poniedziałek, 5 października 2015

Rozdział 10 "Dobrych przyjaciół trudno znaleźć, a jeszcze trudniej zapomnieć!"

Ktoś dobijał się do moich drzwi. Mała nie chciała wypuścić mnie z objęć. Nie chciałem wychodzić z łóżka, chodź domyślałem się kto do mnie przyszedł. Wyszedłem w samych spodenkach i otworzyłem drzwi , w których był Neymar. Tak szybko minął mi czas, że nie miałem pojęcia która jest godzina, a przecież umówiłem się z przyjacielem. Piłkarz wszedł do salonu, a ja zahaczyłem o kuchnie po piwo. Przeczuwałem, że to nie będzie łatwa rozmowa. Gdy tylko zobaczyłem go na sofie z głową w dłoniach byłem pewny, że ma jakiś problem. Podałem mu piwo i usiadłem obok niego.
- Dobra, stary do rzeczy... Wiem, że coś jest nie tak. Zauważyłem to już wczoraj. - musiałem przerwać ta ciszę.
- Daj spokój... Mam już wszystkiego dość, rozumiesz ?! Enrique nie wpuszcza mnie na boisko od mojej operacji... Za każdym razem obiecuje, że wyjdę w następnym meczu. Ostatnio grałem jakieś 15 min i to jakiś miesiąc temu. Lekarze już dawno potwierdzili, że jestem w formie i mogę w 100% grać w meczach i nic mi nie zagraża. - popatrzył na mnie.- Myślałem nad tym czy by aby nie odejść z Barcelony. Wiem, że to było moje największe marzenie i spełniłem je, ale chce się realizować zawodowo!
- Eeej Ney, nie podejmuj takiej decyzji tak pochopnie i pod wpływem emocji, co ?! Wiem, że to trudne ale może trener chce jeszcze poczekać, aż wrócisz do największej formy. Rozumiesz mnie prawda ? - liczyłem na potwierdzenie z jego strony.
- Tak, rozumiem. Ale ja potrzebuje gry i rywalizacji. To najlepszy powrót do formy. Po za tym po co obiecuje mi rzeczy, których nie potrafi spełnić... Po za tym myślę nad tym już od paru tygodni i na razie nie mam powodów żeby zmienić decyzję.
- Wiem co powinieneś zrobić Neymar. - spojrzał na mnie z nadzieją.- Powinieneś porozmawiać o tym z trenerem w cztery oczy i powiedzieć co i jak. - pokiwał twierdząco głową.
- Masz racje, stary! Dzięki, że chciałeś ze mną pogadać i poświęciłeś mi chwilkę.
Przyjaciel w końcu się uśmiechnął i czułem, że to nie jest wymuszony uśmiech. Podał mi rękę z którą przybiłem piątkę. W końcu w salonie pojawiła się Aga. Piłkarz spojrzał na nią jakby się od nowa zakochał. Szturchnąłem go ramieniem i uśmiechnąłem się dając znak, że to widziałem.
- Cześć Agnieszka! - odezwał się kolega po fachu z uśmiechem na ustach.
- Cześć Ney! - również odwzajemniła uśmiech.
Fakt moja siostra dzisiaj wyglądała na prawdę pięknie. Od śmierci jej przyjaciółki nie widziałem jej umalowanej i wystrojonej a tu proszę dzisiaj przeszła samą siebie. Byłem ciekaw czy już widział ją Piotrek. Gdy Aga poszła do kuchni postanowiłem opowiedzieć przyjacielowi co wydarzyło się ostatnio jej życiu, a on zdecydował, że pójdzie z nią pogadać. Zgodziłem się, bo wiedziałem, że Ney na pewno poprawi jej humor i siostra na pewno w końcu pogodzi się z tym co się stało. Piłkarz był mistrzem takich rozmów... Nie myliłem się! Chwilę później usłyszałem śmiech ich oboje dochodzący z kuchni. W tym czasie Jordan przeszedł przez pokój i właśnie ruszył w stronę kuchni nie zwracając na mnie uwagi. Czułem, że może wyjść z tego jakaś awantura. Nagle przyjaciel stanął w drzwiach jakby zobaczył ducha i po chwili wybiegł z domu ! Byłem bardzo ciekawy co się stało, że tak zareagował. Wybiegłem za nim zakładając na siebie kurkę. Piotrek siedział na ławce przed domem, a w oczach miał łzy.
- Stary, co się st...? - nie zdążyłem dokończyć, bo przyjaciel mi przerwał.
- Oni się całowali. - powiedział, zamykając oczy z których poleciały łzy.
- Nie no co ty gadasz... Na pewno? - nie mogłem w to uwierzyć...
- Nie kurwa ślepy jestem! Idź stąd chce zostać sam. - nie zamierzałem nigdzie się ruszyć. - Wypierdalaj, nie wyraźnie mówię!? - Siedziałem jak wryty, ale postanowiłem nie zmieniać zdania.
Nie wiedziałem co o tym myśleć. Czy to może być prawda, że Aga i Neymar... Aż nie mogłem w to uwierzyć. Nie potrafiłem siedzieć i czekać. Postanowiłem pójść i to wyjaśnić! Zostawiłem płaczącego Jordana i poszedłem zdenerwowany prosto do kuchni. I zastałem ich po dwóch stronach stołu. Oboje byli bardzo poważni! Jestem ciekawy co mają mi do powiedzenia...
- Gdzie jest Piotrek ? - zapytała Aga, nie patrząc na mnie.
- Na dworze. - odpowiedziałem cicho.
Agnieszka bez namysłu ruszyła na dwór w samej sukience. Wiedziałem, że muszą to sobie wyjaśnić. A ja w tym czasie zamierzałem popytać brazylijskiego piłkarza co się tu stało przed chwilą. Chciałem wiedzieć czy to co powiedział Jordan było prawdą. Usiadłem na miejscu Agnieszki i popatrzyłem pytająco na przyjaciela. Lecz on milczał...
- Powiesz mi co tu przed chwilą się wydarzyło ? - zapytałem jeszcze spokojny.
- Nic. - odpowiedział jakby mój do jakiejś nieznanej osoby.
- Mów do cholery co się tu stało ! - powoli traciłem panowanie nad sobą.
- Okej, tylko nie rzuć się na mnie z łapami. - spojrzał mi prosto w oczy. - Pocałowałem twoją siostrę, ale nie mam pojęcia dlaczego. Nie chciałem tego, bo kochał Bunę i dla jasności ona też nie chciała... - złożyłem rękę w pięść.
- Co zrobiłeś ?! - zapytałem zaskoczony, oczekując na inną odpowiedź.
- Już sobie z nią wszystko wyjaśniłem. Nie jest zła, więc ty też się nie denerwuj.
- To lepiej wyjaśnij to wszystko Jordanowi, bo on to widział i właśne wydaje mi się, że myśli inaczej!
Odpowiedziałem odchodząc zdenerwowany od stołu. Jeszcze chwila a bym nie wytrzymał i go uderzył, a tego sam nie chciałem robić. Lubiłem Neya i uważałem go za przyjaciela, ale to to zrobił było totalnie głupie i nie odpowiedzialne...

W tym samym czasie oczami Agnieszki:

Wybiegłam z domu jak szalona, ale wiedziałam, że Piotrek nas widział. Nie miałem pojęcia dlaczego Neymar tak się zachowywał, aż mi wszystkiego nie wyjaśnił. Dosłownie rozumiem co może teraz czuć Jordan. Tylko mogę domyślić się jak to wyglądało w jego oczach. Wiem, że muszę mu to wyjaśnić. Boje się tylko tego, że nie będzie chciał mnie wysłuchać... A mi cholernie na nim zależy! 
Nadał siedział na ławce przed domem. Miał schowaną głowę w dłoniach. Nie musiałam zgadywać, że jest załamany i że płacze. Znam już go na tyle długo, że mam świadomość jak na prawdę uczuciowy jest mój chłopak. Właśnie... Czy on nadal da się nazywać moim chłopakiem ?! Chodź niczego złego nie zrobiłem to czułam się winna. Powoli podeszłam do niego, chodź widziałem, że to będzie arcy trudna rozmowa! Usiadłam tuż obok i złapałem go za ręce, by zobaczyć jego twarz. Tak jak się spodziewałam, był totalnie zapłakany i smutny. Zabolało mnie serce gdy spojrzałam w jego oczy wypełnione żalem... Co prawda ni wyrwał się z moich objęć, tyko patrzył bez żadnego odzewu.
- Powiem coś banalnego, ale to prawda... - odetchłam głęboko. - Kocham Cię najmocniej na świecie i to Ty się dla mnie liczysz... - próbował mi przerwać. - Wysłuchaj mnie proszę... To co zrobił Neymar to jedna wielka pomyłka. Sam mi to powiedział od razu po tym jak się mu wyrwałam. On kocha swojego synka i dziewczynę, a ja kocham ciebie i to się nie zmieni. 
- Chcesz mi powiedzieć, że to co zobaczyłem to jedna wielka pomyłka, tak ? - wciąż wpatrywał się w ziemie.
- Trudno w to uwierzyć, ale tak. To co zobaczyłeś to pomyłka Piotrek. 
- Powiedz, dlaczego mam ci wierzyć ?! - w końcu na mnie spojrzał.
- Nie wiem, jeśli mnie kochasz to powinieneś mi uwierzyć, a jeśli nie to oboje będziemy tego żałować. - pokręciłam głową...
- Nie mam pojęcia dlaczego ale wszystko w głowie, a przede wszystkim sercu mówi mi, że to jest prawda.  Albo jestem cholernie głupi albo....
- Cholernie mnie kochasz! - odpowiedziałem licząc na taką odpowiedź. - A teraz skorzystając z okazji muszę Ci coś powiedzieć... Chcę Ci podziękować i przeprosić na te ostatnie dni jakie ze mną przeżyłeś. Za to, że nie zostawiłeś mnie w tych trudnych chwilach gdy cię wyganiałam do domu i nienawidziłam całego świata! Za to, ze nie pozwoliłeś mi popełnić tego cholernego głupstwa i wiem, że nie spałeś całą noc aby tylko mnie pilnować. Dlatego chce ci powiedzieć, że nawet ze względu na to czy zapomnisz o tym co się wydarzyło przed chwilą czy nie Bardzo, bardzo, bardzo Ci dziękuje i przepraszam! Ale Kocham Cię jak nikogo innego. - Poruszył się nerwowo. -Powiedz coś, proszę...
- Też Cię kocham. - powiedział po dość dłużej chwili. - A wracając do tamtego przykrego incydentu chciałem Ci powiedzieć, że jeślibyś to zrobiła to ja zrobiłbym to zaraz po tobie!
Bez żadnego namysłu przytuliłam się do jego umięśnionej klatki piersiowej. Czułam się bezgranicznie bezpieczna. Cieszyłam się, że mam takiego cudownego mężczyznę tylko dla siebie. Wiedziałem że jest mój i tylko mój! Poczułam na jego rękach ciarki, który ja również miałam. 
- Chodźmy do domu, bo jest zimno, co ?! - kiwnął twierdząco głową.

Oczami Michała :

 Nie chciałem, żeby chłopaki byli pokłóceni. Chciałem żeby Neymar wytłumaczył wszystko Piotrkowi. Gdy tylko moja siostra wróciła z chłopakiem, piłkarz wziął się do roboty i wyjaśnił sobie wszystko z Jordanem. Na szczęście przyjaciel zrozumiał i po chwili wszyscy siedzieliśmy i piliśmy piwo! Nie sądziłem, że mój przyjaciel może być aż tak bardzo wyrozumiały. Bardzo ale to bardzo ucieszyłem się z takiego obrotu spraw.
- Przyjdźcie dzisiaj do mnie na imprezę, wszyscy! - popatrzył na Agę i Piotrka. - A teraz już będę się zbierał i tak już tu trochę posiedziałem.
- Odprowadzę Cię. - powiedział nagle Jordan.
Tym czasem ja odprowadziłem ich wzrokiem. Razem z siostrą próbowaliśmy wyłapać co do siebie powiedzieli... Udało mi się usłyszeć tylko przeprosiny Neya i niestety nic więcej.
Mój "brat" i siostra bardzo chcieli pójść się bawić. Ja postanowiłem zostać w domu z Olą, która nie za dobrze czuła się tego wieczoru. Nie chciałem zostawić ją samą, bo czułem się za nią odpowiedzialny! Zakochanej parze życzyliśmy udanej imprezy. Ja postanowiłem wynagrodzić Aleksandrze ten wieczór i zrobiłem pyszną kolacje przy świecach. Moja przyjaciółka była zachwycona i strasznie ucieszyło ją to co przygotowałem. Zaprosiłem ją na dół i zjedliśmy wspólnie kolacje.Poruszyliśmy wiele tematów dotyczącej jej jak i mnie! Bardzo miło spędziliśmy czas... Zacząłem czuć coś więcej. W końcu zmieniłem podejście do naszej znajomości. Siedząc z nią, wtuloną we mnie zrozumiałem kogo jak właściwie mam przy sobie. Dopiero teraz dostrzegłem jakie mam przy sobie szczęście. Przy niej każda chwila była taką miłą, szczęśliwą.
- Ola, dziękuje Ci że tu ze mną jesteś. Nie często zdarza mi się mówić takie rzeczy, ale... Dzięki tobie czuje się na prawdę szczęśliwy i spełniony. - pocałowałem ją w czoło.
- To ja powinnam Ci podziękować za wszytko co mnie spotkało dzięki tobie. Cieszę się, że mogę tu z tobą być bo jesteś wyjątkowy wiesz ? - czułem, że się uśmiecha.
Odciągnąłem ją od siebie, podniosłem lekko podbródek i spojrzałem w jej niesamowite piękne niebieskie oczy. Nie mogłem się powstrzymać i pocałowałem ją tak delikatnie jak tylko mogłem... Lecz po chwili czar prysł i wszystko przepadło. Ola powoli odciągnęła się ode mnie i opuściła głowę w dół.
- Przepraszam, ale nie za dobrze się czuje!
- Jasne, rozumiem. Nie przejmuj się. - przytuliłem ją do sobie.
Wziąłem ją w ramiona i zaniosłem do sypialni. Uszanowałem jej decyzje, ale nadal chciałem być blisko niej. Położyłem się obok i czekałem aż zaśnie.

Tymczasem oczami Agnieszki:

Na imprezie u piłkarza tak jak myślałam byli wszyscy piłkarze z Barcelony. Na początku czuliśmy się trochę nieswojo bez mojego brata, ale po czasie wczuliśmy się w klimat imprezy i po prostu zaczęliśmy się bawić. Byłam szczęśliwa, że wybraliśmy się tu razem z Jordanem. Musiałam się oderwać od pewnych myśli i rozerwać się jak prawdziwy młody człowiek. Wiem, że moja przyjaciółka by tego chciała! Piotrek bawił również dobrze jak ja. Oboje znaliśmy już wszystkich piłkarzy i bez problemu wypiliśmy z nimi drinki. Szkoda było mi tylko tego, że mój brat i Ola nie mogli tu być razem z nami. Miałam nadzieje, że bawią się równie dobrze jak my.
W pewnym momencie podszedł do nas Ney z Bruną. Piotrek gwałtownie zmienił wyraz twarzy. Czułam, że może wyjść coś niespodziewanego z tej rozmowy... Widocznie mój chłopak nadal pamiętał to co wydarzyło się parę godzin wcześniej i tylko udawał zadowolonego. Nie chciałem pozwolić by coś powiedział przy narzeczonej piłkarza, więc postanowiłam pójść z nim na spacer.
- Co się dzieje kochanie ?! - zadając pytanie wiedziałam co mi odpowie.
- Nic. - objął mnie i przyciągnął do siebie.
- Nie oszukasz mnie... - zabrałam rękę, którą trzymał na mojej tali. - Albo powiesz o co chodzi, albo...
- Albo co?! Pójdziesz do tego nędznego piłkarzyny ?! - W końcu wybuch. - No idź do niego idź! Przecież Cie nie zatrzymuje! - krzyczał.
A ja również nie wytrzymałam i dostał w twarz. Jak on mógł tak myśleć. Kocham go całym sercem i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie zdradziłam go do cholery, nawet nie chciałem tego cholernego pocałunku, a on uważa mnie za jakąś tanią dziwkę! Łatwo oceniać człowiek , który niczego nie zrobił... Nie potrafiłam na niego patrzeć... Żal zamienił się w złość. Jeśli mi nie ufa... To nawet nie potrafię wyobrazić sobie naszego związku. Popatrzyłam na niego bez emocji, obróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie. Po chwili usłyszałam znajomy głos, który był coraz głośniejszy. Nie miałam ochoty go słuchać ani patrzeć na niego. Czułam się zraniona, bo chodź nic nie zrobiłam i to nie była moja wina, on myślał inaczej. Uważał mnie za pannę do towarzystwa.
~ Nie tym razem! - pomyślałam.
Nabrałam szybszego tempa żeby odpuścił, ale przecież miałam do czynienia z piłkarzem. W końcu mnie dogonił i zagrodził mi drogę. Próbowałam go ominąć lecz bezskutecznie. Zaczęłam uderzać go w klatkę piersiową z całych sił, a on mi na to pozwalał. Nagle emocje puściły i z moich oczu popłynęły łzy. Ogarnęła mnie pustka... Poczułam na sobie dłonie Piotrka, które przyciągnęły mnie do jego ciała. Tak bardzo chciałam mu wygarnąć wszystko co mi leżało na sercu, ale nie potrafiłam wydobyć z moich ust żadnego słowa. Staliśmy tak jakieś 10 min... On wtulony we mnie, ja stałam bez ruchu. Wiedział, że tego potrzebuje, chodź właściwie chciałabym również przeprosin. Wtedy poczułabym się lepiej! I jakby czytał mi w myślach, nagle się odezwał...
- Przepraszam. Wcale tak nie myślę. - Pocałował mnie w głowę.
Nadal nie wydusiłam z siebie ani słowa. Czekałam aż się otworzy i powie wszystko co ma na sercu. Bo ludzie, którzy są blisko mówią sobie takie rzeczy!
- Po prostu... Jak Was zobaczyłem w kuchni całujących się... Coś się we mnie zagotowało. Nie potrafiłem dopuścić do siebie innej wiadomości niż, że mnie już nie kochasz! - zamilkł na chwilę. - A gdy zobaczyłem go na tej imprezie miałem ochotę mu przywalić, a Brunie wszystko wygarnąć...
Poczułam jak coś kapie mi na głowę i to na pewno nie był deszcz, bo niebo było bezchmurne. Wiedziałam, że to były łzy Piotrka. Poczułam dziwną ulgę, że w końcu coś zrozumiał. Ja chciałam mu udowodnić jak bardzo go kocham. Odsunęłam się od niego i spojrzałam w jego piękne zielone, zapłakane oczy... Bez namysłu zaczęłam go całować tak namiętnie jak tylko było to możliwe. Poczułam radość, gdy odwzajemniał pocałunku.
- Kocham Cię. - przerwałam na chwilę. - Kocham! - pocałunek. - Kocham. - ponownie. - Kocham! Jesteś jedynym mężczyzną w moim życiu, któremu tak bardzo ufam! Nie chcę żebyś myślał, że jestem dziwką, która się nie szanuje i poleci na bogatego, sławnego piłkarza... Co prawda poleciałam na piłkarza ale na wyjątkowego i cudownego chłopaka, który się nie wywyższa i kocha to co robi! - położyłam rękę na jego piersi.- Bo w końcu taką mnie nazwałeś. Może nie wprost ale to miałeś na myśli... - przyłożył mi palec na ust.
- Wcale tak nie myślę. - powtórzyłem. - Powiedziałem to w złości, ale dla mnie jesteś wyjątkową kobietą, która wie czego chce i jest miłą, młodą i piękną damą. - przytulił mnie. - Co Ty na to żebyśmy wrócili do domu ? - pokiwałam twierdząco głową.
Do domu mieliśmy co prawda parę kilometrów ale postanowiliśmy się przejść. Przeszliśmy całą drogę w milczeniu. Byłam pewna, że oboje wiedzieliśmy czego chcemy i kogo chcemy w swoim życiu. Ja chciałem jego, a on, miałam nadzieje, że chce mnie. Po powrocie do mieszkania postanowiliśmy od razu się położyć, bo w końcu jutro w południe mamy wylot.

*************************************

Miesiąc później! Po powrocie z Hiszpanii zacząłem treningi w klubie. Zaskakująco od 2 tygodni nie widuje na nich Jordana. Sam twierdzi, że chciał odpocząć od piłki i dokończyć pracę magisterską, ale coś mi tu nie grało. Piotrek już dawno stwierdził, że nie skończy studiów, a tu nagle taka zmiana. W sumie każdy ma swoje przemyślenia i może faktycznie przyjaciel wydoroślał i postanowił skończyć tą pracę. Pewnego dnia coś podkusiło mnie i poszedłem porozmawiać z trenerem na temat mojego najlepszego kumpla.
- Trenerze, możemy pogadać ? - zapytałem tuż po treningu. 
- Jasne, chodźmy do mojego gabinetu. A o czym chcesz porozmawiać ? - ruszyliśmy w stronę budynku.
- O Piotrku, trenerze. - uśmiechnąłem się na samą myśl jak to mogło wyglądać. - Mogę wiedzieć kiedy Jordan wróci do treningów ?! Skurczybyk nie chce mi niczego powiedzieć, a jakoś lubiłem z nim trenować.
- Chyba powinniście sami o tym pogadać, Michał. Nie chce wtrącać się w wasze sprawy. - Coś zaczynało mi się nie zgadzać. 
- Przecież to nie jest jakaś prywatna sprawa. Trener mi powie i już.- Uśmiechnąłem się.
- Michał, słuchaj... Nie wiem co powiedział Ci Jordan, ale on nie przerwał treningów, tylko...- zamilkł na chwilę, jakby to miało zaakcentować powagę sytuacji. - Piotrek gra dla drużyny przeciwnej. On już nie jest moim piłkarzem. Nie gramy do jednej bramki. - zamurowało mnie.
Nie miałem pojęcia co powiedzieć i co myśleć. Dlaczego ten dureń mi tego nie powiedział. Jak on mógł mi to zrobić... Zdziwiło mnie to że mógł przejść do naszego największego rywala i było mi strasznie przykro że odszedł bez pożegnania. Wiedziałem, że już nie będzie jak dawniej. Szybko wyszedłem z gabinetu trenera, kierując się ku wyjściowi. Słyszałem krzyki trenera, ale w tamtej chwili nie interesowało mnie to. Musiałem do niego pojechać i z nim to wyjaśnić. Czułem to że jest jakiś głupi żart, w dodatku nie śmieszny. Niestety nie zastałem go, a co dziwne jego mieszkanie było wystawione na sprzedaż. Więc jednak musiała to być prawda... Jutro mieliśmy z nimi mecz i wiedziałem, ze jeśli to prawda to zobaczę go na tym boisku.
               Aktualnie trenowaliśmy na stadionie przed meczem i wiedziałem, że za chwilę się tu zjawią . W końcu ujrzałem ich i pośród nich był Piotrek. Więc jednak to wszystko prawda! Miałem ochotę dać mu w pysk za to co zrobił... Gdy tylko mnie zobaczył, ruszył w moją stronę. 
- Cześć Kumplu ! - Uśmiechnął się, wyciągając do mnie rękę.
- Czekaj, czekaj... Kim mnie nazwałeś ?! - zaśmiałem się. - Nie masz prawa nazywać mnie przyjacielem. Jestem pewny, że nawet nie wiesz co to słowo znaczy...
- Ale...
- Nie Piotrek, Kurwa! Przez 3 tygodnie mnie okłamywałeś. Przez ten cholerny czas ciągle wciskałeś mi kit, zamiast normalnie powiedzieć o swojej decyzji. Zrozumiałbym, jeśli byś mi to wytłumaczył, a nie okłamywał. Nie wspominając o tym, że w ogólnie nie zamierzałeś mi o tym powiedzieć, gdyby nie trener... Wszystko zniszczyłeś, dosłownie wszystko. Niee, to nie jest przyjaźń. Ja pierdole Ty... - To było za wiele.
- Stary, przepraszam no! Nie chciałem, żeby tak wyszło, na prawdę. Jestem debilem, to chciałeś usłyszeć?!
Pokręciłem przecząco głową. Odwróciłem się i ruszyłem w kierunku szatni. Zdjąłem meczową koszulkę i wręczyłem ją trenerowi.
- Nie zagram dzisiaj. Może mi trener nawet kare pieniężną dać, nie zagram. Nie dam rady. 
Kiwnął twierdząco głową. Podjąłem decyzję i nikt by mnie dzisiaj nie przekonał. Wróciłem do szatni, przebrałem się i wszedłem na trybuny gdzie była Aga. Wiedziałem, że straciłem przyjaciela... Jeśli tak mogłem go nazwać. Jordan patrzył w moją stronę. Moja siostra miała na sobie koszulkę mojego klubu i szalik klubu Piotrka. 
- Czemu nie grasz ? Coś się stało ? - zapytała gdy siadałem obok.
- Wiedziałaś ?! - zaśmiałem się.
Spojrzała na mnie, a potem na swojego chłopaka. Kiwnęła twierdząco głową, a mi z oczu popłynęły łzy. Jeszcze raz popatrzyłem na rozgrzewającego się Piotrka i ruszyłem załamany w drogę powrotną. Nie mogłem oglądać tego meczu. Nie jak po drugiej stronie grał człowiek, którego znam jak własnego brata. 
Zaszyłem się w domu nie odbierając od niego telefonu. Po 2 w nocy gdy się właśnie obudziłem, mój telefon się zaświecił... Miałem 20 nieodebranych połączeń od Jordana, 3 od mojej siostry i 10 od Oli. 2 SMSy od Seby i Kamil. Mało mnie obchodziły treści tych SMS-ów ale postanowiłem zobaczyć co napisali. 
" Zostawiłeś nas w takim meczu. Jesteś cholernym tchórzem." ~Wiadomość od Kamila.
Na szczęście od Seby była już milsza wiadomość " Stary, nie przejmuj się tym dupkiem. Rozumiem Cię, więc jakbyś chciał pogadać to wal śmiało!".
Usnąłem ze słuchawkami w uszach, zaś obudziłem się wtulony z Olę. Nie wiem jak ona to zrobiła, że się nie obudziłem, ale było mi miło! 
- Hej słońce. Fajnie, że jesteś. - posłałem jej sztuczny uśmiech.
- Wiem, co się stało. Nie musisz udawać. - pogłaskała mój policzek.
- Nie chcę o tym gadać.
- Tak właśnie myślałam. Więc przyniosłam to... - z pod łóżka wyciągnęła połówkę Firlandii.- Tylko nie dużo bo masz trening dzisiaj.
Wypiłem skromne 3 kieliszki, a potem ruszyliśmy na trening. Dziwnie ćwiczyło mi się z Sebastianem. Po treningu dostałem opierdziel od trenera, ale przemyślał to i nie da mi żadnej kary. Cieszyłem się, że przynajmniej tyle dobrego... Chłopaki też już nie byli na mnie źli. A Kamil przeprosił mnie za wczorajszego SMSa! 
Może wszystko się ułoży...
__________________________________________________________
Cześć i czołem. Trochę mi smutno, że pod ostatnim rozdziałem nie było żadnego komentarza. Czasem myślę, czy wgl ktoś go czyta... Może go zawierzże albo w ogóle skończę...
Miłego Czytania!

1 komentarz: