poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 4 " Never stop fighting! "

Po dwóch tygodniach spędzonych w Polsce w końcu zaczynam treningi. Może nie są one jeszcze tak intensywne jak przedtem, ale nareszcie zaczynam ćwiczyć. Na szczęście wszystko szło po mojej myśli. Klubowi lekarze mówią, że jeśli wszystko pójdzie dobrze to za miesiąc wrócę do gry. Sam mam nadzieje, że w następnym meczu wyjdę na boisko. Staram się jak najwięcej czasu spędzać na siłowni, by zregenerować swoje siły. Na treningach wchodzę na niecałe 15 minut i tak by się zbytnio nie przemęczać. Bardzo dużo męczę się gdy gram w treningowych meczach. Anetę to śmieszy, bo dziwnie to brzmi gdy Piłkarza męczy kopanie piłki... Nadal boli mnie cały brzuch i nie mam wystarczająco siły. Lekarze mówią, że to normalne po takiej operacji i że cierpliwość to podstawa do osiągnięcia zamierzonego celu! Doskonale wiem, że muszę mieć do tego cierpliwość. Nikt mi nie powiedział, że będzie łatwo. Czasem sam nie wierzę, że może mi się to udać... Na szczęście mam przyjaciół, rodzinę i chłopaków z drużyny, którzy mnie ogromnie wspierają. Z dnia na dzień jest coraz lepiej i zaczynam coraz więcej  grać. Trener nadal jest na mnie wkurzony i twierdzi, że była to głupia decyzja. Uważa mnie za samoluba, bo zostawiłem swoją drużynę prawie na dwa miesiące. Chłopaki jednak podziwiali mnie, że zrobiłem to dla Neymara! Cieszyłem się, że są po mojej stronie.
Po dzisiejszym treningu postanowiłem zadzwonić do Neya. Musiałem wiedzieć jak u niego ze zdrowiem!
- Dzień Dobry! Neymar, z kim mam przyjemność? - zapytał poważnie
- Cześć stary! Z tej strony Walaniu. Jak zdrówko? Wszystko w porządku ? - zapytałem uradowany.
- Ty stary koniu. - No tak, cały przyjaciel. - A no już lepiej. Przedwczoraj wyszedłem ze szpitala i właściwie zaraz zaczynam rehabilitacje. Jest coraz lepiej i wiesz co... - wiedziałem co chce mi powiedzieć. - na prawdę Ci dziękuje! - wyobrażałem sobie jego, uśmiechniętego od ucha do ucha. - A co u ciebie ?
- W sumie dobrze. Od dzisiaj zacząłem trenować na boisku. Jeszcze trochę się muszę kurować, ale wszystko w porządku. - uśmiechnąłem się do telefonu. - Nie będę Ci przeszkadzał w rehabilitacji. Odezwę się za jakiś czas. Szybkiego powrotu do zdrowia. Trzymaj się staruszku ! 
Cieszyłem się, że piłkarz wyszedł już ze szpitala. Miałem nadzieje, że szybko wróci na boisko i znów zobaczę niesamowite trio: Messi, Neymar, Suarez! 
Miałem dzisiaj dodatkowe badania. Musiałem upewnić się, że wszystko w porządku i na pewno mogę zaczynać grać. Wyniki miałem odebrać wieczorem u samego Pana doktora. Wieczorem pojechałem po nie razem z Jordanem! Chyba nie dał bym rady sam tego słuchać. Byłem strasznie zdenerwowany. Wchodząc do gabinetu lekarza ogarnęła mnie panika. Nie chciałem usłyszeć złej wiadomości, a miałem cholernie złe przeczucie. Patrzyłem jak lekarz otwiera kopertę z badaniami. To moje być albo nie być! Przez 5 minut wpatrywał się w nią w zaciekawienie. Nic nie potrafiłem wyczytać z jego twarzy. To było jedno z najdłuższych pięciu minut jakie przeżyłem. Usłyszałem od niego, że moje ciało jest na dobrej drodze do uzyskania 100% sprawności. Miałem od niego jakieś specjalne zalecenia ale musiałem przedyskutować to jeszcze z lekarzem klubowym. Byłem strasznie szczęśliwy, że usłyszałem dobre wiadomości. Gdy dowiedziałem się wszystkiego, w końcu odetchnąłem.

************************************************

Dwa tygodnie później, 24 sierpień... Dzisiaj mieliśmy arcy ważny mecz, z bardzo ważnym przeciwnikiem. Chciałem pomóc drużynie na tyle ile bym mógł. Trener nie wpuścił mnie na boisko. Nie mogłem bezczynnie siedzieć na ławce. Wiedziałem, że nie jestem jeszcze wystarczająco gotowy... Musiałem wierzyć, że chłopaki sobie beze mnie poradzą. Nie sądziłem, że na ławce przeżywa się to bardziej niż na murawie. Zostało nam 30 minut do końca meczu, a przegrywaliśmy 0:1. Byłem strasznie na siebie wkurzony. Nagle usłyszałem zdanie, które wyrwało mnie z rozmyślań " Walaszek wchodzisz na boisko.". Powiedział obojętnym tonem. Usłyszałem masę sprzeciwów od klubowych lekarzy, ale trener już podjął decyzję. Pomyślałem, że to musi być właśnie ta chwila, którą muszę wykorzystać! Dostałem owacje na stojąco wychodząc na boisko. Gra w ogóle nam się nie układała. Wreszcie w 84 minucie asystowałem Jordanowi w golu na 1:1. Wystarczyła jeszcze jedna bramka do wygrania turnieju bez dogrywki. Wiele mnie kosztowało by zagrać jeszcze 10 minut. Wiedziałem, że muszę zagrać do końca! Musieliśmy wywalczyć to zwycięstwo... 5 minut później dostałem piłkę od Kacpra. Miałem idealną pozycję by strzelić gola, ale niestety bramkarz obronił mój strzał. Grałem już na ostatkach sił. Sędzia doliczył dodatkową minutę. Miałem pewien pomysł, chodź był bardzo ryzykowny. Dostałem piłkę sam na sam z bramkarzem. Jarek wyszedł w połowę pola karnego. Pomyślałem " TERAZ ALBO NIGDY!" i strzeliłem w światło bramki. Bramkarz musnął piłkę, która zmieniła kierunek. Zaś Jacek rozpędzony wpadł we mnie. Upadłem prosto na brzuch. Zrobiło mi się słabo i przez dłuższą chwile nie mogłem oddychać. Poczułem wielki ból w klatce piersiowej... Ale słyszałem szalejącą z radości widownię. Z ostatnich sił podniosłem głowę i zobaczyłem piłkę w siatce. Po chwili zobaczyłem nad sobą lekarzy. 
- Michał, wszystko w porządku ? - "TAK WSZYSTKO W PORZĄDKU". Nie, nie mogłem już wstać.
- Nic mi nie jest. Ja będę grał! - mówiłem nieświadomy wypowiedzianych słów.
Nie miałem siły wstać... Nie mogłem oddychać. Co chwilę brałem większy oddech. Za chwilę znajdowałem się na noszach i znosili mnie z boiska. Na trybunach było cicho, tak jakby nikogo na nim nie było. Przy wyjściu do szatni zatrzymał nas trener od którego usłyszałem " Dobra robota, mistrzu ".
Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i urwał mi się film. Obudziłem się w domu, w własnej sypialni. Usłyszałem głos Kamila " Jeej paczcie, budzi się z zimowego snu". Oni nie potrafią być poważni!
- Co wy tu robicie ? - zapytałem obolały.
- No a jak myślisz. Przyjechaliśmy świętować zwycięstwo! - odpowiedział szybko Sebastian.
- Przecież macie imprezę w Shinie! Jazda świętować bałwany! - powiedziałem już świadomy swoich słów.
- Nigdzie się bez ciebie nie ruszamy. I nie myśl sobie, że się nas pozbędziesz. - uśmiechnął się Jordan.
Nie chciałem się z nimi kłócić. Nie miałem nawet na to siły. Usiadłem powoli na łóżku. Aneta przyniosła nam kieliszki i szampana! 
"No to... Za  zwycięstwo!" - krzyknęliśmy wszyscy.
Impreza rozkręciła się na całego! Było tak samo zabawnie jak w klubie. Po niespełna godzinie do mojego pokoju wszedł trener, który chciał ze mną porozmawiać w 4 oczy. Chłopaki przenieśli się do salonu, a ja obiecałem, że gdy porozmawiam z trenerem też tam dojdę. Musieliśmy porozmawiać szczerze, by jakoś funkcjonować w klubie. Tym razem obeszło się bez kłótni...
Najpierw przeprosił mnie za wszystko co powiedział, a potem poprosił mnie bym powiedział mu wszystko od samego początku. No więc zacząłem od biletów i wyjazdu do Hiszpanii o której on już wiedział. Następnie przeszedłem do kłótni z Leo i że skończyło się wszystko dobrze. Opowiedziałem mu jak już pakowaliśmy walizki do taksówki i pojawił się Messi. Nie mogłem mu odmówić i pojechaliśmy do szpitala. Oboje wtedy zdecydowaliśmy żeby mu pomóc. 
-... Okazało się, że to właśnie ja mogłem być dawcą. No i już nie było odwrotu trenerze. Po za tym ja... chciałem mu pomóc. - skończyłem.
Trener wysłuchał mnie uważnie, nie wtrącając się w żadne zdanie. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu. Wydawało mi się, że on to właśnie sobie przetrawia. Wszystko po kolei układał sobie w głowie... Nagle trener zaczął opowiadać pewną ciekawą historię. 

Pewien chłopak, miej więcej twojego wieku wyjechał do Paryża by grać w klubie. Marzył o tym od dziecka, by zagrać chodź jeden mecz na Francuskiej ziemi. Wszystko bardzo mu się układało. Grał w pierwszym składzie i bym jednym z najlepszych zawodników. Nic, ani nikt mu nie przeszkodził by zagrać w wielkim finale! Dwa dni przed tą cudowną chwilą jego najlepszy przyjaciel z PSG miał wypadek samochodowy. Trafił do szpitala w stanie krytycznym i musiał mieć natychmiastowy przeszczep, bo nikt mu nie przewidywał by przeżył dłużej niż 4 godziny! Więc ten chłopak postanowił uratować swojemu przyjaciel życie nie zważając na konsekwencje! Okazało się, że nie ma absolutnie żadnych przeciwwskazań na tą operację! Operacja się odbywał, niestety z komplikacjami. Ten piłkarz uratował swojego najlepszego przyjaciela, zaś on niestety musiał skończyć swoją przygodę z piłką nożną. Piłkarz był załamany tym, że nie mógł nic z tym zrobić. Wrócił do swojego kraju i stwierdził, że nie może żyć bez piłki nożnej! Żona poleciła mu pewien szalony pomysł. Po kilku latach od operacji gdy już nic, kompletnie nic nie dało się zrobić. Postanowił zostać zawodowych trenerem. Był już starszy i jak najbardziej wydoroślał ! Wiedział, że to dla niego najlepsze wyjście.

Kompletnie mnie zamurowało. Ta opowieść uświadomiła mi pewien rodzaju przekaz. Chociaż jeśli bym się bardziej nad tym zastanowił, na pewno zrobił bym to jeszcze raz. Nie potrafiłbym przejść obok przyjaciela obojętnie. W połowie opowieści zrozumiałem, że trener właściwie mówił... o sobie. Praktycznie wszystko mi się zgadzało. Widziałem, że trener grał w PSG, było o 2 lata starszy i jego przyjaciel miał wypadek. Zawsze zastanawiałem się dlaczego skończył tak wcześnie karierę piłkarską. I właśnie dzisiaj dostałem odpowiedź. 
Siedziałem cicho, nie wiedząc co powiedzieć na tą szokującą opowieść. Trener podał mi rękę i wyszedł z pokoju. Zostawił mnie samego w totalnym szoku. Niedługo po wyjściu trenera przybiegła do mnie Aneta z telefonem w ręce. 
- Halo! Kto mówi ? - zapytałem nie patrząc w ekran.
- Cześć, tu Neymar. Właśnie oglądałem skróty z twojego meczu. Jak żyjesz stary ? - zapytał.
- Już w sumie spoko. Leże sobie w łóżku i odpoczywam. - byłem zaskoczony jego telefonem.
- Ty, ale nic Ci się nie stało ?! Kurwa, stary przestraszyłeś mnie! 
- Już wszystko w porządku. - Próbowałem go uspokoić. - Lepiej mów co u ciebie ?
- Zaczynam powoli trenować, ale za to pokłóciłem się z Viką, a Messi ma mnie w dupie po tym co mu powiedziałem. - powiedział załamany.
- Coś Ty mu powiedział ? - Ciekawiło mnie to.
- Wygarnęłam mu że jest cholernym tchórzem i nie zrobił tego co Ty, a jest moim najlepszym kumplem.
- Eeeej Ney, ale Messi poszedł ze mną zrobić te badania. Tyle, że po prostu coś się nie zgadzało. Czaisz ?!
Nagle połączenie zostało zerwane. Albo raczej piłkarz się rozłączył. Po chwili dostałem od niego sms-a "Dzięki Michał. Jadę do Leo! Strzałka :)". Gdy właśnie czytałem tą wiadomość do pokoju wparował Jordan z Kamilem. Zabrali mnie do salonu gdzie trwała już impreza! Zobaczyłem masę moich znajomych. Jaca co chwilę mi polewał. Miałem wrażenie, że już nad tym nie panował. Następnego dnia mieliśmy trening i znając życie trener nas zabije jak się na nim nie stawimy. Skończyliśmy imprezę jak robiło się już jasno. Nie miałem pojęcia jak znalazłem się z powrotem na górze. Po zejściu na dół nie pamiętałem nic, kompletnie nic. Nadal w głowie miałem rozmowę z trenerem. Właściwie teraz dopiero miałem świadomość co mogło mi się stać. W południe obudziła mnie Aneta sprzątająca w sypialni. O 12:30 miałem trening! Dziewczyna ogarnęła szybko moje ciuchy na trening i zawiozła mnie na stadion. 
- Co Ty tu robisz ? - zapytał zaskoczony trener. 
- Przyjechałem na trening. 
- Nawet o tym nie myśl. Najpierw musisz zrobić badania, a potem zastanowię się co dalej. - stałem jak słup. - Byłem głupi, że wczoraj wpuściłem się na boisko. Przepraszam!
Nie chciałem się kłócić. Nie po tym co wczoraj od niego usłyszałem. Widziałem jak będzie teraz reagował na moje decyzję. Od razu postanowiłem pójść do klubowego lekarza i zrobić badania. Chciałem wiedzieć ile znowu czasu mam przerwę. Na szczęście okazało się, że muszę odpocząć jakieś 2-3 dni i mogę zabierać się do cięzkiej pracy.

****************************************

 Przez całe 3 tygodnie ćwiczyłem bardzo ciężko i wydaje mi się, że już jest wszystko w porządku. W końcu robię postępy i nie boli mnie brzuch. Gdy wczoraj na treningu Kamil mnie sfaulował i nie wstawałem przez chwile, od razu zlecieli się chłopaki. Na szczęście wszystko było w porządku. Ćwiczyłem po 2 godziny dziennie na siłce i boisku. Chciałem wrócić do dyspozycji takiej jaka miałem przed operacją. Co najlepsze już prawie mi się udało. 
Dzisiaj gramy najważniejszy finał w tym roku i oczywiście chcemy obronić ten tytuł. Od rana byłem już na nogach. Najpierw pojechaliśmy do Jordana. Zagraliśmy z Fifę i coś zjedliśmy. Oboje mieliśmy kilka spraw do załatwienia. Na 17 wszyscy byliśmy na stadionie narodowym. Trener zrobił nam przed meczową odprawe, a potem Jakub w roli kapitana powiedział parę słów.
- Chłopaki, dajmy z siebie wszystko! Walczymy do końca! Kto mistrzem jest ?! - krzyknął
- AWKS!!! - dokończyliśmy.
Większość trybun była ubrana w nasze barwy klubowe. Stanęliśmy na baczność i z naszych i 60 tyś kibiców wybrzmiał Mazurek Dąbrowskiego.
Mecz zacząłem w pierwszym składzie. Cieszyłem się, że trener mi ufa! Osobiście grało mi się ciężko, ale nasi rywale byli bardzo mocni. W 20 minucie padła bramka na 0:1. Wtedy przypomniały mi się słowa Iniesty " Never stop fighting !". Podszedłem do Jordana i Kamila.
- Chłopaki, pamiętacie tę akcję na ostatnim treningu? - kiwnęli zgodnie głowami. - Zróbmy to! - przybiliśmy żółwiki. 
Podszedłem do piłki, sędzia dmuchnął w gwizdek. Podałem ją do Jordana i rozegraliśmy tą akcje, o której przed chwilą rozmawialiśmy. Po chwili Kamil był sam na sam z bramkarzem. Przelobował go i piłka wpadła do bramki. Zaczęliśmy cieszyć się jak dzieci. Było ciężko wyprowadzić nam jakąś fajną akcję. Po 45 minutach zeszliśmy do szatni. Musiałem zabrać głos... Mecz był bardzo zacięty. Ostatecznie w 89 minucie Seba dostał piłkę od Kacpra i uderzył z główki. Odbiła się od murawy i wpadła do bramki. Sędzia doliczył 4 minuty. Rywale mieli dużo akcji, ale na szczęście mieliśmy nie zawodnego bramkarza, który wyciągnął 3 piękne piłki. Sędzia dmuchnął w gwizdek. KONIEC! Latałem po boisku jak opętany. Stanęliśmy w kółku, a Seba wlazł do środka.
"Kto mistrzem jest ? AWKS! Kto? AWKS! Kto? AWKS! sialalalal lalala llala"
Po niespełna 10 minutach prezes PZPS przyniósł nam puchar, który nasz kapitan uniósł do góry. Ten rok kończy się tak dobrze jak i się zaczął. Tak miałem dobry humor, że udzieliłem wywiadu Wirtualnej Polsce.
- Jak się czujesz po zwycięstwie najważniejszego turnieju ? - zapytał dziennikarz.
- Cudownie! Jeszcze nie wierze, że to osiągnęliśmy!
- Jak spędzisz tegoroczne święta i sylwestra ? - zadał kolejne pytanie.
- Nie mam jeszcze żadnych planów. Święta pewnie z rodziną i dziewczyną, a sylwestra z przyjaciółmi. - uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Hitem było to, że zostałeś wypożyczony do Barcelony na miesiąc. Jak to wspominasz ? 
- Tego nie da się opisać. Po prostu trzeba to przeżyć. Wszyscy tam są cudowni i mili. To coś cudownego zagrać razem z Messim, Neymrem czy Iniestą! Wszyscy są wspaniali! Chłopaki pozdrawiam.
- A co mamy Ci życzyć w 2017 roku ? - zapytał.
- Na pewno dużo zdrowia i coraz więcej sukcesów.
- Tak, dokładnie tego Ci życzę! Jeszcze raz gratuluje i dziękuje! - podał rękę.
- Również dziękuje! 
Pobiegłem w głąb korytarza gdzie szli moi koledzy. To było coś pięknego i niesamowitego! Wszyscy szybko opuściliśmy szatnie by udać się do klubu. Ruszyłem razem z Jordanem. To chyba z nim dogadywałem się najlepiej! Oboje pojechaliśmy do mnie. Musiałem się jeszcze trochę ogarnąć przed imprezą. Gdy przekroczyliśmy prób mojego mieszkania na szyje rzuciła mi się Aneta, a za nią Aga! Piotrek postanowił wziąć je na imprezę. 
W shinie wszyscy na nas czekali! Wróciliśmy do domu nad ranem. To był cudowny rok. Tyle wygranych mecz i na dodatek Barcelona. Moje życie było cudowne... Zbliżały się święta,  a ja musiałem pokupować prezenty. Czułem się na prawdę wspaniale, że znów spotkamy się w tak licznym gronie rodzinnym.

 _________________________________________________________

Liczę, że chodź odrobinę wam się spodoba ten rozdział. Nie jest jakiś cudowny, ale myślę, że chyba nie jest taki zły. Próbowałam napisać go jak najdłużej! 
Jeśli macie jakieś UWAGI lub PROŚBY! Piszcie, postaram się je spełnić.
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ <3
Nie pogniewam się jeśli polecicie mojego bloga :D
Miłego czytania!  Pozdrawiam, 
Realistka ! :3

6 komentarzy:

  1. Świetny :*Myślę, że sylwestra spędzi w Barcelonie z chłopakami :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny!!! Pewnie sylwestra będą świętować w Barcelonie wraz z chłopakami!:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział super :) Pewnie na sylwestra wymyślisz jakąś ciekawą historię :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie przeczytałam wszystkie rozdziały jakie pojawiły się do tej pory i niestety muszę troszkę ponarzekać.
    Bieg zdarzeń jest zdecydowanie za szybki, zaczynasz jakiś wątek i szybko go kończysz, np. w przypadku kłótni Michała z Leo. Jeśli opisywałabyś także uczucia bohaterów czy też miejsce zdarzeń z całą pewnością wzbogaciłoby to tekst i przyjemniej by się to czytało. Ja, jako czytelnik, lubię czytać coś, co potrafię sobie wyobrazić, ale w przypadku Twojego opowiadania nie mam zbyt wielkiej możliwości co do tego, ponieważ opisane są tylko czynności. Nie ma chwili na zatrzymanie się i pokazanie odbiorcom tego, co Ty widzisz oczyma Swojej wyobraźni.
    Poza tym w niektórych miejscach brakuje dialogów. Nie mówię od razu, że powinno ich być nie wiadomo ile (wtedy narzekałabym, że jest ich zbyt wiele), ale czasem dla uzupełnienia treści warto umieścić 3-4 kwestie.
    Jednak najbardziej brakuje mi wspomnianych wyżej opisów. Szczególnie uczuć bohaterów, gdyż chciałabym wiedzieć jakie emocje goszczą w danym momencie w środku postaci.
    Oprócz tego akapity są w niektórych przypadkach niepotrzebnie długie i już w połowie można byłoby rozdzielić jeden akapit, na dwa lub nawet i trzy.
    Jednak widać, że masz pomysł na tego bloga i życzę Ci powodzenia :) Będę tutaj zaglądać i na pewno jeszcze dam o sobie znać w komentarzach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje jak najbardziej za cenne uwagi ! Dobrze jeśli się wie, na czym się stoi. Postaram się je poprawić, chodź jestem przyzwyczajona do takiego stylu i będzie mi ciężko. Na pewno spróbuje :). Liczę na efekty!

      Usuń
  5. Jejju cudowny rozdział ❤ ❤

    OdpowiedzUsuń