Dzisiaj mamy najważniejszy mecz w tym sezonie. Zdecydowanie mecz o wszystko albo nic. Miej więcej takie
El clasico... Chcę dać z siebie wszystko i pomóc drużynie! O równiej 17:30 obie drużyny wyszły na murawę. Standardowo na takich meczach trybuny są całe zapełnione. Na początku zabrzmiał nasz hymn Narodowy, potem przywitaliśmy się z drużyną przeciwną. Kapitanem tamtej drużyny był brat Anety.
Wszedłem na boisko w pierwszym składzie, razem z Piotrkiem i resztą. Mecz był totalnie wyrównany... Mieliśmy dużo ciekawych akcji, których nie potrafiliśmy skończyć. W 30 minucie padła bramka dla rywali. Sprawcą tego był Paweł... Próbowaliśmy wyrównać przed przerwą, ale Paweł i spółka dobrze kryli swoją bramkę. Do szatni pomiędzy połowami wszedłem strasznie wkurwiony! Seba przemówił do nas ze świadomością iż to my tu jesteśmy lepsi. Dał nam do zrozumienia, że naszej drużynie należy się to zwycięstwo! Na druga połowę wyszliśmy bojowo nastawieni i w dobrych nastrojach. Po przerwie mieliśmy dużo świetnych akcji, które kończyły się strzałem na bramkę, ale trudno było strzelić im gola! Przez cały mecz walczyliśmy z czasem ale i przede wszystkim z ciężkim przeciwnikiem. Dopiero w doliczonym czasie gry zagraliśmy skromną
"tiki takę" i udało się Piotrkowi wpakować piłkę do bramki. Zaczęliśmy cieszyć się jak dzieci. Nasza radość wskazywała na to że właśnie wygraliśmy mecz... Ale czekała nas jeszcze dogrywka, a jeśli wynik nadal będzie remisowy to karne, do których nie chcieliśmy dopuścić. Widownia szalała razem z nami. Wszyscy mieliśmy uśmiechy na twarzach, chodź wiedzieliśmy, że to jeszcze nie koniec... Walka dopiero się zacznie! Wszyscy będziemy walczyć z całych siły, które są już na wykończeniu. Mamy przed sobą zabójcze 30 min.
Po chwili znowu weszliśmy na boisko w tym samym składzie. Byliśmy na
100% skoncentrowani na grze, którą chcieliśmy wykonać. Mieliśmy
72% posiadanie piłki... Wierzyliśmy, że nam się uda! Jeden z rywali dośrodkował piłkę w nasze pole karne i Marek miał oddawać strzał na bramkę, lecz w tym czasie sfaulował go Kamil...
Sędzia podyktował rzut karny! Razem z Kacprem złapaliśmy się za głowy.
Karnego miał strzelać kapitan rywali, czyli nie kto inny jak Paweł. Podbiegłem szybko do Jacka, naszego bramkarza i powiedziałem mu, że w
99% strzeli w prawdą stronę.
Paweł staną na 11 metrze i popatrzył w stronę bramkarza. Jacek chcąc upewnić się co do moich przypuszczeń, spojrzał w moją stronę. Kiwnąłem twierdząco głową! Paweł wziął rozbieg i strzelił, a Jaca rzucił się bez wahania we wskazaną we mnie stronę iii obronił !!! Cieszyłem się, że mi zaufał.
Aaa dokładnie po rzucie karnym dostałem dośrodkowanie pod tym razem ich pole karne, wycelowałem i strzeliłem prosto w okienko! Rzuciłem się na murawę i za chwilę podbiegła do mnie reszta. Byłem taki szczęśliwy... Teraz aby tylko dotrzymać ten wynik do końca. Gdy rywale wznowili grę, po dokładnie dwóch minutach gry sędzia dmuchnął w gwizdek, koniec meczu! Wygraliśmy, tak! Zdobyliśmy puchar po raz kolejny !
Podszedłem do załamanego Pawła i podziękowałem za grę.Byłem niesamowicie szczęśliwy z tej wygranej. Dawno nie graliśmy tak ciężkiego meczu... W drodze do szatni ciągle krzyczeliśmy.
-
Kto jest mistrzem? - wydarł się Jaca
-
AWKS! - dokańczaliśmy.
-
Kto !? - ponownie.
-
AWKS, sialalala!
W szatni zaczęliśmy świętować nasze zwycięstwo. Wychodząc chłopaki zaczęli rozmawiać o imprezie, która miała się zacząć w klubie. Czułem się głupio z myślą, że mnie tam nie będzie.
-
Widzimy się w Shinie! - przypomniał Jordan.
-
Ja dzisiaj sobie odpuszczam. Bawcie się dobrze! - ruszyłem korytarzem w stronę wyjścia.
-
Eeej! Jak to cię nie będzie ? Stary Ty sobie taką imprezę odpuszczasz ? - przyjaciel wybiegł do mnie w samych spodenkach.
-
Dobra, nie będę Ci wkręcał kitu... Po prostu się umówiłem. - uśmiechnąłem się
-
No co Ty gadasz ? Akurat dzisiaj?! To weź przynajmniej powiedz z kim ? - dopytywał się piłkarz.
-
Dowiesz się w swoim czasie... - poklepałem go po ramieniu. -
Na razie!
Przed szatnią było sporo dziennikarzy, dlatego mówiliśmy szeptem. Na końcu korytarza czekała na mnie szczęśliwa Ola. Gdy zobaczyłem ją taką szczęśliwą, sam mi się namalował uśmiech na twarzy. Nie miałem bladego pojęcia, że jest na meczu. Byłem totalnie zaskoczony, gdy zobaczyłem ją na tym korytarzu. Faktycznie Ola, wspominała mi, że lubi piłkę, ale nie sądziłem, że pojawi się na moim meczu. Gdy tylko się zbliżyłem, koleżanka postanowiła mnie przytulić. Cudownie było znów poczuć czyjeś ciepło, chodź byłem tym trochę zaskoczony.
-
Gratulacje! - powiedziała cicho.
Po chwili Mała zbliża się do mnie ponownie i pocałowała w usta. Znowu mnie zaskoczyła, ale z pewnością mi się to spodobało!
-
Czy mogłabyś powtórzyć?! Nie dosłyszałem... - otworzyłem szerzej oczy.
Ola uśmiechnęła się i ponownie mnie pocałowała, tym razem bardziej namiętnie! Czułem się przy niej dobrze, chodź miałam dziwne odczucie, bo to ja powinienem to zrobić, nie ona. Tyle, że ja zawsze nie czułem się gotowy... Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę. A teraz sam nie wiem czego chcę, bo mam mętlik w głowie. Ciągle nie mogę przestać myśleć o Anecie, a chyba nadszedł już czas się pogodzić i zapomnieć. Powinienem zacząć tworzyć kolejną niesamowitą historię... I nie bać się kolejnego związku!
Wziąłem Olę pod rękę i wyszliśmy ze stadionu. Przy okazji rozdałem parę autografów i zrobiłem kilka zdjęć. Dziennikarz poprosił mnie o bardzo krótki wywiad, a Mała nie miała nic przeciwko, więc mu go udzieliłem. Zaraz przy wyjściu ze stadionu stała Aneta razem z bratem. Moja eks patrzyła na mnie z bólem w oczach... Ale mi już nie było przykro! Ten okres pełen żalu już minął. Nawet miałem przez chwilę tą satysfakcję i chciałem, że to ona czuła się tak źle jak ja parę tygodni temu! Przy drzwiach samochodu zatrzymał mnie Paweł. Ola nie chciała przeszkadzać więc już wsiadła... Myślałem, że chce porozmawiać, ale on gdy tylko podszedł to uderzył mnie prosto w twarz, prawym sierpowym. Nie zamierzałem być dłużny, oddałem mu i unieruchomiłem go!
- Za co to do cholery było, co !? - zapytałem wkurwiony.
-
Za to jak potraktowałeś moją siostrę! - stanąłem jak wryty, puszczając go. -
Jesteś zwykłym zerem! - spojrzałem na Anetę, która przyglądała się temu.
-
Nie wierze... Lepiej porozmawiaj jeszcze raz ze swoją siostrą, bo ona nie powiedziała Ci całej prawdy. - zaśmiałem się. -
Bo to co ci powiedział, na pewno prawdą nie jest! Na razie.
Wsiadłem do samochodu nie oglądając się na Anetę. Miałem jej dość... Jak ona mogła naopowiadać jakichś bzdur swojemu bratu. Nie dość, że mnie zdradziła to nasłała jeszcze Pawła. Chciało mi się śmiać. Jak można być tak nie możliwie głupim człowiekiem.
-
Powiesz mi co to miało znaczyć ? - zapytała spokojnie Ola.
-
Nie muszę Ci się tłumaczyć. - powiedziałem zdenerwowany odpalając silnik.
-
Tak to prawda, nie musisz. Przejdę się, cześć! - wysiadła z samochodu.
Walnąłem mocno w kierownice i wybiegłem za nią. Nie chciałem tego powiedzieć, ale po co mam opowiadać jej o swoich problemach z byłą dziewczyną. Nikt nie lubi słuchać takich opowieści. Złapałem ją za rękę i przytuliłem do swojej klatki piersiowej.
-
Przepraszam... Nie miałem tego na myśli. Opowiem Ci w domu, dobrze ? - kiwnęła twierdząco głową.
Oboje wróciliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania. Czułem robiącą się śliwę pod okiem, która okropnie mnie piekła. Dopiero teraz o tym pomyślałem...
Zaprowadziłem Ole do mojego pokoju, a sam poszedłem się przebrać, bo ten palant zostawił mi ślad krwi na koszulce. Wracając z łazienki, ujrzałem Małą przy moim biurku, wpatrującą się w potłuczone zdjęcie, na którym byłem
ja, Jordan, Aga i właśnie Aneta...Nie miałem pojęcia dlatego go jeszcze nie wyrzuciłem!
Szczerze powiedziawszy bałem się nowego związku, ale może warto by było spróbować z Olą... Nie chcę, żeby Mała zraniła mnie tak samo jak moja eks. Najpierw chciałbym ją lepiej poznać, a potem kto wie, może jej się oświadczę. Aneta jeszcze 2 miesiące temu była dla mnie wszystkim i nie sądziłem, że cokolwiek lub ktokolwiek może nas rozdzielić. Miałem nadzieje, że właśnie to ta jedyna... A tu proszę ja nie byłem tym pierwszym.
Wziąłem od niej to zdjęcie i wrzuciłem do kosza, który stał tuż koło biurka. Zdecydowałem skończyć myśleć o Anecie i zapisać nowy rozdział, właśnie teraz! Złapałem ją za ręce i zaprowadziłem na kanapę. Musiałem wyjaśnić jej to co wydarzyło się przed stadionem i to co wydarzyło się około 2 miesięcy wcześniej. Nie miałem jakiegokolwiek pomysłu jak o tym opowiedzieć. Nie był dla mnie łatwy temat chodź jestem mężczyzną. Wiedziałem, że jeśli ma być z tego coś poważnego, muszę powoli zaufać Oli i wiedzieć, że mogę się jej zwierzyć.
"
Wiem, że ludzie nie znoszą opowieści o swoich byłych, ale chciałaś wyjaśnień, więc muszę zacząć od początku... Poznałem Anetę w barze na koncercie naszego ulubionego zespołu. Zacząłem do niej zarywać, postawiłem jej drinka i mówiłem różne głupoty. Ale bylem wtedy jeszcze młody i głupi. Wyrwałem od kogoś jej numer telefonu i zaprosiłem ją na pierwszą randkę do kina na horror. Mieliśmy dużo wspólnych tematów i rozumieliśmy się bez słów... Potem zaczęła się prawdziwa miłość i trwała około 4 lat... Miałem w planach oświadczyć się jej. Nawet już szukałem pierścionka. W końcu wydoroślałem i myślałem, że to... no wiesz ta jedyna. No ale po 4 latach bycia razem nie znałem nawet jej rodziców i nigdy nie byliśmy w jej rodzinnym domu. Postanowiłem w święta zrobić jej niespodziankę i pojechałem do niej. Anety mamę zamurowała informacja iż jesteśmy razem, Poprosiła córkę na rozmowę do pokoju obok. Pech chciał, że wszystko słyszałem. Każde przeklęte słowo... Tak właśnie dowiedziałem się, że moja dziewczyna ma narzeczonego. Nie mogłem w to uwierzyć, ale to była prawda. Iii nie potrafiłem jej wybaczyć, nawet po kilkunastu wyjaśnieniach, nie mogłem... Wiedziałem, że już nigdy jej nie zaufam! Jestem takim typem człowieka, który nienawidzi kłamstwa.
To by było na tyle... A ta akcja po meczu to było zwykłe nieporozumienie. Aneta nawciskała kitów swojemu bratu, że ją skrzywdziłem, a Paweł w to uwierzył... Iii o to koniec historii".
Poczułem płynące po policzkach łzy. Nie byłem świadomy, że płaczę. Ola otarła mi łzy, przytuliła mocno i powiedziała cicho
" Ja nigdy cię nie skrzywdzę". Odwzajemniłem uścisk! Czułem się z nią świetnie. Mała zaczęła zdobywać moje zaufanie i powoli serce! Siedzieliśmy w chwilę w ciszy, lecz robiła się ona już niezręczna... Pomyślałem o imprezie w Shinie.
-
Nie masz ochoty na imprezę ? - zaproponowałem licząc na potwierdzenie.
-
Jasne, czemu nie! - uśmiechnęła się.
-
To zapraszam cię do Shina. Tylko muszę uprzedzić cię, że będzie tam banda debili z mojej drużyny. - zaśmiała się.
-
W porządku, nie mam nic przeciwko. - kiwnęła twierdząco głową.
Ola wybrała mi koszulę w kratkę i zwykłe dżinsowe spodnie oraz adidasy. Ubrałem się i pojechaliśmy prosto do klubu. Standardowo ochroniarz wpuścił nas bez kolejki. Przed samym wejściem spojrzałem na nią i delikatnie wziąłem ją za rękę ruszając w tłum. Szukałem wzrokiem moich kumpli w klubie, ale za cholerę nie mogłem ich znaleźć. Dopiero po chwili Aleksandra wskazała ręką Jordana, który siedział w loży Vipowskiej. Przyjaciel siedział z Agą i resztą drużyny. Kilku z chłopaków tańczyło na parkiecie. Przepychając się przez tańczący tłum w końcu do nich dotarliśmy. Agnieszka zauważając nas od razu szturchnęła Piotrka i powiedziała coś wskazując na nas...Od razu podniósł się z miejsca i przywitał się z nami. Przedstawiłem chłopakom Olę, jako moją przyjaciółkę. Chodź większość z nich i tak wiedziała swoje. Zaczęliśmy się bawić, aż do samego rana! Uwielbiałem się tutaj bawić i szczególnie z tak zajebistą ekipą. Jordan wziął mnie i poszliśmy po drinki, a raczej porozmawiać...
-
Czemu nie powiedziałeś mi, że to z moją kuzynką się umówiłeś ? - zapytał zdziwiony przyjaciel. -
Widziałem jak rozmawialiście na moich urodzinach, ale nie sądziłem... - urwał i uśmiechnął się.
-
Czy ty zawsze musisz wszystko wiedzieć ?! - zaśmiałem się.
-
Jako twój przyjaciel ? Tak, zawsze! - odpowiedział radośnie. -
Poproszę 4 drinki. - zamówił.
Wróciliśmy do stolika i wyciągnęliśmy dziewczyny do tańca.
Pod sam koniec imprezy gdy za chwile mieliśmy wyjeżdżać oczywiście zgubiliśmy Jordana. Postanowiłem poszukać go w męskiej łazience, licząc, że właśnie tam się znajdzie. Nie spodziewałem się tego co tam zobaczę! W łazience był Piotrek ale nie sam... Obejmował się z jakąś młodą laską! Odciągnąłem ją od niego i wyprosiłem z toalety. A potem przywaliłem pijanemu Jordanowi prosto w twarz! Co prawda był to mój najlepszy przyjaciel, ale obiecał mi coś i jeśli bym nie przyszedł mógłby tą obietnice schrzanić! Tyle razy tłumaczyłem mu to, że nadal jest tym cholernym chłopem na panienki... Podniosłem jego twarz z kolan i okazało się, że ten debil... płaczę!
-
Przepraszam! Przepraszam! - bełkotał pod nosem.
-
Wstawaj i ogarniaj się chłopie, bo już jedziemy! - krzyknąłem.
Podniosłem go z podłogi, obmyłem mu twarz i wyprowadziłem z klubu.
Eureka! Wezwane taksówki już na nas czekały. Wracałem razem z Olą, Agą i Piotrkiem. Przyjaciel ciągle przepraszał, ale co chwilę próbowałem go uciszyć. Nie chciałem, żeby Aga się dowiedziała dzisiaj, jak on był kompletnie pijany! Najpierw to ja muszę z nim porozmawiać i go porządnie ochrzanić, a potem może robić co tylko chce... Ale jeśli jeszcze raz zobaczę taką akcje to przyrzekam, że mu nogi z dupy powyrywam! I wtedy albo on powie to Adze albo ja to zrobię za niego.
Postanowiliśmy najpierw zawieść Małą, potem Jordana, żeby już nie gadał głupot, a na końcu to my wróciliśmy do domu. Przed pójściem spać postanowiłem jeszcze napisać do mojego przyjacielowi SMS-a :
" Jordi, musimy pogadać! Daj znać jak się ogarniesz!"
Nie miałem pojęcia kiedy usnąłem, ale wiedziałem kiedy się obudziłem z wielkim bólem głowy... Miałem totalnego kaca. Zwlokłem się z łóżka i powędrowałem do kuchni czegoś się napić. Agnieszka siedziała na blacie i szlochała. Nie wierzyłem, że ten pacan jej powiedział o wczorajszym incydencie. Po prostu szlak mnie trafił i miałem ochotę go zabić. Usiadłem obok niej i przytuliłem do siebie. Chciała wrócić do sobie, ale bez wyjaśnień jej nie puszcze... Musiałem upewnić się, że to Jordan jej o wszystkim powiedział.
-
Co się stało młoda ? - zapytałem, licząc, że w końcu mi powie. -
To Jordan ?! - dodałem.
-
Niee... - odetchnąłem głęboko. -
Moja przyjaciółka, ta z Katowic... Ona miała wypadek i zmarła na miejscu!
Nie miałem pojęcia co mam powiedzieć. Nie chciałem mówić coś w stylu
"Przykro mi.", bo to na prawdę nic nie daje. Aga wypłakiwała mi się do ramienia, a ja siedziałem jak wryty. Otarłem jej łzy, które ciurkiem spływały po jej policzku i zarzuciłem jej włosy na plecy.
-
Słuchaj! Wiem, że ciężko ci jest o tym mówić i żyć z tym. Rozumiem, że to była twoja koleżanka, ale musisz się wziąć w garść. Ogarnij się to pojedziemy do Katowic. - powiedziałem spokojnie.
-
Nie będę Cię tam ciągnąć. Poradzę sobie sama.
-
Nie ma mowy i nawet ze mną nie dyskutuj! - powiedziałem ostrzejszym tonem.
Przestała się kłócić, bo wiedziała, że ze mną nie wygra. Nagle zadzwonił do niej telefon... To był nie kto inny jak Piotrek. Powiedziała krótkie
"Przyjedź" i się rozłączyła. To chwili przyjaciel był już u nas... Złapałem go przy wejściu do Agi i poprosiłem by nic jej nie mówił, a później przyszedł do mnie. Jordan pobiegł do siostry, a ja zadzwoniłem do Oli. Opowiedziałem jej o wczorajszym i dzisiejszym incydencie. Chciałem porozmawiać z przyjacielem o wczorajszej sytuacji jaka nastała w klubie jeszcze przed wyjazdem. Nie chciałem odkładać tego na później chodź Jordan mnie o to prosił. Nie mogłem czekać 3 dni na ich przyjazd, bo mogłaby mi minąć złość... Zabrałem Piotrka od Agi jak tylko zaczęła się pakować. Musiałem go porządnie opierdzielić!
-
Stary co Ty odpierdalasz ? Już zapomniałeś co mi obiecałeś ? Ty nawet sobie nie wyobrażasz jak jestem na ciebie wkurwiony! - mówiłem szybko.
-
Luuuuz Michał! Byłem pijany i nawet jej nie znałem. Po co te nerwy ? - mówił spokojnie.
-
Nie wkurwiaj mnie, dobrze!? Może warto przystopować z alkoholem jak masz tak odpierdalać. Ciekawe jakbym nie wszedł to tej łazienki. To może byłoby coś więcej... Czemu ty jesteś taki tępy Jordan? Nie widzisz, że powinieneś wydorośleć?! Aga Cię teraz potrzebuje i jakby nie ta śmierć to bym jej już dawno o tym powiedział.
-
Czemu się wtrącasz w moje życie !? -
Nie no nie wierze!
-
Bo tu kurwa chodzi o moją siostrę! Weź to przemyśl, bo nie mam zamiaru pocieszać Agi i stracić przyjaciela... - wyszedłem na trening.
Chyba musiałby być baranem, żeby myśleć o drugiej pannie na boku. Jak można być tak głupim, żeby nie zrozumieć to to co zrobił było mega głupie! W drodze na stadion dostałem od niego SMS-a
" Ok Stary, wiem, że przesadziłem i masz rację muszę wydorośleć. Kocham Agę i nie chce też stracić jej i tak zajebistego przyjaciela jak ty!".
Szybko poszło... Nie sądziłem, że tak szybko dojdzie do tego wniosku. Co prawda i tak muszę go pilnować, bo nie wiem co ten pacan może wymyślić.
Na treningu byłem punktualnie. Gdy tylko wyszedłem z samochodu podbiegł do mnie Paweł
! Już myślałem, że znowu chcę się bić, ale o dziwo, przyjechał mnie przeprosić za swoje zachowanie. Lepiej późno niż wcale, prawda? Aneta opowiedziała mu o wszystkim i był w szoku bo myślał, że ona zerwała z nim już dawno temu i nie dopuści do tego ślubu... Widocznie nie tylko mnie oszukiwała. Jeszcze dzięki tej sytuacji uświadomił sobie jaka jest na prawdę jego siostra. Aneta czasem była nie do wytrzymania, ale ja wiedziałem kiedy odpuścić. Znałem ją 4 lata i kochałem ją. Tak na prawdę nigdy nic do Pawła nie miałem. Nawet wtedy gdy dostałem od niego po ostatnim meczu. Wiedziałem, że to wszystko wina Anety! W tamtej chwili cieszyłem się, że nie ugiąłem się i jej nie wybaczyłem!
Dzięki Pawłowi musiałem robić dodatkowych 5 okrążeń. Ale cieszyłem się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. Brat Anety zawsze był wobec mnie w porządku i nie chciałem mieć z nim żadnego problemu. Na szczęście po tych dodatkowych okrążeniach zaczęliśmy normalnie ćwiczyć. Dzisiaj ćwiczyłem w parze z Kacprem, bo Jordan wyjechał z moją siostrą do Katowic.
-
Michał, telefon Ci dzwoni! - krzyknął trener.
-
Już biegnę. -
"kurwa, znowu zapomniałem go wyciszyć" -
Halo ? - odebrałem.
-
Cześć, z tej strony Leo. Załatwiłem Wam 4 bilety na mecz z Realem w Camp Nou w te sobotę. Zabierz tam kogo chcesz.
-
Stary, dzięki! Na pewno będziemy. A ile mam Ci oddać? - zapytałem, chodź znałem już odpowiedź.
-
Ty chyba zwariowałeś! Nic mi nie musisz oddawać. Przyjedźcie to się napijemy. - powiedział piłkarz.
-
No dobra, muszę kończyć, bo jestem na treningu! Dzięki Leo. - rozłączyłem się.
Wróciłem szczęśliwy do trenowania. Już widziałem kogo zabiorę na ten mecz. Po treningu poszedłem załatwić nam małe urlopy u trenera na parę dni. Nam, czyli mi i Jordanowi! Taak on obowiązkowo musi pojechać na mecz. Przecież to jest właśnie ten prezent dla niego.
Powiadomiłem resztę ekipy, która miał jechać z nami. Ola i Piotrek byli kompletnie zszokowani, a Agę za bardzo nie ucieszyła ta informacja. Ale pojedzie z nami i odciągnie się od tego normalnego świata...
_________________________________________________
Taak, ten rozdział miał powstać jakoś w rozpoczęcie roku szkolnego. Tyle, że albo nie miałam czasu albo zabrakło weny. Nie chce się tłumaczyć.
Co prawda powstał 5 dni później...
ALE JEST! W rekompensacie napisałem trochę dłuższy i mam nadzieje w ciekawy rozdział. Trochę się wydarzyło, ale to jeszcze nie koniec niespodzianek.
Prawda jest taka, że nieubłaganie zbliża się koniec opowiadania
Piłkarza z marzeniami, bo to już bliżej niż dalej, ale coś jeszcze się wydarzy.