- Który z Was to Michał Walaszek? - podniosłem rękę. - Pan przeszedł pomyślnie badania i jest pan 100 % dawcą! Zapraszam do gabinetu. - uśmiechnął się.
Przez głowę przeszło mi tysiące myśli. Zastanawiałem się czy to dobrze, czy źle. Chłopaki zaczęli się cieszyć. Wiedziałem, że to będzie duże ryzyko ale nie mogłem zrezygnować w takiej w chwili. Nie mogłem zawieść tych ludzi za drzwiami, moich przyjaciół. Wypełniłem wszystkie formalności i musiałem przygotować się do operacji. Postanowiłem napisać mojej dziewczynie sms-a : "Kochanie, Neymar jest w stanie krytycznym i potrzebuje natychmiastowego przeszczepu. Nie martw się, buźka ;3"
Za chwilę usłyszałem znajomą melodię. Dzwoniła Aneta.
- Michał, ty mi nie mów, że to Ty jesteś tym... - nie mogła wymówić tego słowa.
- Tak Misiu, to ja jestem dawcą. Nie martw się o mnie. Zadzwonię po wszystkim. Kocham Cię! - rozłączyłem się.
W tej chwili to Ney był najważniejszy. Musiałem mu pomóc! Tuż przed operacją przyszedł do mnie lekarz.
- Gotowy ? - zapytał, trzymając moją kartę z wynikami. Kiwnąłem twierdzącą głową.
- Panie Doktorze, czy ja będę mógł...nadal grać? - musiałem o to zapytać.
- Panie Michale to zależy jak zachowa się pana organizm po operacji. Nie mogę panu tego zagwarantować ale szanse są dość duże. - uśmiechnął się nieśmiele.- Nadal Pan może się wycofać! - odparł.
- Nie, absolutnie nie rezygnuje. - powiedziałem tak pewnie jak się tylko dało.
Dokładnie o 16:20 byłem na bloku operacyjny. Pielęgniarka prosiła żebym policzył do dziesięciu. Gdy założyła mi maskę zacząłem odliczać "1...2...3...4...5...6..."
Obudziłem się w pustej białej sali. Słyszałem tylko dźwięk urządzeń "Pik...pik...pik...pik...". Nie miałem siły się ruszyć. Jedynie na co mnie stać to podnieść z pułki telefon. Miałem 23 nieodebrane połączenia od Jordana, Agi i Anety. Napisałem im sms-a " Już po operacji. Wszystko w porządku :)". Nawet nie byłem świadomy tego, że zamykam oczy. Gdy ponownie je otworzyłem, zobaczyłem przed sobą Suareza. Od razu zapytałem o stan przyjaciela. Martwiłem się i chciałem wiedzieć czy wszystko w porządku. Na szczęście operacja się udała! Jak już dotarła do mnie ta wiadomość odetchnąłem z ulgą. Rozmawiając z Luisem spostrzegłem, że również martwił się o mnie. Byłem szczęśliwy, że nie jestem im obojętny. Nadal byłem zmęczony, więc postanowiłem się przespać. Obudziłem się już w środku nocy. Na zegarku widniała godzina 01:24. Koło mnie siedział sam król footballu. Zastanawiałem się co on robi o tej porze w szpitalu, na dodatek przy moim łóżku. Lekarz stał tuż przy nim z moimi wynikami.
- Co Ty tu robisz ? Jak Neymar ? - zapytałem.
- Nadal śpi, ale już wszystko w porządku. A Ty jak się czujesz ?
- Nie mam siły i wszystko mnie boli. - powiedziałem na jednym tchu.
- To normalne przy takiej operacji. - wtrącił się lekarz.
Jak już lekarz wyszedł z sali, Leo przeprosił mnie jeszcze raz i z całego serca podziękował. Był mi strasznie wdzięczy za to co zrobiłem. Myśląc o tym stwierdziłem, że zrobił by to jeszcze raz. Czekam tylko na to kiedy stąd wyjdę i znowu zagram. Nie pogodził bym się z tym, że więcej nie wyjdę na boisko jako piłkarz. Będę walczył nawet tak długo jak będzie to potrzebne.
*******************************************
Po pięciu dniach spędzonych w szpitalu, w końcu mogę wyjść. Nie zniósł bym nadal tu leżeć. Lekarze nie widzieli żadnych przeszkód bym mógł wrócić do kraju. Nadal wszystko mnie boli i ciężko mi chodzić ale nie mieli przeciwwskazań. Przed wylotem chciałem jeszcze zajść do Neymara i pożegnać się z nim.
- Jak się czujesz, stary ? - zapytałem śmiało.
- Już lepiej, dużo lepiej! - uśmiechnął się. - Dziękuje, nawet nie wiesz jak bardzo chcę ci podziękować.
- Na prawdę nie masz za co...
- Ale Messi by tego nie...
Urwał w pół zdania bo do sali wpadł właśnie Leo. Atmosfera była napięta. Po 17:00 już ich opuściłem, bo musiałem jechać na lotnisko. Po północy wylądowałem na Okęciu w Warszawie. Z lotniska miałem blisko do domu ale nie miałem siły pójść na piechotę. Cała podróż kosztowała mnie dużo zdrowia. Wszedłem po cichu do domu, by nikogo nie obudzić, ale nie dałem rady. Nagle z korytarza wyskoczyła Aga i rzuciła mi się na szyję. Wydałem z siebie dźwięk bólu... Aga powoli odsunęła się ode mnie by mnie przypadkiem nie urazić. Miałem z kimś porozmawiać i padło akurat na nią. Zwierzyłem jej się z obawa jakie miałem podczas operacji. Cieszyłem się że mogłem jej tak dużo powiedzieć. Położyłem się do łóżka gdy robiło się już jasno... Cudownie było znowu spać we własnym łóżku. Obudził mnie grzechot w kuchni. Pomyślałem, że siostra coś gotuje, ale chciałem się upewnić. Ujrzałem Anetę grzebiącą w szafkach. Podszedłem do niej powoli by się z nią przywitać, a ona tak samo jak Aga, od razu rzuciła się na mnie. Znowu zwijałem się z bólu. Gdy poczuła moje napięte mięśnie również mnie puściła!
- Bałam się o ciebie... - przytuliłem ją dość lekko. - Cieszę się, że wróciłeś cały i zdrowy.
- Nie powiedziałbym że całkiem zdrowy. - podniosłem do góry koszulkę.- Musiałem to zrobić.
- Wiem, Michał. Rozumiem! - pocałowała mnie.
Zjedliśmy śniadanie i porozmawialiśmy. Bardzo się o martwiła! Przez całą rozmowę trzymała mnie za dłoń i nie chciał puścić chodź na chwilę. Po południu zawiozła mnie na trening mojej drużyny. Trener był na mnie trochę wkurzony... Chłopaki przywitali mnie bardzo ciepło. Postanowiłem zaprosić ich do siebie na małe piwko. Gdy chłopaki grali mecz postanowiłem porozmawiać z Panem Jackiem.
- Cześć trenerze. Co słychać w wielkim świecie ? - zapytałem żartobliwie.
- Cześć Michał. - odparł sucho. - Jak się czujesz ? Nawet nie wiesz jaki jestem na ciebie wkurzony.
- Taaa, widzę. Ale musiałem to zrobić. - usiadłem zmęczony na ławkę.
- Mogłeś mnie przynajmniej uprzedzić. Nie pomyślałeś o tym, że będę się martwił ? - zapytał
- Ney był w stanie krytycznym i działaliśmy spontanicznie. Nie było czasu na takie rzeczy. Sorry trenerze!
- Chyba się nie dogadamy, co ? - zapytał zdenerwowany.
- No właśnie chyba nie! Do widzenia.
Odchodząc, przypomniałem chłopakom i dzisiejszym spotkaniu. Wpadli do mnie zaraz po treningu. Obejrzeliśmy wspólnie wszystkie zdjęcia i filmiki z Barcelony. Uważali mnie za szczęściarza, sam się za niego uważałem. Nie wszyscy mogą na co dzień grać z najlepszymi piłkarzami świata! Byłem szczęśliwy, że mogłem to przeżyć i poznać takich świetnych ludzi. Miałem nadzieje że zobaczę Neymara jak najszybciej na boisku. Postanowiliśmy z chłopakami obejrzeć jakiś film. Spór toczył się o "Szybcy i Wściekli 7" a "Paranormal Activity 5". Nie mogliśmy się zdecydować. Pech chciał, że było nas 10 i głosy podzieliły się po równo. Gdy chłopaki zastanawiali się co będzie lepsze i czytali po raz 100 recenzje filmów, ja poszedłem zrobić nam popcorn. Gdy wróciłem z chłopakami siedział już Aneta. Wtedy już wiedziałem jak rozstrzygniemy spór. Zdecydowałem, że to właśnie ona wybierze film, który mamy oglądać. Wszystko się wyjaśniło, bo Aneta wybrała Szybkich i Wściekłych. Moja dziewczyna kocha ten film. Z resztą tak jak ja. Wszystkich nas wciągnął...
- Wasil... Czemu płaczesz ? - Kacper otarł swoje oczy. -Wpadło Ci coś do oka ?
- Zamknij się, bo zaraz Ci wyjebie. - krzyknął Kuba
- Najpierw mnie złap. - uśmiechnął się.
Nagle Wasil zaczął gonić Kubę po całym domu. Przy tym darli się niesamowicie. Co najlepsze co drugie słowa padało przekleństwo. Skończyło się na tym, że Kuba wepchnął go do wanny i włączył prysznic. Wrócił do nas ucieszony z uśmiechem na twarzy. Chwilę później Kacper wołał do mnie z łazienki, żebym dał mu jakieś suche ciuchy. Kapi po chwili gdzieś zniknął na 10 minut, a gdy wrócił zgarnął mnie do kuchni i powiedział jaki plan przed chwilą zrealizował. Wiedziałem, że wybuchnie z tego afera. Czekałem tylko aż zaczną zbierać się do domów. Po godzinie gry w " Państwa-miasta" chłopaki zaczęli zbierać się do domu. Pierwszy poszedł Kamil a zaraz za nim Maciek.
- Kurwaaaaa! - usłyszeliśmy z przedpokoju.
- Co jest debilu ? - zapytał Kacper.
Wszyscy pobiegliśmy do nich. gdy tylko ujrzeliśmy Kamila i Maćka w stercie zawiązanych butów, wybuchnęliśmy śmiechem.
- Zajebie Cię Kacper, przyrzekam! Już nie żyjesz. Masz przejebane, gwarantuje!
Nie wzruszyło go to, a wręcz przeciwnie leżał na podłodze i zwijał się ze śmiechu. Siedzieliśmy i obserwowaliśmy jak chłopaki mordowali się z rozwiązywaniem butów. Zakończyło się tym że uciekli sobie sznurówki....
Pozdrawiam :*
________________________________________________
Nie wyszedł mi tak jak chciałam.... Nie jest takie długi jak chciałam... Mam nadzieje, że się podoba! Życzę miłego czytania i zapraszam do komentowania :DPozdrawiam :*
Jest świetny :* Dobrze, że wszystko się ułożyło :* czekam szybko na kolejny :)
OdpowiedzUsuńSuper :) Mam nadzieje że Michał spotka jeszcze Ney'a i Leo :)
OdpowiedzUsuńGenialny :D
OdpowiedzUsuńŚwietny
OdpowiedzUsuń