wtorek, 8 grudnia 2015

Rozdział 12 "Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi !"

Od zawsze zastanawiałem się jak poradzić sobie z fanami, których w ostatnim czasie przybywa coraz więcej. To wcale nie jest takie proste odmówić kibicom, którzy na ciebie liczą. Dla których jesteś autorytetem czy na prawdę dobrym zawodnikiem, którego doceniają za wszystko. W ostatnim czasie słyszę od fanów, że gram coraz lepiej, poprawiłem swoją technikę czy że staje się liderem swojej drużyny. Oczywiście, bardzo się cieszę, ale wiem, że na każdym meczu ciężar gry jest większy. Wiem, że większość kibiców liczy na mnie i na moją dobrą grę. A przecież każdemu zdarza się słabszy dzień. Iii taki właśnie nadszedł dzisiaj na meczu z Pogonią. Nic, dosłownie nic mi nie szło. Trener miał nadzieje co prawda, że w końcu się przełamie i w końcu coś strzele czy za asystuje, ale wiedziałem, że dzisiaj to nie nadejdzie. Sam wreszcie poprosiłem go o zmianę. Wiedziałem, że w tym meczu nie wniosę nic lepszego do drużyny, a i tak już przegrywaliśmy 1:2. Usiadłem więc na ławce rezerwowych totalnie na siebie wkurzony. Nie mogłem nawet wyjaśnić dlaczego moja gra była taka słaba. W moim życiu prywatnym wszystko zaczęło się układać. Jestem szczęśliwy z Olką i nadal mam najlepszego przyjaciela.
- Michał, co jest dzisiaj z tobą? - zapytał trener, podchodząc do ławki dla rezerwowych.
- Nie wiem, trenerze. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. - Na prawdę nie mam pojęcia. - wstałem, kierując się do szatni.
Musiałem chwilę ochłonąć. Wiedziałem, że jeśli zostanę chwilę sam ze sobą, w końcu się uspokoję. Chłopaki po 10 minutach wrócili do szatni. Każdy patrzył po twarzach innych. Nie tylko ja miałem dzisiaj zły dzień. Ale jako 'lider' chciałem ich jakoś zmotywować. Wiedziałem, że damy rade wygrać ten mecz tylko musieliśmy chcieć, a tego nie widziałem na twarz żadnego z nich.
- Wiecie czego nauczyłem się w Barcelonie? U nich nie ma czegoś takiego jak porażka. Gra się do ostatniego gwizdka i pamiętajcie to My jesteśmy sprawcami wyniku. Jeśli wygramy czy nawet przegramy to tylko za sprawą własnych umiejętności. Nie ukrywam, że to my jesteśmy lepsi. Rozumiem, że każdemu zdarza się gorszy dzień, bo ja dzisiaj taki właśnie mam, ale proszę was... Dajcie z siebie wszystko nie patrząc na wynik. Bo piłka to nie tylko nasza praca, ale też miłość, która powinna sprawiać nam dużo radości! - popatrzyłem na każdego z osobna. - Kto wygra mecz? - krzyknąłem resztkami sił.
- AWKS!!! - usłyszałem.
Wszyscy wyszli z bojowym nastawieniem na boisko, a ja wróciłem na ławkę. Wiedziałem, że to moje przemówienie nie dało za wiele, ale przynajmniej zobaczyłem u nich walkę i serce do gry. A tego mi brakowało najbardziej od odejścia Jordana. Miałem nadzieje, że wróciło już na zawsze i nigdy więcej nie będę się tym przejmował. Chłopaki strzelili gola na remis w 87 minucie i już nie daliśmy rady tego meczu wygrać. Ale cieszyłem się, że podjęliśmy walkę do końca. Byłem dumny z chłopaków, że dali rade wyciągnąć ten mecz na remis.
Jako, że nasz kapitan był chory, a ja byłem jego zastępca, musiałem wyjść do dziennikarzy. Nigdy nie lubiłem udzielać wywiadów. No, może zdarzały się jakieś wyjątki! Ale zdarzały się bardzo rzadko...
- Dzień Dobry. Michał, powiedz nam co zawiodło, że ten mecz tylko zremisowaliście? - zadał dość głupie pytanie.
- Dobry wieczór. Myślę, że to jeszcze nie czas żeby odpowiedzieć na takie pytanie. Nie da się odpowiedzieć tak od razu po meczu. Potrzebna jest odprawa po meczowa i zastanowienie się nad sobą co takiego zrobiło się źle. Na chwile obecną mogę powiedzieć, że w pierwszej połowie zabrakło nam serca do gry, a w drugiej to już szczęście drużyny przeciwnej.
- Grałeś tylko w pierwszej połowie. Masz jakieś problemy ze zdrowiem? - zadał kolejne pytanie.
- Nie, absolutnie. Z moim zdrowiem jest wszystko w porządku już od dłuższego czasu. Po prostu zdecydowaliśmy razem z trenerem, że chłopaki dadzą sobie rade be ze mnie.
- Co myślisz o odejściu twojego przyjaciela do drużyny przeciwnej? - musiałem opanować emocje, by nie wybuchnąć. - Zmieniło to coś między wami?
- Przepraszam, ale to moje i Piotrka życie prywatne na które nie mam zamiaru się wypowiadać. To była jego decyzja i to on decyduje gdzie gra. Dziękuje, dowiedzenia.
- Panie Michale, jeszcze jedno pytań... - wróciłem do szatni.
To ostatnie pytanie wybiło mnie z rytmu i nie potrafiłem patrzeć już temu dziennikarzowi w oczy. Poruszył wrażliwy dla mnie temat na który nie chce rozmawiać.
Przebrałem się i wróciłem do domu gdzie czekała na mnie Ola. Cieszyłem się ze mam u niej wsparcie. Była dziewczyną dzięki której zapomniałem o Anecie. Dawno nie czułem się tak dobrze, wracając do domu. Aleksandra przygotowała wspaniała kolacje, ale przerwał nam Dzwonek do drzwi. Myślałem, ze to Jordan przyszedł jak zwykle w odpowiedniej chwili, ale nigdy nie spodziewałem się że zobaczę ich w progu mojego mieszkania. Zamurowało mnie gdy zobaczyłem Leo i Ney'a przed moimi drzwiami. Patrzyłem raz na jednego raz na drugiego. A oni śmiali się jak oszalali. Dopiero gdy w drzwiach stanęła Ola to uwierzyłem, że to na prawdę te dwa barany. Wpuściłem do środka dwóch elegancko ubranych chłopaków. Ja zaś chodziłem w dresie. Piłkarze rozglądali się po mieszkaniu, a ja poszedłem się przebrać.
- Taa, moje mieszkanie nie jest tak odwalone jak wasze, ale nie narzekam na warunki. - zaśmiałem się. - Co Was tu sprowadza, chłopaki? - zapytałem.
- Daj spokój, chyba wolałbym twoje mieszkanie niż swoje. Jest na prawdę spoko. - powiedział Neymar bez żadnego sarkazmu.
- Obiecaliśmy kiedyś, że cie odwiedzimy, więc jesteśmy. Woleliśmy zrobić to po cichu, by nie zwrócić uwagi ludzi, ale chyba się nie udało bo pod twoja bramą jest strasznie dużo dziennikarzy i fotografów. - zaśmiał się Leo.
- To co, Mozę jakaś imprezka? - kiwnęli twierdząco głowami. - Rozgośćcie się, a ja podzwonię po ludziach. - chłopaki bez zastanowienia zaczęli buszować po szafkach.
Ola z Agą pojechali na zakupy, a ja podzwoniłem po chłopakach z drużyny i znajomych. W tym do Jordana. Wszyscy zebrali się na 21 u mnie w mieszkaniu. Na początku chłopaki byli spięci spotkaniem z gwiazdami Barcelony, ale po kilku kolejkach atmosfera się rozluźniła i impreza rozkręciła się do maksimum. Nie mam pojęcia do której siedzieliśmy bo w końcu alkohol zrobił swoje i ukrawał mi się film. Gdy obudziłem się to już było jasno. Ktoś buszował po kuchni, ale szczerze powiedziawszy nie miałem ochoty się podnosić. Rozejrzałem się po salonie. Messi leżał z Sylwią na podłodze. Lepiej żeby tego Anto nie widziała... Kacpi leżał w ramionach Seby, a Ola leżała na klatce piersiowej Marcina, który ją obejmował. Od razu się poniosłem budząc przy tym Jace... Wziąłem Ole na ręce i zaniosłem do naszej sypialni. Już ja sobie z nią pogadam jak tylko się obudzi. Przy okazji zajrzałem do kuchni sprawdzić, kto się po niej kręci. Nie wierzyłem w to co widzę. Neymar ze słuchawkami w uszach robił śniadanie. Gdy tylko mnie zobaczył, wystraszył się.
- Długo tu stoisz? - pokręciłem przecząco głową. - Głodny? - zapytał.
- Jak cholera! Podzielisz się? - zaśmiał się wyciągając z szafki drugi talerz i szklankę. - Jak ty to robisz? - zapytałem piłkarza.
- Normalnie. Wbijam 4 jajka i wrzucam kawałki sera, sole i pieprze. - zaśmiał się.
- Nie o to mi chodzi baranie! Jak Ty to robisz, że wyglądasz tak normalnie po libacji alkoholowej? - uśmiechnął się tylko nic nie mówiąc.
- Bo ten oszust nie pił tyle co my! - powiedział stojący w progu Messi.
Oczywiście, na niego zawsze można liczyć. Neymar przerzucił oczami i zaczął jeść. Ja zrobiłem to samo, a Leo chyba zebrało na wymioty bo nagle wybiegł do łazienki. Po chwili usłyszałem krzyki Kapiego, że przyjaźni się z gejem i takiego typu inne docinki. Musiał być w niezłym szoku obudzić się wtulony w chłopaka... W końcu w kuchni pojawiła się Agnieszka w samej koszuli Piotrka, a Neymar aż się zakrztusił na jej widok. Oczywiście, a ten znowu swoje. Piłkarz nie zdejmował wzroku z mojej siostry dalej jedząc. Musiał dostać mięśniaka w ramie, by w końcu się ogarnął. Aga jest z moim najlepszym przyjacielem i nie pozwolę mu tego zniszczyć. Wszyscy wiedzieliśmy jaki jest Ney. Lubiłem go takiego jakim był, ale wolałem żeby nie mieszał w życiu mojej siostry.
Agnieszka zrobiła sobie Kawę i usiadła przy stole ocierając się przypadkowo o Neymara. On od razu usiadł dość sztywno. Chciałem poobserwować jak rozwinie się sytuacja. W końcu przyjaciel zaczął rozmowę. Piłkarz obsypywał moja siostrę komplementami. W pewnym momencie położył jest swoja dłoń na jej kolanie śmiejąc się. Musiałem zareagować, bo Aga nie miała zamiaru. Odchrzaknąlem głośno...
- Ney, mogę Cie prosić? - kiwnął twierdząco głową.
- Przepraszam na chwile. Zaraz wracam! - szturchnąłem go i wziąłem na korytarz.
- Co ty wyprawiasz stary?! Wiem, ze Agnieszka jest ładna, ale ma chłopaka i to nie byle jakiego. Wiec prosiłbym cie żeby się opanował... - mówiłem dość zdenerwowany. - Nie chce takiej sytuacji jak w Hiszpanii, okej? - czekałem na jego reakcje.
- Jasne. Nie boj żaby. Tak się tylko droczę. Nie chce zniszczyć jej związku z Jordanem, bo za bardzo go szanuje. Po prostu gadamy, ok? - przytaknąłem.
Neymar wrócił do mojej siostry, a ja poszedłem zajrzeć do Oli. Miałem nadzieje, ze piłkarz mówił prawdę i nie złamałby obietnicy. Aleksandra właśnie się obudziła...
                      ************
Katalońscy piłkarze wyjechali następnego wieczoru gdy tylko dziennikarze dali za wygraną i wrócili do biura. Nie chciałem żadnego skandalu, ani kolejnych wywiadów. Nie lubię się tłumaczyć, a szczególnie z życia prywatnego. Lubiłem karierę piłkarza, ale czasem męczyły mnie te zdjęcia, wywiady i autografy. Dzisiaj chciałem trochę wyluzować i postanowiłem zabrać Ole do restauracji. Ona tez czasem to przezywa na swój sposób. O 21:30 pojechaliśmy do 'cafe club' gdzie mieliśmy zarezerwowany stolik. Zjedliśmy pyszna kolacje, która podał nam mój dobry kolega. Po kolacji postanowiłem powiedzieć jej coś niesowitego. Powoli przed nią ukląkłem i wyjąłem z kieszeni pudełeczko.
- Ola, kochanie! Jesteś miłością mojego życia. Słoneczko moje, wyjdziesz za mnie? - zadałem pytanie i dokładnie wtedy dopadły mnie wątpliwości.
Olka pokręciła przecząco głowa, łzy spłynęły po jej policzkach. Spuściłem głowę załamany i pomyślałem ze to już koniec...
- Tak kochanie! Oczywiście, że tak! - w końcu to powiedziała, a ja odetchnąłem z ulga.
Założyłem jej pierścionek i pocałowałem bardzo mocno. Doszło do mnie ze jestem wielkim szczęściarzem mieć tak cudowna dziewczynę. Ludzie w restauracji zaczęli bić brawo... A ja bylem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Zamówiłem szampana, by to oblać.
- Nasze zdrowie kochanie! - powiedziałem totalnie szczęśliwy.
- Ja nie mogę alkoholu, kochanie. - od kiedy Ola nie pije, zdziwiłem się. - Musisz o czymś wiedzieć... Będziesz tatusiem. - złapała mnie za rękę.
Uśmiechnąłem się, chodź tak na prawdę to do mnie jeszcze nie docierało. W końcu wykrzyczałem na cala restauracje : " Zostanę ojcem! Będę tata!". Nie miałem pojęcia jak się zachować. Zastanawiałem się czy skakać z radości czy płakać ze szczęścia. Postanowiłem przytulic się do mojej narzeczonej. To było nie możliwe. Ten wieczór by taki zwariowany... Ale bylem tak cholernie szczęśliwy!