerka zaproponowała mi bilety na koncert. Piotrek uwielbiał Eminema i dlatego to na jego koncert kupiłem mu bilety! Miałam jeszcze jedną niespodziankę, o którą musiałem poprosić dobrego przyjaciela. Wykonałem pewien telefon i utwierdziłem się w przekonaniu, że przyjaciel dostanie ode mnie super prezent!
Razem z Agą zorganizowaliśmy mu mega imprezę w wynajętym klubie. O 20 zabrałem Piotrka pod pretekstem piwa do klubu, w którym miały odbyć się urodziny. Mina przyjaciela była bez cenna gdy zobaczył tych wszystkich ludzi śpiewających mu sto lat! Wypiliśmy toast Piotrka i zaczęła się impreza. Piłkarz dokładnie o północy ogłosił wszystkim swój związek z moją siostrą. Wszyscy zaczęli im gratulować. Nikt nie miał pojęcia, że moja siostra i jubilat są razem. Nikt oprócz mnie! Po tych skromnych gratulacjach zabrałem na chwilę ze sobą przyjaciela na dwór. Chciałem, żeby był trzeźwy gdy powiem mu o prezencie.
Nie miałem pojęcia jak mam to powiedzieć. Nigdy nie lubiłem składać życzeń... Dałem mu więc kopertę i poprosiłem by od razu ją otworzył. Był bardzo szczęśliwy koncertem idola.
- Stary, nie wiem jak mam Ci dziękować! - przytuliłem go.
- To jeszcze nie koniec niespodzianek... - musiałem mu powiedzieć o tym co wymyśliłem.
- Dobra mów, bo umrę z ciekawości. - uśmiechnął się. Milczałem przez chwilę.
- Jedziemy na mecz do Barcelony. - oddychnąłem głęboko, czekając na jego reakcję.
- Jaja sobie robisz? - pokręciłem głową. - Jedziemy na mecz Barcelony do Hiszpanii? - upewniał się.
- Tak Jordan! Jedziemy na Camp Nou na mecz Barcelony z Realem! 
Przyjaciel usiadła na krawężniku i zakrył twarz dłońmi. Po jego reakcji stwierdziłem, że musiał być w szoku. Cieszyłem się, że Piotrkowi spodobał się mój prezent! Chciałem, żeby swoje 24 urodziny spędził jak najlepiej. Chodź musiałem z nim jeszcze porozmawiać o jednej kwestii, dopóki jeszcze był dość trzeźwy.
- Stary, muszę z tobą jeszcze o czymś porozmawiać. - Przyjaciel zmienił wyraz twarzy. - Chodzi o moją siostrę... Nie przeszkadza mi to, że z nią jesteś, a wręcz przeciwnie. Bardzo, ale to bardzo się cieszę!
- Okej, no więc o co chodzi ? - zapytał wprost.
- Po prostu wiem jaki jesteś. Nie chcę, żebyś ją skrzywdził, bo Aga jest jeszcze młoda i różnie może na to zareagować. A widzę, że bardzo jej zależy na tym związku. Proszę cię jako przyjaciela, obiecaj mi że jej nie skrzywdzisz. Albo jeśli nie traktujesz jej poważnie to rozstań się z nią. Wiem, że przyjaźnimy się od najmłodszych lat, ale moja siostra jest dla mnie wszystkim!
- Trochę już dorosłem i zmądrzałem. Michał, obiecuje Ci, że jej nie skrzywdzę! - podałem mu rękę.
Po chwili na dwór w poszukiwania za Jordanem przyszła Agnieszka. Przyjaciel poszedł zatańczyć z siostrą, a ja usiadłem na ławce obok klubu. Znów zacząłem myśleć o Anecie. Zacząłem wyobrażać sobie te piękne chwilę, które razem przeżyliśmy. Przed oczami ukazały mi się dni spędzone w Barcelonie, spotkania po każdym meczu, imprezy, spacery... To wszystko było piękne. Zastanawiałem się czy Aneta mówiła prawdę. Czy to możliwe, że nic nie czuła do tamtego chłopaka. Dlaczego wcześniej nie wspomniała mi o swoim narzeczonym. Tak bardzo się na niej zawiodłem... Ale nadal ją kochałem i chyba nawet gotów byłbym jej wybaczyć.
- Przepraszam, wszystko w porządku ? - zapytała nieznajoma dziewczyna, która wyrwała mnie z rozmyślań. - Jestem Ola. - podała mi dłoń.
- Tak, wszystko dobrze. Zamyśliłem się. - uśmiechnąłem się sucho. - Michał, miło mi.
Miała cudowny uśmiech! Bardzo dobrze mi się z nią rozmawiało. Od samego początku znaleźliśmy wspólny język. Opowiedziałem jej o znajomości z Jordanem i naszych wspólnych najlepszych wspomnieniach, o Hiszpanii i mojej siostrze, którą już poznała. Ona odwdzięczyła mi się tym samym. Opowiedziała mi czym się zajmuje, kto w jej życiu jest najważniejszy. Dowiedziałem się również, że zwiedziła kupę cudownych miejsc! Wychowywała się bez ojca, a matka zmarła jej 3 lata temu. Po długiej rozmowie ciągnącej się bez końca postanowiliśmy wrócić na urodziny. Nie miałem pojęcia skąd Ola znała się z Piotrkiem. Po powrocie jeszcze rozmawialiśmy dopóki siostra nie wyrwała mnie do tańca.
W takcie szaleństw na parkiecie z siostrą zauważyłem, że moja nowo poznana koleżanka zbierała się do domu. Chciałem się z nią jakoś pożegnać... Przeprosiłem grzecznie siostrę i poszedłem do Oli, która właśnie zamykała drzwi lokalu.
- Halo, ty już wychodzisz ? Impreza dopiero się rozkręca. - powiedziałem zrezygnowany.
- Tak, już jest 3 nad ranem, a ja muszę wstać o 7 do pracy. - odpowiedziała nie zbyt szczęśliwa.
- Zamówić Ci taksówkę ? - zapytałem bez wahania.
- Nie dziękuje, przejdę się. To nie daleko. Przejdę tylko przez park i jestem w domu ! - uśmiechnęła się.
- Odprowadzę Cię. - powiedziałem bez wahania. - Nie będziesz szła sama przez park. - wyjaśniłem.
Ola przystanęła na moją propozycję, a ja z chęcią ją odprowadziłem. Miałem chęć z nią porozmawiać o czymkolwiek Koleżanka mieszka w centrum miasta, w pięknym dużym mieszkaniu. Nie chciałem się narzucać i wchodzić do środka. Po za tym musiała rano wstać do pracy, a ja ją rozumiałem.
Grzecznie się pożegnałem, dostając buziaka za odprowadzenie. Wróciłem na imprezę, a na niej zostali już tylko najwytrwalsi. Seba z Kacpim leżeli na sofie ledwo kontaktując się z rzeczywistością. Aga z Piotrkiem sprzątali co nie co po imprezie. Postanowiłem nie stać jak kołek i pomóc im. Mając nadzieje, że nie będą zadawać za dużo zbędnych pytań... Piotrek zapytał tylko gdzie się podziałem przez tą godzinkę. Skłamałem i powiedziałem mu, że poszedłem się przewietrzyć, bo nie czułem się za dobrze! Nie chciałem im mówić o rozmowie z Olą, która była na prawdę fajną dziewczyną, ale wiem jakie skojarzenia by miała moja siostra.
Pojechaliśmy wszyscy taksówką do Jordana. Postanowiłem się tam przespać razem z Agą. Nie miałem siły wracać do domu o tej porze. Obudziłem się z potwornym bólem głowy. Z kuchni dochodziły do mnie głosy Agi i Kacpra! Bardzo powoli zwlokłem się z łóżka i zajrzałem do kuchni.
- No cześć. - powiedziałem bardzo powoli. - Aga daj mi coś do picia...Pliiis. 
- Coś Ty taki niemrawy dzisiaj. - Jeszcze tego brakowało, żeby się ze mnie naśmiewali. - Trzymaj! - W końcu dostałem wody.
- Co ty wczoraj za pannę wyrwałeś ? - zapytał niespodziewanie przyjaciel.
- Jaką pannę? Stary coś Ci się śniło...- zaśmiałem się. - Nie mam pojęcia o kogo Ci chodzi...
- Ooooj chyba coś kręcisz baranie! - pokręciłem przecząco głową. - A ta kuzynka Jordana ? - zapytał.
- Jaka znowu kuzynka ? Proszę Cię Kacpi nie pij aż tyle na imprezach. - poklepałem go po plecach.
Jeszcze posprzeczaliśmy się trochę i w końcu przyjaciel odpuścił. A ja dowiedziałem się jednej ważnej rzeczy... Ola to kuzynka Piotrka, no super, po prostu cudownie!  Byłem pewny, że Kacper tak czy tak nie odpuści i będzie drążył temat tajemniczej dziewczyny dopóki się nie przyznam i nie powiem co i jak. W trakcie śniadania przyszedł do nas całkowicie NIE żywy Piotrek...Wypiliśmy po piwie przy okazji grając w Fifę. Po południu wróciłem z Agą do domu i od razu szykowałem się do spania... Przy okazji opróżniłem kieszenie i znalazłem bardzo ciekawą rzecz. W tylnej kieszeni od spodni znalazłem karteczkę z numerem telefonu. Zastanawiałem się czy to przypadkiem nie Oli. Chciałem się upewnić, żeby nie wyjść idiotę. Postanowiłem zapytać w prost pisząc do niej SMS-a. :
" Cześć. Czy to numer Oli ?"
Nie miałem pojęcia jak inaczej mam zapytać. Po za tym lubię mówić w prost. Na odpowiedź nie musiałem czekać długo :
"To zależy kto pyta? :)" 
No tak teraz będziemy bawić się w kotka i myszkę. No cóż, raz kozia śmierć. Najwyżej zablokuje ten numer i kropka. Przecież nikt nie będzie mnie nękał. Uśmiechnąłem się na myśl, że właściwie to pewnie Ola się ze mną teraz bawi, wiedząc, że to ja. Postanowiłem napisać prawdę i zabrać va bank!
" Z tej strony ten bardzo przystojny chłopak, który wczoraj odprowadził Cię jak dżentelmen pod same drzwi twojego mieszkania." 
Czekałem na jej odpowiedź. Iii nagle usłyszałem dzwonek wiadomości...
" Żaden przystojny mężczyzna nie odprowadzał mnie do domu... Przynajmniej nie aż tak bardzo przystojny i pewny siebie. Co ten alkohol robi z ludźmi!!! :D"
 Taaak, wiedziałem już to była ona. Trochę mnie tym przygasiła ale nie sadze, że tak o mnie myśli.. Miałem taką nadzieje! Polubiłem ją i właściwie odechciało mi się już spać...
" Co ty na to, żeby z tym pustym, brzydkim samolubem wybrać się na kolację ? "
 No to już po mnie jak się nie zgodzi... Wyjdę na kompletnego głupka. Właściwie dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że dzięki niej nie myślałem od imprezy o Anecie. To chyba jedyna osoba, która potrafiła to zrobić i to jeszcze nie świadomie!
" A kiedy byś chciał się na takową kolację wybrać :)? " 
To chyba jasne, że dzisiaj jeśli tylko jej by pasowało. No tak zapytaj, głupi samolubie...!
" Na przykład dzisiaj wieczorkiem. Tak około 20. Co ty na to ? ;3 "
Na szczęście Ola była zainteresowała i potwierdziła przyjście. Umówiliśmy się w dowolnym wybranym miejscu, który był najbliżej domu koleżanki. Nie chciałem żeby znowu przechodziła przez ten przeklęty park. Przed samym wyjściem dostałem SMS-a od Jordana z propozycją na imprezę w klubie. Ale po pierwsze umówiłem się właśnie z jego kuzynką, a po drugie nie miałem ochoty na drugą imprezę w weekend. Nie mogłem napisać mu wszystkiego więc dałem znać, że na razie nie mam ochoty na alkohol...
Gdy tylko się pojawiła w umówionym miejscu, dałem jej czerwoną różę i zamówiłem wino. Ponownie bardzo dobrze mi się z nią rozmawiało. Ola była na prawdę miła i miała poczucie humoru. Bardzo ucieszyło ją to, że gram w piłkę i jeszcze w jednym klubie z jej kuzynem. Ona osobiście pracuje w klubie, a jej hobby jest taniec. Ponownie spędziłem z nią miło czas. Po miłej kolacji odprowadziłem ją do domu i po 12 byłem już u siebie. Nawet nie miałem pojęcia kiedy te 4 godziny minęły...

*******************************
Cześć Wszystkim ! :) Jak wam się podoba ten rozdział ? Zabierałam się za niego dwa razy. Miał się pojawić jakieś 4 dni temu, ale nie wyszło... Zabrakło weny :C.
Jak myślicie, czy z tej znajomości Oli i Michała wyjdzie coś poważnego ? Czy może nie będzie mógł się pogodzić z przeszłością i wróci do Anety?
Piszcie swojej propozycję i jak wy uważacie co się wydarzy itp :)
Komentujcie i motywujcie do dalszego pisania, bo to pomaga strasznie!!! ;3
Aaaa i dziękuje za te cudowanie 1000 wyświetleń, aaaj !♥
Pozdrawiam i do następnego! Buźka :*