niedziela, 20 września 2015

Rozdział 9 "Najtrudniej jest ukryć ból..."

Nazajutrz wszyscy, bez wyjątku pojechaliśmy na lotnisko. Mieliśmy do wylotu jakieś 2 godziny, które przebyliśmy w dobrej i zabawnej atmosferze. Punktualnie o 6:30 wylecieliśmy z Okęcia. Agnieszka siedziała razem z Jordanem, a Ola ze mną. Przyjaciółka była zachwycona, że będzie mogła zobaczyć Barcelonę! Co najlepsze okazało się, że to było jedno z jej marzeń. Hostessa, gdy tylko opuściliśmy Warszawę, przyniosła dziewczyną środki uspokajające. Aga zaraz po ich zażyciu usnęła i obudziła się dopiero na lotnisku w Barcelonie. Zaś Ola wtulała się we mnie przez całą drogę... Patrząc na nią, przypomniał mi się mój pierwszy lot do Hiszpanii! Oczywiście już był mi obojętny los Anety. Po tym co naopowiadała Pawłowi nawet nie chciało mi się z nią gadać. Podobno chciała mnie przeprosić, ale jakoś nie potrzebowałem tego. Aleksandra nadal nie mogła w to uwierzyć. Tak samo jak ja gdy zostałem wypożyczony do katalońskiego klubu! Doskonale ją rozumiałem. To może zabrzmi śmiesznie, ale rozumieliśmy bez słów!
Po odebraniu bagaży Aga z Piotrkiem pojechali od razu do domu. Moja siostra nie była w humorze na zabawy. Od śmierci jej przyjaciółki Agnieszka nie miała na nic ochoty. Jedynie, kto mógł jej poprawić humor był właśnie jej chłopak. Jordan jako przykładny chłopak, który ostatnio sobie nagrabił, zabrał ją do mieszkania. Na szczęście mój przyjaciel nie wypaplał tego co zdarzyło się na imprezie po zakończeniu turnieju. Ja zaś zabrałem Olę do kina, w którym często bywałem... Mała wybrała jakąś komedie, bo oboje nie mieliśmy ochoty na horror. Po dość średnim filmie zabrałem ją na przejażdżkę po tym cudownym mieście! Chciałem, żeby dla niej, Agi i Jordana ten wyjazd był wyjątkowy. Dla mnie to miasto to drugi dom. Przyjeżdżam tu, żeby się zresetować, wyluzować i wyłączyć dla normalnego świata. Ale przede wszystkim chciałem spędzić miło czas z przyjaciółmi, których uważałem za rodzinę. Miałem nadzieje, że ten wyjazd zapamiętają do końca życia, albo i jeden dzień dłużej. Przespacerowaliśmy się po Hiszpańskiej ziemi i na wieczór wróciliśmy do domu.
Aga spała wtulona w Jordana, a mój przyjaciel oglądał powtórkę meczu Hiszpanii z Brazylią. Wyglądali na taką cudowną parę, szczęśliwą i kochającą się. Cieszyłem się, że moja ukocha siostra znalazła sobie faceta. Co prawda nie byłem przekonany, żeby Piotrek tak łatwo się zaaklimatyzował w stały związek, ale jeśli na prawdę kocha Młodą to nie będzie żadnych wyskoków w bok!
Wszyscy byliśmy zmęczeni podróżą. Piotrek zaniósł swoją dziewczynę do sypialni. Ola też poszła się położyć. A ja z przyjacielem postanowiliśmy jeszcze wypić po jednym piwku na dobranoc, przy okazji oglądając mecz piłki nożnej!
- Jak Ci jest z Agnieszką ? - zapytałem nagle.
- W porządku. - odpowiedział nie odrywając wzroku z telewizora.
- Tylko w porządku ?! - zaniepokoiła mnie jego odpowiedź.
- Znów chcesz mnie pouczać ?! Jestem już dużym chłopcem i dam sobie radę. - Przyjaciel wykrzyczał na cały dom.
- Stary spokojnie, dziewczyny śpią! - próbowałem go uspokoić. - Po za tym nie zamierzam cię pouczać, baranie. Tak pytam, po prostu jestem ciekawy. Ty też mnie o to pytałeś jak byłem z Anetą... - trudno wypowiadało mi się jeszcze to imię.
- Okej, sorry. - przeprosił. - Ale co mam ci powiedzieć... - zaczął po chwili. - Że jest źle? Że przez tą śmierć jej przyjaciółki dogaduje się z nią gorzej... Że mniej mi mówi i czasem nawet wysyła do domu bez żadnych wyjaśnień !? - zakończył.
- Dlaczego mi tego nie powiedziałeś wcześniej ? - zapytałem zdziwiony.
- Bo sam wiesz, że nie lubię mówić o problemach, nawet tobie! - spojrzał na mnie. - A teraz koniec rozmowy. Idę spać i tobie też radzę. - wyszedł z pokoju.
Nigdy nie spodziewałbym się, że między nimi jest źle. Za każdym razem widzę ich szczęśliwych. Cholernie dobrze udają... Trochę zszokowała mnie ta odpowiedź Jordana. Wiem, że powiedział mi to żebym tylko nie truł mu dupy. Zastanawiałem się jak im pomóc to naprawić. Może gdy siostra pogodzi się z tym co spotkało jej przyjaciółkę znów będzie zachowywać się normalnie w stosunku do Piotrka i innych. Nigdy nie chciałem, żeby Agnieszka cierpiała. A nie pomyślałem o przyjacielu, który też może mieć ciężkie dni. W końcu muszę to nadrobić i zacznę od jutra! Chwilę później usłyszałem krzyk Jordana.. Strasznie mnie to przestraszyło. Mój przyjaciel nie był aż tak pijany, żeby stroić sobie żarty o tej porze. W końcu było już kilka minut po północy. Jak najszybciej wbiegłem po schodach na górę do ich pokoju. Zobaczyłem Agnieszkę wtulającą się w Piotrka. Obok nich na prześcieradle leżały 3 różne opakowania po lekach. Nie mogłem uwierzyć, że moja siostra chciała sobie zrobić takie głupstwo! Zdębiałem gdy spojrzałem na twarz Agi pełnej strachu. Bardzo powoli podszedłem do niej i spojrzałem jej w oczy.
- Wzięłaś coś? - milczała. - Aga to ważne... Czy połknęłaś jakiekolwiek tabletki ? - pokręciła przecząco głową, wtulając się w chłopaka.
- Ciiii, maleńka! Nie płacz już. - Piotrek próbował ją uspokoić.
Ja również próbowałem się uspokoić. Mało brakowało żebym nie wybuchnął. Co ona sobie myślała... Przecież nie wiem jak bym zareagował gdyby coś jej się stało. Tak bardzo ją kochałem. W oczach zebrały mi się łzy. Musiałem wyjść i się przewietrzyć. Ola nadal spała więc wykorzystałem sytuacje i ruszyłem na spacer. Byłem ciekaw jaki miała powód by móc zrobić coś takiego. Przecież normalny człowiek nie ma nawet taki myśli. Zastanawiałem się czy przypadkiem Aga nie jest chora. Może potrzebna jest jej pomoc psychologa...
Po bardzo długim spacerze wróciłem do domu. Przed pójściem spać chciałem jeszcze zajrzeć do ich sypialni. Siostra już smacznie spała nadal wtulona w przyjaciela. Zaś Piotrek leżał wpatrując się w Agę.
- Czemu nie śpisz ? - zapytałem tak cicho jak tylko mogłem.
- Będę ją pilnował. Nie chce, żeby popełniła głupstwo jak będę spał. - powiedział głosem pełnym opieki.
- To może poczuwamy razem ? - zapytałem.
- Nie, idź. I tak nie mam ochoty spać. - uśmiechnął się sztucznie. - Dobranoc.
- Dobranoc. - opowiedziałem, wychodząc z pokoju.

*****************************************

Wstałem z samego rana chodź położyłem się późno. Jordana jednak zmógł sen. Zajrzałem do nich tuż po wyjściu z pokoju. Czasem na prawdę ze mnie ranny ptaszek. Wziąłem szybki prysznic i postanowiłem przygotować nam wszystkim śniadanie! Gdy wszyscy wstali kanapeczki i herbata była już gotowa na tarasie. Chciałem zjeść ze wszystkimi i porozmawiać... W szczególności miałem nadzieje, że uda mi się nawiązać rozmowę z moją siostrą. Cały cudowny, piękny i ciepły poranek przesiedzieliśmy na tarasie rozmawiając. Co najważniejsze Agnieszka zaczęła się udzielać i to dość poważnie. Byłem bardzo miło zaskoczony i cieszyło mnie to, że moja siostra zaczyna żyć normalnie. Miałem nadzieje, że już takie akcje się nie powtórzą, ale nadal chciałem z nią porozmawiać. Przyjaciel razem z Olą zostawili nas samych. Aga siedziała skubiąc obrus, a ja kompletnie głupi nie wiedziałem jak zacząć tą poważną rozmowę.
- Dlaczego chciałaś to zrobić ? - zapytałem w końcu. Chodź nie wiedziałem czy to jest odpowiednie pytanie.
- Nie wiem. - odpowiedziała, bez namysłu. - Nie dawałam sobie z tym wszystkim już rady.
- Z tym wszystkim ? - zapytałem nie rozumiejąc co ma na myśli.
- Strasznie przytłoczyła mnie śmierć mojej przyjaciółmi. - spojrzała do góry. - Czułam się nie potrzebna i nie kochana. Miałam wrażenie, że nikogo nie obchodzę... - zamknęła oczy.
- Aga, no co ty gadasz... - powiedziałem głosem pełnym troski. - Rodzice cię kochają, Jordan cie kocha. Nawet nie wiesz jak ja cię mocno kocham. Jesteś moją siostrą i obchodzisz mnie jak nikt inny! 
Podszedłem do niej bez namysłu i przytuliłem ją tak mocno jak tylko mogłem. W tamtej chwili poczułem się winny tego co się wydarzyło tej nocy. Wszystko stało się jasne... Agnieszka nie czuła troski i podparcia w tak ważnych dla niej chwilach. Przez dłuższy czas siedzieliśmy razem na tarasie. Siostra nadal wtulała się we mnie. Opowiadaliśmy sobie śmieszne wydarzenia z przeszłości.
- Aga...- spojrzała mi w twarz. - Obiecaj mi, że więcej nie zrobić... Po prostu mi to obiecaj! - w oczach miałem łzy. - Cokolwiek się wydarzy nie zrobisz tego!
- Obiecuje Michał. Nie martw się więcej nie popełnię takiego głupstwa! - wtuliła się w moją klatkę.
Cieszyłem się, że usłyszałem to z jej ust! Wierzyłem, że spełni obietnice.

Wszyscy bez wyjątku wieczorem wyruszyliśmy na stadion Camp Nou. Przed halą były 3 potężnie wielkie kolejki, które nie widziały końca. Na szczęście mieliśmy wejściówki VIP i wychodziliśmy całkiem innym wejściem. Siedzieliśmy w loży razem z -Patricią - żoną Villi, Bruną i Davidem Luccą - dziewczyną i synem Neymara, Antoniellą - żoną Messiego i Shakirą - dziewczyną Pique! Przed samym meczem przyszedł do nas Ney. Dałem mu przysłowiowego kopa na szczęście i życzyłem powodzenia! O równej 19:30 chłopaki wyszli na murawę. Leo przybił żółwika z Suarezem, sędzia dmuchnął w gwizdek i chłopaki zaczęli grę. Rozpoczęła się pierwsza połowa. Nie przepadałem za Realem, chodź do wszystkich zawodników miałem wielki szacunek za to co robią. Liczyłem na dobrą piłkę i oczywiście wygraną Barcelony. Mecz był totalnie zacięty... Po pierwszej połowie na tablicy widniał wynik 1:1. Sprawcami goli byli: Suarez i Ronaldo. Chłopakom ciężko było przedostać się do pola rywali. Miałem nadzieje, że w drugiej połowie to się poprawi. Gdy tylko chłopaki ruszyli do szatni, Neymar pojawił się obok mnie razem z synem. Usiadł na wolnym miejscu tuż obok, posadzając na kolanach Davida. W minie przyjaciela dostrzegłem grymas. Nie był tym żartownisiem zawsze stojącym sobie żarty. Nie dzisiaj! Widziałem, że coś musiało być na rzeczy, a ja się dowiem co! Naszą ciszę przerwał Jordan.
- Słuchaj, my idziemy do łazienki dopóki jest przerwa. - przytaknąłem.
Ola nagle dała o sobie znać szturchając mnie w łokieć. Zapomniałem przedstawić ją Neymarowi. Wiedziałem, że jest podekscytowana i denerwuje się pobytem piłkarza tutaj. Nie dziwie się, w końcu nie zawsze można rozmawiać z światowym graczem.
- Aaa, Ney, to jest Ola! - zwróciłem się do przyjaciela. - Ola to jest Neymar! - przedstawiłem ich sobie.
- Bardzo mi miło. - podał jej rękę. - To jest David Lucca. - Aleksandra uśmiechnęła się na znak, że również jej miło Ale widziałem, że jest zdenerwowana.
- Ney... Co się dzieje ? Jesteś jakiś nie swój. Coś z Bruną ? - powiedziałem po hiszpańsku.
- Nie absolutnie. Pomiędzy mną a Bruną jest wszystko w porządku. - zapewnił. - Chodzi o... - sędzia dmuchnął w gwizdek.
Przyjaciel wzruszył ramionami i ruszył w stronę boiska. Rozpoczęła się druga połowa i Neymar wrócił na ławkę dla rezerwowych. Na początku 60 minuty Ronaldo ruszył i był już w naszym polu karnym. Na szczęście był tam Pique. Niestety wszedł wślizgiem i Cristiano leżał na murawie zwijając się z bólu. Sędzia bez wahania wskazał rzut karny. Wszyscy złapaliśmy się za głowy, a na trybunach zawrzało. A gwiazdy Barcelony siedzący na ławce wybiegli na murawę. Piłkarz stanął z piłką ustawioną na odpowiednim miejscu. Na bramce stał Victor Valdes. Miałem jakieś głupie przeczucie, że nasz bramkarz wyciągnie tą piłkę. Niestety moje przeczucie mnie zawiodło i Ronaldo kopnął na 1:2. Jedna z najmniejszych sektorówek Camp Nou szalała z radości. Nie było wątpliwości, że to byli kibice Realu. Na szczęście Barcelona nie długo później doprowadziła do remisu, za sprawą najlepszego czarodzieja footballu - Leo Messiego. Całe trybuny oszalały! Kibice zaczęli śpiewać przyśpiewki klubowe. Rywale absolutnie się nie poddali. Mieli sporo ładnych akcji, lecz bramkarz katalońskiej drużyny wyciągał wszystko co było skierowane w światło bramki. W 90 minucie, gdy niemiecki sędzia doliczył 3 minuty, Suarez dorzucił do Alexisa, który uderzył piłkę z główki w światło bramki. Piłka odbiła ręce Casillasa i wpadła do siatki. Wszyscy piłkarze biegali jak szaleni. Kibice skandowali imię Sancheza. Po paru nie udanych akcjach Madrytu sędzia zdecydował koniec meczu.
Krzyczeliśmy, skakaliśmy, śpiewaliśmy i co najważniejsze wszyscy byliśmy szczęśliwi.. Chłopaki podziękowali sobie nawzajem. Paru piłkarzy zamieniło się ze sobą koszulkami.
Po kilku minutach trybuny zostały puste. Zostałem tylko ja, Ola i paru innych katalońskich kibiców. Zacząłem przypominać sobie ten miesiąc spędzony na tym pięknym stadionie. Wyobrażałem sobie, że ponownie kopie piłkę z chłopakami. To było coś cudownego i znowu chciałem to powtórzyć! To była niesamowita możliwość zagrania i ćwiczenie pod takim trenerskim okiem. Z wielkich cudownych rozmyślań wyrwał mnie krzyk Agi, która stała przy wyjściu i pytała po raz 5 czy długo mają na nas czekać!
- Za chwilę idziemy! Poczekajcie na nas przed wyjściem. - wydarłem się, a echo przeszyło cały stadion.
Powoli podniosłem się z miejsca nie odrywając myśl ani wzroku z murawy Camp Nou. Nawet całkowicie zapomniałem o siedzącej obok Aleksandrze.
- Piotrek mi opowiadał o twoim wyjeździe tutaj... - Tym razem to przyjaciółka wyrwała mnie z rozmyślań. - Chciałbyś zagrać ponownie prawda ? -zdecydowanie zadała głupie pytanie.
- Oczywiście, że tak! Jaki piłkarz nie marzy o tym by zagrać na tym pięknym stadionie razem z najlepszymi zawodnikami na świecie! - odpowiedziałem. - Idziemy? - podałem jej rękę.
Ruszyliśmy w stronę wyjścia gdzie czekał na nas Jordan z moją siostrą. Po meczu wróciliśmy od razu prosto do domu. Wypiliśmy z przyjacielem po piwie, a dziewczyny otworzyły sobie wino. Po północy wszyscy położyliśmy się spać. Położyłem się koło Oli. Wczoraj nie spałem z nią w jednym łóżku. Nie mogłem jeszcze tego zrobić. Ola wtuliła się w moją klatkę piersiową, a mnie przeszył dreszcz. Ona potrafiła być taka odważna. Rozmawialiśmy. Starałem się opowiedzieć jej jak najdokładniej momenty i chwilę spędzone tutaj.
- Dziękuje! - powiedziała w pewnym momencie.
- Olka, proszę cię nie zaczynaj! Lubie cię i cieszę się, że tu jesteś. - słowa same wypadały mi z ust.
- Lubisz mnie... - powiedziała pod nosem. - Czyli to co nas łączy to tylko przyjaźń ?! - poparła się na łokciach.
Nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć. To było trudne pytanie. Sam nie wiedziałem co do niej czułem. Z jednej strony Lubiem ją, a z drugiej chciałem więcej.
- Michał może ja pójdę przespać się do salonu, bo nie chce psuć naszej przyjaźni... - zaznaczając słowo przyjaźni. Wstała i ruszyła w stronę wyjścia.
- Nie! Czekaj... Proszę usiądź. - zamknąłem oczy. - Ola... Bardzo, powtarzam bardzo cię lubię, ale... - przerwała mi, całując w usta.
Odsunąłem się od niej, popatrzyłam jej w oczy i widziałem smutne, pełne żalu spojrzenie. Przysunąłem się bliżej i pocałowałem. Nie wiem co mi się stało, ale chciałem ja w tamtej chwili całować. Całkowicie zapomniałem o moich wcześniejszych myślach. Zakopaliśmy się pod kołdrę wciąż całując. Co działo się później zostało naszą słodką tajemnicą...
Rano obudził mnie dzwonek telefonu. Wymacałem komórkę leżącą na podłodze i odebrałem bez patrzenia na wyświetlacz..
- Cześć stary. Przyjadę za jakąś godzinkę pogadać, okej ?!- YHM... powiedziałem do słuchawki, gdzie po drugiej stronie był Neymar...
*****************************************************
Cześć! Cześć! Cześć! Nadszedł czas na kolejny rozdział. W końcu przyszła czas na chłopaków z Barcelony. Mam nadzieje, że podoba wam się ten rozwój wydarzeń. Piszcie swoje propozycję... Po co Neymar przyszedł do Michała? Jak ułożą się relacje z Olą... Może zdarzą się jakieś niespodzianki.
Myślałam, że wcześniej uda mi się go napisać, ale przez szkołę i inne różne głupoty nie miałam czasu.
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ, MOTYWUJESZ = KOMENTUJESZ !
Miłego czytania! :D

niedziela, 6 września 2015

Rozdział 8 "Szczęście przychodzi wtedy, gdy przestajesz narzekać na problemy, które masz i zaczynasz doceniać to jak wiele innych masz już za sobą".

Dzisiaj mamy najważniejszy mecz w tym sezonie. Zdecydowanie mecz o wszystko albo nic. Miej więcej takie El clasico... Chcę dać z siebie wszystko i pomóc drużynie! O równiej 17:30 obie drużyny wyszły na murawę. Standardowo na takich meczach trybuny są całe zapełnione. Na początku zabrzmiał nasz hymn Narodowy, potem przywitaliśmy się z drużyną przeciwną. Kapitanem tamtej drużyny był brat Anety.
Wszedłem na boisko w pierwszym składzie, razem z Piotrkiem i resztą. Mecz był totalnie wyrównany... Mieliśmy dużo ciekawych akcji, których nie potrafiliśmy skończyć. W 30 minucie padła bramka dla rywali. Sprawcą tego był Paweł... Próbowaliśmy wyrównać przed przerwą, ale Paweł i spółka dobrze kryli swoją bramkę. Do szatni pomiędzy połowami wszedłem strasznie wkurwiony! Seba przemówił do nas ze świadomością iż to my tu jesteśmy lepsi. Dał nam do zrozumienia, że naszej drużynie należy się to zwycięstwo! Na druga połowę wyszliśmy bojowo nastawieni i w dobrych nastrojach. Po przerwie mieliśmy dużo świetnych akcji, które kończyły się strzałem na bramkę, ale trudno było strzelić im gola! Przez cały mecz walczyliśmy z czasem ale i przede wszystkim z ciężkim przeciwnikiem. Dopiero w doliczonym czasie gry zagraliśmy skromną "tiki takę" i udało się Piotrkowi wpakować piłkę do bramki. Zaczęliśmy cieszyć się jak dzieci. Nasza radość wskazywała na to że właśnie wygraliśmy mecz... Ale czekała nas jeszcze dogrywka, a jeśli wynik nadal będzie remisowy to karne, do których nie chcieliśmy dopuścić. Widownia szalała razem z nami. Wszyscy mieliśmy uśmiechy na twarzach, chodź wiedzieliśmy, że to jeszcze nie koniec... Walka dopiero się zacznie! Wszyscy będziemy walczyć z całych siły, które są już na wykończeniu. Mamy przed sobą zabójcze 30 min.
Po chwili znowu weszliśmy na boisko w tym samym składzie. Byliśmy na 100% skoncentrowani na grze, którą chcieliśmy wykonać. Mieliśmy 72% posiadanie piłki... Wierzyliśmy, że nam się uda! Jeden z rywali dośrodkował piłkę w nasze pole karne i Marek miał oddawać strzał na bramkę, lecz w tym czasie sfaulował go Kamil... Sędzia podyktował rzut karny! Razem z Kacprem złapaliśmy się za głowy.
Karnego miał strzelać kapitan rywali, czyli nie kto inny jak Paweł. Podbiegłem szybko do Jacka, naszego bramkarza i powiedziałem mu, że w 99% strzeli w prawdą stronę.
Paweł staną na 11 metrze i popatrzył w stronę bramkarza. Jacek chcąc upewnić się co do moich przypuszczeń, spojrzał w moją stronę. Kiwnąłem twierdząco głową! Paweł wziął rozbieg i strzelił, a Jaca rzucił się bez wahania we wskazaną we mnie stronę iii obronił !!! Cieszyłem się, że mi zaufał.
Aaa dokładnie po rzucie karnym dostałem dośrodkowanie pod tym razem ich pole karne, wycelowałem i strzeliłem prosto w okienko! Rzuciłem się na murawę i za chwilę podbiegła do mnie reszta. Byłem taki szczęśliwy... Teraz aby tylko dotrzymać ten wynik do końca. Gdy rywale wznowili grę, po dokładnie dwóch minutach gry sędzia dmuchnął w gwizdek, koniec meczu!  Wygraliśmy, tak! Zdobyliśmy puchar po raz kolejny !
Podszedłem do załamanego Pawła i podziękowałem za grę.Byłem niesamowicie szczęśliwy z tej wygranej. Dawno nie graliśmy tak ciężkiego meczu... W drodze do szatni ciągle krzyczeliśmy.
- Kto jest mistrzem? - wydarł się Jaca
- AWKS! - dokańczaliśmy.
- Kto !? - ponownie.
- AWKS, sialalala!
W szatni zaczęliśmy świętować nasze zwycięstwo. Wychodząc chłopaki zaczęli rozmawiać o imprezie, która miała się zacząć w klubie. Czułem się głupio z myślą, że mnie tam nie będzie.
- Widzimy się w Shinie! - przypomniał Jordan.
- Ja dzisiaj sobie odpuszczam. Bawcie się dobrze! - ruszyłem korytarzem w stronę wyjścia.
- Eeej! Jak to cię nie będzie ? Stary Ty sobie taką imprezę odpuszczasz ? - przyjaciel wybiegł do mnie w samych spodenkach.
- Dobra, nie będę Ci wkręcał kitu... Po prostu się umówiłem. - uśmiechnąłem się
- No co Ty gadasz ? Akurat dzisiaj?! To weź przynajmniej powiedz z kim ? - dopytywał się piłkarz.
- Dowiesz się w swoim czasie... - poklepałem go po ramieniu. - Na razie!
Przed szatnią było sporo dziennikarzy, dlatego mówiliśmy szeptem. Na końcu korytarza czekała na mnie szczęśliwa Ola. Gdy zobaczyłem ją taką szczęśliwą, sam mi się namalował uśmiech na twarzy. Nie miałem bladego pojęcia, że jest na meczu. Byłem totalnie zaskoczony, gdy zobaczyłem ją na tym korytarzu. Faktycznie Ola, wspominała mi, że lubi piłkę, ale nie sądziłem, że pojawi się na moim meczu. Gdy tylko się zbliżyłem, koleżanka postanowiła mnie przytulić. Cudownie było znów poczuć czyjeś ciepło, chodź byłem tym trochę zaskoczony.
- Gratulacje! - powiedziała cicho.
 Po chwili Mała zbliża się do mnie ponownie i pocałowała w usta. Znowu mnie zaskoczyła, ale z pewnością mi się to spodobało!
- Czy mogłabyś powtórzyć?! Nie dosłyszałem... - otworzyłem szerzej oczy.
Ola uśmiechnęła się i ponownie mnie pocałowała, tym razem bardziej namiętnie! Czułem się przy niej dobrze, chodź miałam dziwne odczucie, bo to ja powinienem to zrobić, nie ona. Tyle, że ja zawsze nie czułem się gotowy... Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę. A teraz sam nie wiem czego chcę, bo mam mętlik w głowie. Ciągle nie mogę przestać myśleć o Anecie, a chyba nadszedł już czas się pogodzić i zapomnieć. Powinienem zacząć tworzyć kolejną niesamowitą historię... I nie bać się kolejnego związku!
Wziąłem Olę pod rękę i wyszliśmy ze stadionu. Przy okazji rozdałem parę autografów i zrobiłem kilka zdjęć. Dziennikarz poprosił mnie o bardzo krótki wywiad, a Mała nie miała nic przeciwko, więc mu go udzieliłem. Zaraz przy wyjściu ze stadionu stała Aneta razem z bratem. Moja eks patrzyła na mnie z bólem w oczach... Ale mi już nie było przykro! Ten okres pełen żalu już minął. Nawet miałem przez chwilę tą satysfakcję i chciałem, że to ona czuła się tak źle jak ja parę tygodni temu! Przy drzwiach samochodu zatrzymał mnie Paweł. Ola nie chciała przeszkadzać więc już wsiadła... Myślałem, że chce porozmawiać, ale on gdy tylko podszedł to uderzył mnie prosto w twarz, prawym sierpowym. Nie zamierzałem być dłużny, oddałem mu i unieruchomiłem go!
- Za co to do cholery było, co !? - zapytałem wkurwiony.
- Za to jak potraktowałeś moją siostrę! - stanąłem jak wryty, puszczając go. - Jesteś zwykłym zerem! - spojrzałem na Anetę, która przyglądała się temu.
- Nie wierze... Lepiej porozmawiaj jeszcze raz ze swoją siostrą, bo ona nie powiedziała Ci całej prawdy. - zaśmiałem się. - Bo to co ci powiedział, na pewno prawdą nie jest! Na razie.
Wsiadłem do samochodu nie oglądając się na Anetę. Miałem jej dość... Jak ona mogła naopowiadać jakichś bzdur swojemu bratu. Nie dość, że mnie zdradziła to nasłała jeszcze Pawła. Chciało mi się śmiać. Jak można być tak nie możliwie głupim człowiekiem.
- Powiesz mi co to miało znaczyć ? - zapytała spokojnie Ola.
- Nie muszę Ci się tłumaczyć. - powiedziałem zdenerwowany odpalając silnik.
- Tak to prawda, nie musisz. Przejdę się, cześć! - wysiadła z samochodu.
Walnąłem mocno w kierownice i wybiegłem za nią. Nie chciałem tego powiedzieć, ale po co mam opowiadać jej o swoich problemach z byłą dziewczyną. Nikt nie lubi słuchać takich opowieści. Złapałem ją za rękę i przytuliłem do swojej klatki piersiowej.
- Przepraszam... Nie miałem tego na myśli. Opowiem Ci w domu, dobrze ? - kiwnęła twierdząco głową.
Oboje wróciliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania. Czułem robiącą się śliwę pod okiem, która okropnie mnie piekła. Dopiero teraz o tym pomyślałem...
Zaprowadziłem Ole do mojego pokoju, a sam poszedłem się przebrać, bo ten palant zostawił mi ślad krwi na koszulce. Wracając z łazienki, ujrzałem Małą przy moim biurku, wpatrującą się w potłuczone zdjęcie, na którym byłem ja, Jordan, Aga i właśnie Aneta...Nie miałem pojęcia dlatego go jeszcze nie wyrzuciłem!
Szczerze powiedziawszy bałem się nowego związku, ale może warto by było spróbować z Olą... Nie chcę, żeby Mała zraniła mnie tak samo jak moja eks. Najpierw chciałbym ją lepiej poznać, a potem kto wie, może jej się oświadczę. Aneta jeszcze 2 miesiące temu była dla mnie wszystkim i nie sądziłem, że cokolwiek lub ktokolwiek może nas rozdzielić. Miałem nadzieje, że właśnie to ta jedyna... A tu proszę ja nie byłem tym pierwszym.
Wziąłem od niej to zdjęcie i wrzuciłem do kosza, który stał tuż koło biurka. Zdecydowałem skończyć myśleć o Anecie i zapisać nowy rozdział, właśnie teraz! Złapałem ją za ręce i zaprowadziłem na kanapę. Musiałem wyjaśnić jej to co wydarzyło się przed stadionem i to co wydarzyło się około 2 miesięcy wcześniej. Nie miałem jakiegokolwiek pomysłu jak o tym opowiedzieć. Nie był dla mnie łatwy temat chodź jestem mężczyzną. Wiedziałem, że jeśli ma być z tego coś poważnego, muszę powoli zaufać Oli i wiedzieć, że mogę się jej zwierzyć.

"Wiem, że ludzie nie znoszą opowieści o swoich byłych, ale chciałaś wyjaśnień, więc muszę zacząć od początku... Poznałem Anetę w barze na koncercie naszego ulubionego zespołu. Zacząłem do niej zarywać, postawiłem jej drinka i mówiłem różne głupoty. Ale bylem wtedy jeszcze młody i głupi. Wyrwałem od kogoś jej numer telefonu i zaprosiłem ją na pierwszą randkę do kina na horror. Mieliśmy dużo wspólnych tematów i rozumieliśmy się bez słów... Potem zaczęła się prawdziwa miłość i trwała około 4 lat... Miałem w planach oświadczyć się jej. Nawet już szukałem pierścionka. W końcu wydoroślałem i myślałem, że to... no wiesz ta jedyna. No ale po 4 latach bycia razem nie znałem nawet jej rodziców i nigdy nie byliśmy w jej rodzinnym domu. Postanowiłem w święta zrobić jej niespodziankę i pojechałem do niej. Anety mamę zamurowała informacja iż jesteśmy razem, Poprosiła córkę na rozmowę do pokoju obok. Pech chciał, że wszystko słyszałem. Każde przeklęte słowo... Tak właśnie dowiedziałem się, że moja dziewczyna ma narzeczonego. Nie mogłem w to uwierzyć, ale to była prawda. Iii nie potrafiłem jej wybaczyć, nawet po kilkunastu wyjaśnieniach, nie mogłem... Wiedziałem, że już nigdy jej nie zaufam! Jestem takim typem człowieka, który nienawidzi kłamstwa.
To by było na tyle... A ta akcja po meczu to było zwykłe nieporozumienie. Aneta nawciskała kitów swojemu bratu, że ją skrzywdziłem, a Paweł w to uwierzył... Iii o to koniec historii".

Poczułem płynące po policzkach łzy. Nie byłem świadomy, że płaczę. Ola otarła mi łzy, przytuliła mocno i powiedziała cicho " Ja nigdy cię nie skrzywdzę". Odwzajemniłem uścisk! Czułem się z nią świetnie. Mała zaczęła zdobywać moje zaufanie i powoli serce! Siedzieliśmy w chwilę w ciszy, lecz robiła się ona już niezręczna... Pomyślałem o imprezie w Shinie.
- Nie masz ochoty na imprezę ? - zaproponowałem licząc na potwierdzenie.
- Jasne, czemu nie! - uśmiechnęła się.
- To zapraszam cię do Shina. Tylko muszę uprzedzić cię, że będzie tam banda debili z mojej drużyny. - zaśmiała się.
- W porządku, nie mam nic przeciwko. - kiwnęła twierdząco głową.
Ola wybrała mi koszulę w kratkę i zwykłe dżinsowe spodnie oraz adidasy. Ubrałem się i pojechaliśmy prosto do klubu. Standardowo ochroniarz wpuścił nas bez kolejki. Przed samym wejściem spojrzałem na nią i delikatnie wziąłem ją za rękę ruszając w tłum. Szukałem wzrokiem moich kumpli w klubie, ale za cholerę nie mogłem ich znaleźć. Dopiero po chwili Aleksandra wskazała ręką Jordana, który siedział w loży Vipowskiej. Przyjaciel siedział z Agą i resztą drużyny. Kilku z chłopaków tańczyło na parkiecie. Przepychając się przez tańczący tłum w końcu do nich dotarliśmy. Agnieszka zauważając nas od razu szturchnęła Piotrka i powiedziała coś wskazując na nas...Od razu podniósł się z miejsca i przywitał się z nami. Przedstawiłem chłopakom Olę, jako moją przyjaciółkę. Chodź większość z nich i tak wiedziała swoje. Zaczęliśmy się bawić, aż do samego rana! Uwielbiałem się tutaj bawić i szczególnie z tak zajebistą ekipą. Jordan wziął mnie i poszliśmy po drinki, a raczej porozmawiać...
- Czemu nie powiedziałeś mi, że to z moją kuzynką się umówiłeś ? - zapytał zdziwiony przyjaciel. - Widziałem jak rozmawialiście na moich urodzinach, ale nie sądziłem... - urwał i uśmiechnął się.
- Czy ty zawsze musisz wszystko wiedzieć ?! - zaśmiałem się.
- Jako twój przyjaciel ? Tak, zawsze! - odpowiedział radośnie. - Poproszę 4 drinki. - zamówił.
Wróciliśmy do stolika i wyciągnęliśmy dziewczyny do tańca.
Pod sam koniec imprezy gdy za chwile mieliśmy wyjeżdżać oczywiście zgubiliśmy Jordana. Postanowiłem poszukać go w męskiej łazience, licząc, że właśnie tam się znajdzie. Nie spodziewałem się tego co tam zobaczę! W łazience był Piotrek ale nie sam... Obejmował się z jakąś młodą laską! Odciągnąłem ją od niego i wyprosiłem z toalety. A potem przywaliłem pijanemu Jordanowi prosto w twarz! Co prawda był to mój najlepszy przyjaciel, ale obiecał mi coś i jeśli bym nie przyszedł mógłby tą obietnice schrzanić! Tyle razy tłumaczyłem mu to, że nadal jest tym cholernym chłopem na panienki... Podniosłem jego twarz z kolan i okazało się, że ten debil... płaczę!
- Przepraszam! Przepraszam! -  bełkotał pod nosem.
- Wstawaj i ogarniaj się chłopie, bo już jedziemy! - krzyknąłem.
 Podniosłem go z podłogi, obmyłem mu twarz i wyprowadziłem z klubu. Eureka! Wezwane taksówki już na nas czekały. Wracałem razem z Olą, Agą i Piotrkiem. Przyjaciel ciągle przepraszał, ale co chwilę próbowałem go uciszyć. Nie chciałem, żeby Aga się dowiedziała dzisiaj, jak on był kompletnie pijany! Najpierw to ja muszę z nim porozmawiać i go porządnie ochrzanić, a potem może robić co tylko chce... Ale jeśli jeszcze raz zobaczę taką akcje to przyrzekam, że mu nogi z dupy powyrywam! I wtedy albo on powie to Adze albo ja to zrobię za niego.
Postanowiliśmy najpierw zawieść Małą, potem Jordana, żeby już nie gadał głupot, a na końcu to my wróciliśmy do domu. Przed pójściem spać postanowiłem jeszcze napisać do mojego przyjacielowi SMS-a : " Jordi, musimy pogadać! Daj znać jak się ogarniesz!"
Nie miałem pojęcia kiedy usnąłem, ale wiedziałem kiedy się obudziłem z wielkim bólem głowy... Miałem totalnego kaca. Zwlokłem się z łóżka i powędrowałem do kuchni czegoś się napić. Agnieszka siedziała na blacie i szlochała. Nie wierzyłem, że ten pacan jej powiedział o wczorajszym incydencie. Po prostu szlak mnie trafił i miałem ochotę go zabić. Usiadłem obok niej i przytuliłem do siebie. Chciała wrócić do sobie, ale bez wyjaśnień jej nie puszcze... Musiałem upewnić się, że to Jordan jej o wszystkim powiedział.
- Co się stało młoda ? - zapytałem, licząc, że w końcu mi powie. - To Jordan ?! - dodałem.
- Niee... - odetchnąłem głęboko. - Moja przyjaciółka, ta z Katowic... Ona miała wypadek i zmarła na miejscu!
Nie miałem pojęcia co mam powiedzieć. Nie chciałem mówić coś w stylu "Przykro mi.", bo to na prawdę nic nie daje. Aga wypłakiwała mi się do ramienia, a ja siedziałem jak wryty. Otarłem jej łzy, które ciurkiem spływały po jej policzku i zarzuciłem jej włosy na plecy.
- Słuchaj! Wiem, że ciężko ci jest o tym mówić i żyć z tym. Rozumiem, że to była twoja koleżanka, ale musisz się wziąć w garść. Ogarnij się to pojedziemy do Katowic. - powiedziałem spokojnie.
- Nie będę Cię tam ciągnąć. Poradzę sobie sama.
- Nie ma mowy i nawet ze mną nie dyskutuj! - powiedziałem ostrzejszym tonem.
Przestała się kłócić, bo wiedziała, że ze mną nie wygra. Nagle zadzwonił do niej telefon... To był nie kto inny jak Piotrek. Powiedziała krótkie "Przyjedź" i się rozłączyła. To chwili przyjaciel był już u nas... Złapałem go przy wejściu do Agi i poprosiłem by nic jej nie mówił, a później przyszedł do mnie. Jordan pobiegł do siostry, a ja zadzwoniłem do Oli. Opowiedziałem jej o wczorajszym i dzisiejszym incydencie. Chciałem porozmawiać z przyjacielem o wczorajszej sytuacji jaka nastała w klubie jeszcze przed wyjazdem. Nie chciałem odkładać tego na później chodź Jordan mnie o to prosił. Nie mogłem czekać 3 dni na ich przyjazd, bo mogłaby mi minąć złość... Zabrałem Piotrka od Agi jak tylko zaczęła się pakować. Musiałem go porządnie opierdzielić!
- Stary co Ty odpierdalasz ? Już zapomniałeś co mi obiecałeś ? Ty nawet sobie nie wyobrażasz jak jestem na ciebie wkurwiony! - mówiłem szybko.
- Luuuuz Michał! Byłem pijany i nawet jej nie znałem. Po co te nerwy ? - mówił spokojnie.
- Nie wkurwiaj mnie, dobrze!? Może warto przystopować z alkoholem jak masz tak odpierdalać. Ciekawe jakbym nie wszedł to tej łazienki. To może byłoby coś więcej... Czemu ty jesteś taki tępy Jordan? Nie widzisz, że powinieneś wydorośleć?! Aga Cię teraz potrzebuje i jakby nie ta śmierć to bym jej już dawno o tym powiedział.
- Czemu się wtrącasz w moje życie !? - Nie no nie wierze!
- Bo tu kurwa chodzi o moją siostrę! Weź to przemyśl, bo nie mam zamiaru pocieszać Agi i stracić przyjaciela... - wyszedłem na trening.
Chyba musiałby być baranem, żeby myśleć o drugiej pannie na boku. Jak można być tak głupim, żeby nie zrozumieć to to co zrobił było mega głupie! W drodze na stadion dostałem od niego SMS-a  
" Ok Stary, wiem, że przesadziłem i masz rację muszę wydorośleć. Kocham Agę i nie chce też stracić jej i  tak zajebistego przyjaciela jak ty!".  
Szybko poszło... Nie sądziłem, że tak szybko dojdzie do tego wniosku. Co prawda i tak muszę go pilnować, bo nie wiem co ten pacan może wymyślić. Na treningu byłem punktualnie. Gdy tylko wyszedłem z samochodu podbiegł do mnie Paweł! Już myślałem, że znowu chcę się bić, ale o dziwo, przyjechał mnie przeprosić za swoje zachowanie. Lepiej późno niż wcale, prawda? Aneta opowiedziała mu o wszystkim i był w szoku bo myślał, że ona zerwała z nim już dawno temu i nie dopuści do tego ślubu... Widocznie nie tylko mnie oszukiwała. Jeszcze dzięki tej sytuacji uświadomił sobie jaka jest na prawdę jego siostra. Aneta czasem była nie do wytrzymania, ale ja wiedziałem kiedy odpuścić. Znałem ją 4 lata i kochałem ją. Tak na prawdę nigdy nic do Pawła nie miałem. Nawet wtedy gdy dostałem od niego po ostatnim meczu. Wiedziałem, że to wszystko wina Anety! W tamtej chwili cieszyłem się, że nie ugiąłem się i jej nie wybaczyłem!
Dzięki Pawłowi musiałem robić dodatkowych 5 okrążeń. Ale cieszyłem się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. Brat Anety zawsze był wobec mnie w porządku i nie chciałem mieć z nim żadnego problemu. Na szczęście po tych dodatkowych okrążeniach zaczęliśmy normalnie ćwiczyć. Dzisiaj ćwiczyłem w parze z Kacprem, bo Jordan wyjechał z moją siostrą do Katowic.
- Michał, telefon Ci dzwoni! - krzyknął trener.
- Już biegnę. - "kurwa, znowu zapomniałem go wyciszyć" - Halo ? - odebrałem.
- Cześć, z tej strony Leo. Załatwiłem Wam 4 bilety na mecz z Realem w Camp Nou w te sobotę. Zabierz tam kogo chcesz. 
- Stary, dzięki! Na pewno będziemy. A ile mam Ci oddać? - zapytałem, chodź znałem już odpowiedź.
- Ty chyba zwariowałeś! Nic mi nie musisz oddawać. Przyjedźcie to się napijemy. - powiedział piłkarz.
- No dobra, muszę kończyć, bo jestem na treningu! Dzięki Leo. - rozłączyłem się.
Wróciłem szczęśliwy do trenowania. Już widziałem kogo zabiorę na ten mecz. Po treningu poszedłem załatwić nam małe urlopy u trenera na parę dni. Nam, czyli mi i Jordanowi! Taak on obowiązkowo musi pojechać na mecz. Przecież to jest właśnie ten prezent dla niego.
Powiadomiłem resztę ekipy, która miał jechać z nami. Ola i Piotrek byli kompletnie zszokowani, a Agę za bardzo nie ucieszyła ta informacja. Ale pojedzie z nami i odciągnie się od tego normalnego świata...
_________________________________________________
Taak, ten rozdział miał powstać jakoś w rozpoczęcie roku szkolnego. Tyle, że albo nie miałam czasu albo zabrakło weny. Nie chce się tłumaczyć.
Co prawda powstał 5 dni później...ALE JEST! W rekompensacie napisałem trochę dłuższy i mam nadzieje w ciekawy rozdział. Trochę się wydarzyło, ale to jeszcze nie koniec niespodzianek.
Prawda jest taka, że nieubłaganie zbliża się koniec opowiadania Piłkarza z marzeniami, bo to już bliżej niż dalej, ale coś jeszcze się wydarzy.