Dzisiaj gramy z jakimś słabszym
rywalem i zacznę spotkanie na ławce. Trener chce wypróbować nowych i
młodych zawodników, którzy do nas dołączyli. Wiedziałem, że dadzą sobie
radę. W ostateczności zawsze jestem na ławce, gotowy na wyjście na
murawę. Mecz rozpoczęli dość chaotycznie. Na początku chłopaki nie
potrafili się odnaleźć na boisku. Przez własną głupotę przegrywaliśmy
0:1 już w 10 minucie. Strasznie denerwowałem się na tym meczu. Nie
mogłem pojąć jak trener mógł być taki spokojny. Byłem pewny, że trener w
nich wierzy i nie chce pokazać im jak bardzo się denerwuje. Wtedy
chłopaki zwątpiliby w swoje umiejętności. Sam przypomniałem sobie jak
grałem gdy byłem mały i uspokoiłem się trochę.
Niech chłopaki wiedzą, że w nich wierzymy ! ~ pomyślałem.
Zmieniłem nastawienie o 180 stopni. Jeśli chcę żeby uważali mnie za lidera to chyba powinien się tak zachowywać. Tak więc zacząłem ich dopingować, zamiast krzyczeć... Chodź nie było to łatwe, przełamałem się! Nie wiem czy chłopaki zwracali na to uwagę ale chyba poskutkowało, bo w 23 minucie Mati strzelił gola na 1:1. Do przerwy wynik się już nie zmienił. W szatni trener przemówił swoim spokojnym głosem...
- Na prawdę jestem z was zadowolony, chłopaki. Spisaliście się na plus! - Słowa skierował do moich młodszych kolegów. - Chciałbym co prawda wprowadzić kila zmian teraz, ale nie dlatego, że nie podobała mi się wasza gra. Także bez stresu... - popatrzył po nowych twarzach. - To tak... Kamil wejdziesz za Marcina, Seba za Maćka, Bartek ty za Mateusza. No to do roboty... - Już miałem się wtrącić, ale po chwili trener dodał. - Aaa i Michał, ty wejdziesz za Sławka. - zakończył, wychodząc z szatni.
- Chciałem, jako kapitan Wam pogratulować dobrego debiutu. Na prawdę cieszyła mnie wasza postawa na boisku. Czas na drugą połowę. Pora strzelić kolejnego gola i to wygrać! - popatrzył po wszystkich. - Dawać łapy. Kto wygra mecz ?! - krzyknął.
- AWKS!!! - wszyscy zgodnie odparliśmy.
Wszyscy, bez wyjątku ruszyliśmy na murawę.Wchodząc na boisko przeżegnałem się, jak to miałem w zwyczaju robić przed każdym wyjściem na stadion. Byłem pewny, że ten mecz wygramy. Nie lekceważyłem rywala ale wiedziałem, że jesteśmy lepsi! Gdy zaczęła się druga połowa, od razu wyprowadziliśmy akcję w pole karne rywala. Miałem czystą sytuację do strzelania, ale coś mnie podkusiło by podać do mojego młodszego kolegi, który był przy drugim słupku. Chciałem dać mu szanse. Kiedyś to ja taką właśnie akcją zacząłem swą karierę z piłką. Maciek dołożył nogę i piłka wpadła do bramki. Byłem szczęśliwy jak nigdy dotąd. Podbiegłem do niego i przytuliłem go!
- Brawo Młody! - krzyknąłem mu do ucha, próbując przekrzyczeć tłum kibiców.
- Dzięki! - uśmiechnął się.
Rywale nie mogli przedostać się do naszej bramki. Jacek i spółka dobrze kryli naszą obronę. Seba z Kacprem ruszyli kierując się w stronę pola karnego przeciwnika. Nasz kapitan miał już strzelać, gdy w polu karnym pojawił się Kuba i sfaulował naszego kolegę z drużyny. Sędzia bez wahania podyktował rzut karny! Trener zawsze mi kazał wykonywać jedenastkę, ale dzisiaj miałem głupie przeczucie, że przestrzelę albo bramkarz obroni. Podszedłem do wcześniejszego strzelca gola.
- Strzelasz. - powiedziałem bez wahania.
Nie chciałem, żeby ze mną dyskutował. Widziałem w nim siebie gdy byłem mały i byłem pewny, że młody strzeli prosto do siatki. Maciek ustawił się na przysłowiowej 11. Widziałem, że się denerwuje. Musiałem, a nawet miałem obowiązek spróbować go uspokoić. Złapałem go za barki i spojrzałem w oczy.
- Dasz radę tylko wyluzuj. Jeśli nie strzelisz to nic się nie stanie. Jasne ? - po chwili przetwarzania kiwnął twierdząco głową.
To był jego czas...! Teraz albo nigdy. Wiedziałem, że jeśli nie strzeli to trener się na mnie wkurzy, ale jeśli trafi to sam będę sobie wdzięczny do końca życia. Jeśli ktoś by mi powiedział kilka lat temu, że zostanę piłkarzem, zagram z piłkarzami z Barcelony, a przede wszystkim że oddam rzut karny młodszemu koledze z drużyny bez doświadczenia, wyśmiał bym go. Niesamowite jak może się człowiek zmienić przez kilka lat.
Obserwowałem Maćka, który już trochę wyluzował i już patrzył w stronę bramki. Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że nie ważne co się stanie to i tak ciesze się, że oddałem mu ten rzut karny. Bramkarz ustawił się na linii. Maciek wziął rozbieg i kopnął, a piłka wleciała prosto w okienko! Mój młodszy kolega stał uśmiechnięty, nie celebrując tego gola. Wszyscy koledzy podbiegli do niego by mu pogratulować. Ja jednak sobie odpuściłem... Zostały nam 3 minuty + doliczony czas. Wiedziałem, ze wygraliśmy. Rywale męczyli się by dobić się do naszej bramki. Co prawda mieli jedną okazję ale przestrzelili. Po gwizdku sędziego ruszyłem prosto do szatni. Wiedziałem, że na trybunach jest Ola i Agnieszka. Chciałem jak najszybciej się przebrać i do niech pójść. Przed drzwiami naszej szatni stał trener, który wziął mnie na rozmowę.
- Powinienem cię zabić za tego karnego wiesz ?! - zaśmiałem się. - Najpierw powinieneś mnie o to zapytać, a nie decydować sam kto strzela. Chyba jesteś już na tyle dorosły by trzymać się jakiś zasada, prawda ?!
- Trenerze! Byłem pewny, że ja nie strzele tego gola. Postanowiłem dać szanse młodemu. Udało się więc nie wiem o co chodzi ?! - już miałem odchodzić, lecz jeszcze dodałem. - Po za tym tak, jestem dorosły i odpowiedzialny. Jeśli Maciek by nie strzelił, winę bym wziął na siebie. Strzelił więc gol należał do niego. Tyle w temacie. Idę świętować... Na razie!
Wszedłem do szatni gdzie byli już moi koledzy z drużyny. Zdenerwowałem się trochę tą rozmową z trenerem. Nie rozumiałem jego pretensji. Przecież to nie był mecz na szczycie pomiędzy dwiema najlepszymi drużynami o puchar. Sam stwierdził, że chce wypróbować młodych, więc mu w tym pomogłem... Szybko wziąłem prysznic i przebrałem się w ciuchy. Chłopaki już zaczęli imprezę. Otwierając drzwi od łazienki zapadła cisza...
Jeśli znów obleją mnie szampanem to ich pozabijam ~pomyślałem.
Ale chłopaki zaczęli śpiewać mi sto lat! Byłem pozytywnie zaskoczony. Nie sądziłem, że chłopaki pamiętają o moich bądź co bądź 26 urodzinach. Stałem jak wryty pytając jak i skąd. Nagle z przedsionka wyszedł Seba z tortem!
- Pomyśl i życzenie i dmuchaj! - uśmiechnął się przyjaciel.
- Tyle nie mów, bo się nie spełni! - krzyknął Jaca.
Chciałbym w końcu być szczęśliwy... - pomyślałem.
Wszyscy bez wyjątku złożyli mi życzenia. Nie sądziłem, że dostane tak miłą niespodziankę. W końcu od kilkunastu dni zrobiło mi się miło i to dzięki mojej kochanej drużynie! Na koniec dostałem jeszcze prezent od chłopaków, który postanowiłem otworzyć w domu. Chodź byłem ciekawy co mi sprezentowali, śpieszyłem się do Oli. Podziękowałem im i pożegnałem się z uśmiechem na twarzy.
Na korytarzu dopadł mnie jeszcze Maciek.
- Możemy chwilę pogadać ? - zapytał dość poważnie.
- Jasne, tylko chwilę, bo się śpieszę. - Czułem, że wiem o co chce zapytać.
- Dlaczego oddałeś mi rzut karny i podałeś do mnie jak miałeś czystą okazję do strzału ? - Nie miałem pojęcia co mam mu powiedzieć.
- Bo... wiedziałem, że nie strzele karnego, no i padło na ciebie.
- Jasne! A tak serio ?! - dopytywał się młody.
- Młody, po co Ci to ?! Strzeliłeś ? Strzeliłeś. Jesteś bohaterem. Więc się ciesz. - Poklepałem go po ramieniu. - Miłej imprezy!
- Jakiej imprezy ?! - zaśmiałem się.
- Nie będę Cię wszystkiego uczył. Zapytaj Seby. - odwróciłem się do niego plecami. - Narka!
- Liczę, że kiedyś mi powiesz dlaczego to zrobiłeś! - krzyknął.
- Jak na to zasłużysz...- Rozśmieszyła mnie ta sytuacja.
Ruszyłem pewnym krokiem do tylnego wyjścia. Tam nigdy nie było dziennikarzy. Wiedziałem, że gdzieś tam będzie moja dziewczyna z siostrą. Intuicja mnie nie myliła. Ola z Agnieszką stały tuż przy wyjściu. Moja dziewczyna poprosiła mnie żebyśmy zajechali do marketu na zakupy. Zastanawiałem się po co, bo wydawało mi się, ze mieliśmy wszystko co potrzebne. Ale nie chciałem z nią dyskutować. Potrzebowała czegoś więc postanowiłem pójść z nią na zakupy. Aleksandra nie złożyła mi jeszcze życzeń. Może wcale nie wiedziała, że są moje urodziny. Przecież nie znamy się zbyt długo... Nie byłem na nią zły, chodź miło by było usłyszeć z jej ust życzenia. Do domu dojechaliśmy coś po 21.
Nigdy nie spodziewałem się tego co tam zastane. W salonie zobaczyłem światło. Kazałem Oli zostać przy drzwiach i w razie czego uciekać i zadzwonić na policje. Powoli otworzyłem drzwi i zaniemówiłem...
"Nieeespoooodziaaankaaa! " ~ usłyszałem wchodząc do pokoju.
W salonie zebrali się moi wszyscy znajomi, którzy śpiewali mi sto lat! Byli nawet moi koledzy z drużyny. Wyszedłem wcześniej od niech, a i tak się wyrobili żeby przejechać tu przede mną. Stałem totalnie zszokowany. Bylem pewny, że w moim domu jest jakiś włamywacz. Nigdy nie zgadłbym, że będzie czekać na mnie taka niespodzianka. Ola stała koło mnie śmiejąc się... Teraz już byłem pewny, że to ona wszystko wymyśliła! Przytuliłem ją bez słowa, ale ona popchnęła mnie w stronę tortu. To on dawał takie światło. Pomyślałem już drugie dzisiaj życzenie i zdmuchnąłem świeczki. Dopiero po chwili zobaczyłem jak wygląda tort. Ciasto było zrobione na kształt piłki nożnej! Sam namalował mi się uśmiech na twarzy. To na prawdę musi być super wieczór! Pokroiłem ciasto, wypiliśmy moje zdrowie, a potem rozkręciła się impreza. Na urodzinach był również Maciek. Wiedziałem, że chce wiedzieć dlaczego oddałem mu tego karnego, ale tak łatwo mu tego nie powiem.
Coś koło północy usłyszałem dzwonek do drzwi. Pomyślałem, że to może być policja, albo ktoś z sąsiadów, bo byliśmy dość głośno! Otwierając drzwi, w progu ujrzałem totalnie pijanego Piotrka.
- Co Ty tu robisz ?! - wydarłem się.
- Ja... - zamilkł. - Ja przyszedłem złożyć mojemu przyjacielowi życzenia urodzinowe! - Już chciałem powiedzieć, że nie ma żadnej przyjaźni, ale po chwili dodał. - Wiem, wiem... Nie ma już naszej przyjaźni. Spieprzyłem wszystko! Ale ja o tobie pamiętam bracie... Wszystkiego Najlepszego i kocham Cię. - wymamrotał, kompletnie pijany.
W moich oczach zebrały się zły. Wszystko wróciło... Wszystkie wspomnienia ożyły! Tak cholernie mi go brakowało. Wiedziałem, że jedno moje słowo i Jordan by wrócił, ale byłem zbyt uparty i głupi. Nadal uważałem go za brata. Nawet po tym co mi zrobił. Nie dało się wymazać kliku lat z pamięci od tak..
- Dobra... To ja już pójdę i nie będę Wam przeszkadzał. Miłej imprezy! - postawił mi przed nogi wielkie pudło i ruszył w stronę ulicy chwiejnym krokiem.
- Chwila, chwila! Piotrek stój! Nigdzie Cię nie puszcze w takim stanie! - zaciągnąłem go mojego pokoju i ułożyłem na kanapie.
Wiedziałem, że tu będzie miał święty spokój. Nigdy nie wybaczyłbym sobie gdyby coś się stało... Gdy tylko zasnął, ja wróciłem na urodzinową imprezę. Bardzo dobrze się bawiłem, chodź ani na chwilę nie przestałem myśleć o Piotrku. Impreza skończyła się nad ranem. Szybko ogarnąłem wszystko z Olą i postanowiliśmy położyć się do łóżka. Przed pójściem spać postanowiłem rozpakować jeszcze prezent od Jordana. Bez wahania rozpakowałem duże pudło. Dokładnie w tej chwili gdy ujrzałem co jest w pudle poczułem ciepło tam w środku... Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, była koszulka jego zmarłego ojca, który kiedyś był legendarnym piłkarzem. Widziałem, że to jedyne najważniejsza rzecz , która została Piotrkowi o tacie. Nie mogłem pozwolić, żeby oddał mi coś tak cennego by mnie uszczęśliwić. Wiedziałem, że nasza przyjaźń jeszcze nie zgasła do końca i na pewno dałoby się ją uratować. W pakiecie była jeszcze Finlandia i dwie płyty. Na samym dnie pudla leżała przyklejona koperta...
Zszedłem na dół i włączyłem telewizor. Na ekranie pojawił się Neymar, Messi i Suarez składający mi życzenia, potem kolejno wyszli Pique, Sanchez, Puyol, Iniesta i reszta zawodników Barcelony. Wszyscy powiedzieli kilka miły słów na mój temat. Uśmiech namalował się na mojej twarzy. To na prawdę była miła niespodzianka od chłopaków. Potem do odtwarzacza DVD włożyłem kolejną płytę. Na ekranie telewizora zobaczyłem młodego mnie i młodego Jordana. Na zdjęciu widniał rok 1997... Dokładnie po trzech zdjęciach pojawiał się kolejny rok. Tak aż do 2015r. Pod ostatnim zdjęciu widniał napis : " Prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko... ".
Został jeszcze list, który bałem się czytać... Nie wiedziałem co tam mogę znaleźć. Nie miałem pojęcia czy byłem gotowy by go przeczytać! Wiedziałem, że muszę się przełamać... Po kilkunastu minutach wpatrujących się w kartkę w końcu go przeczytałem...
" Stary piszę to jak jeszcze jestem trzeźwy, więc możesz liczyć na coś poważniejszego... Po pierwsze chciałem Ci życzyć wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia i zero kontuzji. Ślubu z Olką i gromadki dzieciaków ! A po drugie. To już trudniejsza część...
Michał, wiem że wszystko spieprzyłem. To trudno wyjaśnić, ale po prostu nie chciałem Cię martwić. Wiem, że przeżywałeś to bardzo i strasznie chciałem cie za to przeprosić. Doskonale wiedziałem, ze nie tolerujesz kłamstwa, ale myślałem, że mi wybaczyć gdy dowiesz się dlaczego to zrobiłem... Uwierz, że na prawdę nie chciałem odchodzić z klubu, ale nie miałem wyjścia. Moja matka jest chora, ma raka i musiałem zmienić klub, by zdobyć pieniądze. Prezes Legii zaproponował mi dobrą sumę. Musiałem też zlicytować dom by pokryć wszystkie koszty. To na prawdę jest dla mnie trudne, ale nie widziałem innego rozwiązania.
Stary na prawdę nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni dlatego, że nie chciałem od ciebie współczucia i litości. Teraz jestem świadomy, że powinienem Ci powiedzieć od razu. Chciałbym wszystko odbudować! Ciężko mi myśleć o tym, że człowieka, którego traktuje jak brata mam tak po prostu mijać bez słowa na ulicy. Chciałbym, żebyś mi wybaczył, bo człowiek popełnia błędy... Bez względu na twoją decyzje pamiętaj, że zawsze możesz do mnie wpaść, a ja przyjmę Cię z otwartymi ramionami. Bo jeśli moja matka... Nawet wolę o tym nie myśleć! To tylko Ty zostaniesz moją jedyną rodziną... Nie myśl sobie teraz, że chce wziąć Cie na litość. Ale właśnie dlatego nie chciałem Ci tego mówić Stary! Jesteś najlepszym kumplem i ciesze się, że cię poznałem. "
Nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo przejęły mnie jego słowa. To na prawdę dużo jak na Jordana. Z moich oczu popłynęły łzy. Mój przyjaciel miał duży problem, a ja dołożyłem mu kolejny. Zamiast go wspierać...Złożyłem kartkę papieru i ruszyłem do swojego pokoju, by porozmawiać z Jordanem, ale go już tam nie było. Musiał wyjść jak oglądałem filmiki, albo czytałem list... po tylu latach przyjaźni nie mogłem tego tak zostawić. Zapytałem siostry gdzie teraz mieszka Jordan i bez zastanowienia pojechałem pod jego mieszkanie. Szybko wyszedłem z taksówki i pobiegłem pod numer mieszkanie przyjaciela... Zadzwoniłem raz... dwa... trzy... Usłyszałem krzyk Piotrka " Już idę! ". Widziałem duże zaskoczenie na mój widok. Domyśliłem się, że kogo jak kogo ale mnie się tu nie spodziewał. A jednak... Jestem!
- Co Ty tu robisz !? - zapytał zszokowany.
- No... też miło Cie widzieć... - powiedziałem dość spontanicznie.
- Przepraszam, wejdź! - otworzył szerzej drzwi. - Więc co Cię do mnie sprowadza ? - zapytał w końcu.
- Dzięki za prezent, ale nie wezmę tego od ciebie. Filmik i wódka wystarczy. - położyłem koszulkę na łóżku. - Wiem jak ona jest dla ciebie ważna. Nie chce jej Piotrek... - dodałem dość poważnie.
- Właśnie... Jest ważna na tyle, że postanowiłem sprezentować ją tobie. Tata byłby szczęśliwy...
- Nie Jordan! Twój ojciec będzie szczęśliwy jeśli zatrzymasz najważniejszą rzecz taty dla siebie! Nie wezmę jej i koniec tematu... - oparłem się o ścianę zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Słuchaj... Chce Ci to wszystko wyjaśnić! Mogę ? - pokiwałem przecząco głową. - Daj mi szan... - przerwałem mu.
- Ja już wszystko wiem! Iiii to ja powinienem Cię przeprosić. Wiem, ze potrzebowałeś wparcia, a ja się obraziłem nie wysłuchując twojej wersji.
- Nie Michał! - krzyknął. - Nie chce litości rozumiesz ? Właśnie dlatego nie chwaliłem się tym na prawo i lewo... - powiedział zrezygnowany.
- Wiem! Ale ja cie nie zostawię. To by było nie w porządku. Ty zrobiłbyś to samo... Pomogę Ci, tak jak Ty pomógł byś mnie.
Podszedłem do Jordana i przytuliłem go. Poczułem na sobie jego łzy. Cieszyłem się, że to w moje ramie chcę się wypłakać. Miałem pewność, że teraz pomiędzy mną, a Piotrkiem będzie w porządku...
Zmieniłem nastawienie o 180 stopni. Jeśli chcę żeby uważali mnie za lidera to chyba powinien się tak zachowywać. Tak więc zacząłem ich dopingować, zamiast krzyczeć... Chodź nie było to łatwe, przełamałem się! Nie wiem czy chłopaki zwracali na to uwagę ale chyba poskutkowało, bo w 23 minucie Mati strzelił gola na 1:1. Do przerwy wynik się już nie zmienił. W szatni trener przemówił swoim spokojnym głosem...
- Na prawdę jestem z was zadowolony, chłopaki. Spisaliście się na plus! - Słowa skierował do moich młodszych kolegów. - Chciałbym co prawda wprowadzić kila zmian teraz, ale nie dlatego, że nie podobała mi się wasza gra. Także bez stresu... - popatrzył po nowych twarzach. - To tak... Kamil wejdziesz za Marcina, Seba za Maćka, Bartek ty za Mateusza. No to do roboty... - Już miałem się wtrącić, ale po chwili trener dodał. - Aaa i Michał, ty wejdziesz za Sławka. - zakończył, wychodząc z szatni.
- Chciałem, jako kapitan Wam pogratulować dobrego debiutu. Na prawdę cieszyła mnie wasza postawa na boisku. Czas na drugą połowę. Pora strzelić kolejnego gola i to wygrać! - popatrzył po wszystkich. - Dawać łapy. Kto wygra mecz ?! - krzyknął.
- AWKS!!! - wszyscy zgodnie odparliśmy.
Wszyscy, bez wyjątku ruszyliśmy na murawę.Wchodząc na boisko przeżegnałem się, jak to miałem w zwyczaju robić przed każdym wyjściem na stadion. Byłem pewny, że ten mecz wygramy. Nie lekceważyłem rywala ale wiedziałem, że jesteśmy lepsi! Gdy zaczęła się druga połowa, od razu wyprowadziliśmy akcję w pole karne rywala. Miałem czystą sytuację do strzelania, ale coś mnie podkusiło by podać do mojego młodszego kolegi, który był przy drugim słupku. Chciałem dać mu szanse. Kiedyś to ja taką właśnie akcją zacząłem swą karierę z piłką. Maciek dołożył nogę i piłka wpadła do bramki. Byłem szczęśliwy jak nigdy dotąd. Podbiegłem do niego i przytuliłem go!
- Brawo Młody! - krzyknąłem mu do ucha, próbując przekrzyczeć tłum kibiców.
- Dzięki! - uśmiechnął się.
Rywale nie mogli przedostać się do naszej bramki. Jacek i spółka dobrze kryli naszą obronę. Seba z Kacprem ruszyli kierując się w stronę pola karnego przeciwnika. Nasz kapitan miał już strzelać, gdy w polu karnym pojawił się Kuba i sfaulował naszego kolegę z drużyny. Sędzia bez wahania podyktował rzut karny! Trener zawsze mi kazał wykonywać jedenastkę, ale dzisiaj miałem głupie przeczucie, że przestrzelę albo bramkarz obroni. Podszedłem do wcześniejszego strzelca gola.
- Strzelasz. - powiedziałem bez wahania.
Nie chciałem, żeby ze mną dyskutował. Widziałem w nim siebie gdy byłem mały i byłem pewny, że młody strzeli prosto do siatki. Maciek ustawił się na przysłowiowej 11. Widziałem, że się denerwuje. Musiałem, a nawet miałem obowiązek spróbować go uspokoić. Złapałem go za barki i spojrzałem w oczy.
- Dasz radę tylko wyluzuj. Jeśli nie strzelisz to nic się nie stanie. Jasne ? - po chwili przetwarzania kiwnął twierdząco głową.
To był jego czas...! Teraz albo nigdy. Wiedziałem, że jeśli nie strzeli to trener się na mnie wkurzy, ale jeśli trafi to sam będę sobie wdzięczny do końca życia. Jeśli ktoś by mi powiedział kilka lat temu, że zostanę piłkarzem, zagram z piłkarzami z Barcelony, a przede wszystkim że oddam rzut karny młodszemu koledze z drużyny bez doświadczenia, wyśmiał bym go. Niesamowite jak może się człowiek zmienić przez kilka lat.
Obserwowałem Maćka, który już trochę wyluzował i już patrzył w stronę bramki. Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że nie ważne co się stanie to i tak ciesze się, że oddałem mu ten rzut karny. Bramkarz ustawił się na linii. Maciek wziął rozbieg i kopnął, a piłka wleciała prosto w okienko! Mój młodszy kolega stał uśmiechnięty, nie celebrując tego gola. Wszyscy koledzy podbiegli do niego by mu pogratulować. Ja jednak sobie odpuściłem... Zostały nam 3 minuty + doliczony czas. Wiedziałem, ze wygraliśmy. Rywale męczyli się by dobić się do naszej bramki. Co prawda mieli jedną okazję ale przestrzelili. Po gwizdku sędziego ruszyłem prosto do szatni. Wiedziałem, że na trybunach jest Ola i Agnieszka. Chciałem jak najszybciej się przebrać i do niech pójść. Przed drzwiami naszej szatni stał trener, który wziął mnie na rozmowę.
- Powinienem cię zabić za tego karnego wiesz ?! - zaśmiałem się. - Najpierw powinieneś mnie o to zapytać, a nie decydować sam kto strzela. Chyba jesteś już na tyle dorosły by trzymać się jakiś zasada, prawda ?!
- Trenerze! Byłem pewny, że ja nie strzele tego gola. Postanowiłem dać szanse młodemu. Udało się więc nie wiem o co chodzi ?! - już miałem odchodzić, lecz jeszcze dodałem. - Po za tym tak, jestem dorosły i odpowiedzialny. Jeśli Maciek by nie strzelił, winę bym wziął na siebie. Strzelił więc gol należał do niego. Tyle w temacie. Idę świętować... Na razie!
Wszedłem do szatni gdzie byli już moi koledzy z drużyny. Zdenerwowałem się trochę tą rozmową z trenerem. Nie rozumiałem jego pretensji. Przecież to nie był mecz na szczycie pomiędzy dwiema najlepszymi drużynami o puchar. Sam stwierdził, że chce wypróbować młodych, więc mu w tym pomogłem... Szybko wziąłem prysznic i przebrałem się w ciuchy. Chłopaki już zaczęli imprezę. Otwierając drzwi od łazienki zapadła cisza...
Jeśli znów obleją mnie szampanem to ich pozabijam ~pomyślałem.
Ale chłopaki zaczęli śpiewać mi sto lat! Byłem pozytywnie zaskoczony. Nie sądziłem, że chłopaki pamiętają o moich bądź co bądź 26 urodzinach. Stałem jak wryty pytając jak i skąd. Nagle z przedsionka wyszedł Seba z tortem!
- Pomyśl i życzenie i dmuchaj! - uśmiechnął się przyjaciel.
- Tyle nie mów, bo się nie spełni! - krzyknął Jaca.
Chciałbym w końcu być szczęśliwy... - pomyślałem.
Wszyscy bez wyjątku złożyli mi życzenia. Nie sądziłem, że dostane tak miłą niespodziankę. W końcu od kilkunastu dni zrobiło mi się miło i to dzięki mojej kochanej drużynie! Na koniec dostałem jeszcze prezent od chłopaków, który postanowiłem otworzyć w domu. Chodź byłem ciekawy co mi sprezentowali, śpieszyłem się do Oli. Podziękowałem im i pożegnałem się z uśmiechem na twarzy.
Na korytarzu dopadł mnie jeszcze Maciek.
- Możemy chwilę pogadać ? - zapytał dość poważnie.
- Jasne, tylko chwilę, bo się śpieszę. - Czułem, że wiem o co chce zapytać.
- Dlaczego oddałeś mi rzut karny i podałeś do mnie jak miałeś czystą okazję do strzału ? - Nie miałem pojęcia co mam mu powiedzieć.
- Bo... wiedziałem, że nie strzele karnego, no i padło na ciebie.
- Jasne! A tak serio ?! - dopytywał się młody.
- Młody, po co Ci to ?! Strzeliłeś ? Strzeliłeś. Jesteś bohaterem. Więc się ciesz. - Poklepałem go po ramieniu. - Miłej imprezy!
- Jakiej imprezy ?! - zaśmiałem się.
- Nie będę Cię wszystkiego uczył. Zapytaj Seby. - odwróciłem się do niego plecami. - Narka!
- Liczę, że kiedyś mi powiesz dlaczego to zrobiłeś! - krzyknął.
- Jak na to zasłużysz...- Rozśmieszyła mnie ta sytuacja.
Ruszyłem pewnym krokiem do tylnego wyjścia. Tam nigdy nie było dziennikarzy. Wiedziałem, że gdzieś tam będzie moja dziewczyna z siostrą. Intuicja mnie nie myliła. Ola z Agnieszką stały tuż przy wyjściu. Moja dziewczyna poprosiła mnie żebyśmy zajechali do marketu na zakupy. Zastanawiałem się po co, bo wydawało mi się, ze mieliśmy wszystko co potrzebne. Ale nie chciałem z nią dyskutować. Potrzebowała czegoś więc postanowiłem pójść z nią na zakupy. Aleksandra nie złożyła mi jeszcze życzeń. Może wcale nie wiedziała, że są moje urodziny. Przecież nie znamy się zbyt długo... Nie byłem na nią zły, chodź miło by było usłyszeć z jej ust życzenia. Do domu dojechaliśmy coś po 21.
Nigdy nie spodziewałem się tego co tam zastane. W salonie zobaczyłem światło. Kazałem Oli zostać przy drzwiach i w razie czego uciekać i zadzwonić na policje. Powoli otworzyłem drzwi i zaniemówiłem...
"Nieeespoooodziaaankaaa! " ~ usłyszałem wchodząc do pokoju.
W salonie zebrali się moi wszyscy znajomi, którzy śpiewali mi sto lat! Byli nawet moi koledzy z drużyny. Wyszedłem wcześniej od niech, a i tak się wyrobili żeby przejechać tu przede mną. Stałem totalnie zszokowany. Bylem pewny, że w moim domu jest jakiś włamywacz. Nigdy nie zgadłbym, że będzie czekać na mnie taka niespodzianka. Ola stała koło mnie śmiejąc się... Teraz już byłem pewny, że to ona wszystko wymyśliła! Przytuliłem ją bez słowa, ale ona popchnęła mnie w stronę tortu. To on dawał takie światło. Pomyślałem już drugie dzisiaj życzenie i zdmuchnąłem świeczki. Dopiero po chwili zobaczyłem jak wygląda tort. Ciasto było zrobione na kształt piłki nożnej! Sam namalował mi się uśmiech na twarzy. To na prawdę musi być super wieczór! Pokroiłem ciasto, wypiliśmy moje zdrowie, a potem rozkręciła się impreza. Na urodzinach był również Maciek. Wiedziałem, że chce wiedzieć dlaczego oddałem mu tego karnego, ale tak łatwo mu tego nie powiem.
Coś koło północy usłyszałem dzwonek do drzwi. Pomyślałem, że to może być policja, albo ktoś z sąsiadów, bo byliśmy dość głośno! Otwierając drzwi, w progu ujrzałem totalnie pijanego Piotrka.
- Co Ty tu robisz ?! - wydarłem się.
- Ja... - zamilkł. - Ja przyszedłem złożyć mojemu przyjacielowi życzenia urodzinowe! - Już chciałem powiedzieć, że nie ma żadnej przyjaźni, ale po chwili dodał. - Wiem, wiem... Nie ma już naszej przyjaźni. Spieprzyłem wszystko! Ale ja o tobie pamiętam bracie... Wszystkiego Najlepszego i kocham Cię. - wymamrotał, kompletnie pijany.
W moich oczach zebrały się zły. Wszystko wróciło... Wszystkie wspomnienia ożyły! Tak cholernie mi go brakowało. Wiedziałem, że jedno moje słowo i Jordan by wrócił, ale byłem zbyt uparty i głupi. Nadal uważałem go za brata. Nawet po tym co mi zrobił. Nie dało się wymazać kliku lat z pamięci od tak..
- Dobra... To ja już pójdę i nie będę Wam przeszkadzał. Miłej imprezy! - postawił mi przed nogi wielkie pudło i ruszył w stronę ulicy chwiejnym krokiem.
- Chwila, chwila! Piotrek stój! Nigdzie Cię nie puszcze w takim stanie! - zaciągnąłem go mojego pokoju i ułożyłem na kanapie.
Wiedziałem, że tu będzie miał święty spokój. Nigdy nie wybaczyłbym sobie gdyby coś się stało... Gdy tylko zasnął, ja wróciłem na urodzinową imprezę. Bardzo dobrze się bawiłem, chodź ani na chwilę nie przestałem myśleć o Piotrku. Impreza skończyła się nad ranem. Szybko ogarnąłem wszystko z Olą i postanowiliśmy położyć się do łóżka. Przed pójściem spać postanowiłem rozpakować jeszcze prezent od Jordana. Bez wahania rozpakowałem duże pudło. Dokładnie w tej chwili gdy ujrzałem co jest w pudle poczułem ciepło tam w środku... Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, była koszulka jego zmarłego ojca, który kiedyś był legendarnym piłkarzem. Widziałem, że to jedyne najważniejsza rzecz , która została Piotrkowi o tacie. Nie mogłem pozwolić, żeby oddał mi coś tak cennego by mnie uszczęśliwić. Wiedziałem, że nasza przyjaźń jeszcze nie zgasła do końca i na pewno dałoby się ją uratować. W pakiecie była jeszcze Finlandia i dwie płyty. Na samym dnie pudla leżała przyklejona koperta...
Zszedłem na dół i włączyłem telewizor. Na ekranie pojawił się Neymar, Messi i Suarez składający mi życzenia, potem kolejno wyszli Pique, Sanchez, Puyol, Iniesta i reszta zawodników Barcelony. Wszyscy powiedzieli kilka miły słów na mój temat. Uśmiech namalował się na mojej twarzy. To na prawdę była miła niespodzianka od chłopaków. Potem do odtwarzacza DVD włożyłem kolejną płytę. Na ekranie telewizora zobaczyłem młodego mnie i młodego Jordana. Na zdjęciu widniał rok 1997... Dokładnie po trzech zdjęciach pojawiał się kolejny rok. Tak aż do 2015r. Pod ostatnim zdjęciu widniał napis : " Prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko... ".
Został jeszcze list, który bałem się czytać... Nie wiedziałem co tam mogę znaleźć. Nie miałem pojęcia czy byłem gotowy by go przeczytać! Wiedziałem, że muszę się przełamać... Po kilkunastu minutach wpatrujących się w kartkę w końcu go przeczytałem...
" Stary piszę to jak jeszcze jestem trzeźwy, więc możesz liczyć na coś poważniejszego... Po pierwsze chciałem Ci życzyć wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia i zero kontuzji. Ślubu z Olką i gromadki dzieciaków ! A po drugie. To już trudniejsza część...
Michał, wiem że wszystko spieprzyłem. To trudno wyjaśnić, ale po prostu nie chciałem Cię martwić. Wiem, że przeżywałeś to bardzo i strasznie chciałem cie za to przeprosić. Doskonale wiedziałem, ze nie tolerujesz kłamstwa, ale myślałem, że mi wybaczyć gdy dowiesz się dlaczego to zrobiłem... Uwierz, że na prawdę nie chciałem odchodzić z klubu, ale nie miałem wyjścia. Moja matka jest chora, ma raka i musiałem zmienić klub, by zdobyć pieniądze. Prezes Legii zaproponował mi dobrą sumę. Musiałem też zlicytować dom by pokryć wszystkie koszty. To na prawdę jest dla mnie trudne, ale nie widziałem innego rozwiązania.
Stary na prawdę nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni dlatego, że nie chciałem od ciebie współczucia i litości. Teraz jestem świadomy, że powinienem Ci powiedzieć od razu. Chciałbym wszystko odbudować! Ciężko mi myśleć o tym, że człowieka, którego traktuje jak brata mam tak po prostu mijać bez słowa na ulicy. Chciałbym, żebyś mi wybaczył, bo człowiek popełnia błędy... Bez względu na twoją decyzje pamiętaj, że zawsze możesz do mnie wpaść, a ja przyjmę Cię z otwartymi ramionami. Bo jeśli moja matka... Nawet wolę o tym nie myśleć! To tylko Ty zostaniesz moją jedyną rodziną... Nie myśl sobie teraz, że chce wziąć Cie na litość. Ale właśnie dlatego nie chciałem Ci tego mówić Stary! Jesteś najlepszym kumplem i ciesze się, że cię poznałem. "
Nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo przejęły mnie jego słowa. To na prawdę dużo jak na Jordana. Z moich oczu popłynęły łzy. Mój przyjaciel miał duży problem, a ja dołożyłem mu kolejny. Zamiast go wspierać...Złożyłem kartkę papieru i ruszyłem do swojego pokoju, by porozmawiać z Jordanem, ale go już tam nie było. Musiał wyjść jak oglądałem filmiki, albo czytałem list... po tylu latach przyjaźni nie mogłem tego tak zostawić. Zapytałem siostry gdzie teraz mieszka Jordan i bez zastanowienia pojechałem pod jego mieszkanie. Szybko wyszedłem z taksówki i pobiegłem pod numer mieszkanie przyjaciela... Zadzwoniłem raz... dwa... trzy... Usłyszałem krzyk Piotrka " Już idę! ". Widziałem duże zaskoczenie na mój widok. Domyśliłem się, że kogo jak kogo ale mnie się tu nie spodziewał. A jednak... Jestem!
- Co Ty tu robisz !? - zapytał zszokowany.
- No... też miło Cie widzieć... - powiedziałem dość spontanicznie.
- Przepraszam, wejdź! - otworzył szerzej drzwi. - Więc co Cię do mnie sprowadza ? - zapytał w końcu.
- Dzięki za prezent, ale nie wezmę tego od ciebie. Filmik i wódka wystarczy. - położyłem koszulkę na łóżku. - Wiem jak ona jest dla ciebie ważna. Nie chce jej Piotrek... - dodałem dość poważnie.
- Właśnie... Jest ważna na tyle, że postanowiłem sprezentować ją tobie. Tata byłby szczęśliwy...
- Nie Jordan! Twój ojciec będzie szczęśliwy jeśli zatrzymasz najważniejszą rzecz taty dla siebie! Nie wezmę jej i koniec tematu... - oparłem się o ścianę zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Słuchaj... Chce Ci to wszystko wyjaśnić! Mogę ? - pokiwałem przecząco głową. - Daj mi szan... - przerwałem mu.
- Ja już wszystko wiem! Iiii to ja powinienem Cię przeprosić. Wiem, ze potrzebowałeś wparcia, a ja się obraziłem nie wysłuchując twojej wersji.
- Nie Michał! - krzyknął. - Nie chce litości rozumiesz ? Właśnie dlatego nie chwaliłem się tym na prawo i lewo... - powiedział zrezygnowany.
- Wiem! Ale ja cie nie zostawię. To by było nie w porządku. Ty zrobiłbyś to samo... Pomogę Ci, tak jak Ty pomógł byś mnie.
Podszedłem do Jordana i przytuliłem go. Poczułem na sobie jego łzy. Cieszyłem się, że to w moje ramie chcę się wypłakać. Miałem pewność, że teraz pomiędzy mną, a Piotrkiem będzie w porządku...
Przyjaźń! ooooo*.* Super :))
OdpowiedzUsuńSuper sie zapowiada :DDD
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie - http://zostan-kocham-cie.blogspot.com/